Świat

"Skorumpowała Argentynę", znów chce władzy

Cristina Fernandez de Kirchner w roli prezydent Argentyny (zdjęcie z 2010 roku)

Była prezydent Argentyny Cristina Fernandez de Kirchner ogłosiła, że będzie się ubiegać o urząd wiceprezydenta u boku szefa centrolewicowej partii Front Jedności Obywatelskiej Alberto Fernandeza.

Decyzja byłej prezydent, w latach 2007-2015, była sporym zaskoczeniem, ponieważ uważano powszechnie, że będzie chciała ponownie zostać głową państwa, a pewne sondaże dawały jej nawet szanse na pokonanie obecnego prezydenta Mauricio Macriego w drugiej turze głosowania.

Fernandez de Kirchner, która jest teraz senatorem, poinformowała o swych zamiarach w 12-minutowym wideo zamieszczonym na Twitterze, w którym apeluje o utworzenie przed październikowymi wyborami jak najszerszej koalicji, "nie tylko, by wygrać wybory, ale też, by (skutecznie) rządzić".





Alberto Fernandez, który w wyborach będzie walczył o stanowisko prezydenta, był w latach 2003-2007 szefem kancelarii poprzednika Fernandez de Kirchner i zarazem jej męża, nieżyjącego już Nestora Kirchnera i pozostał na tym stanowisku przez część kadencji prezydent.

Zarzuty

Jak pisze AP, decyzja Fernandez de Kirchner, by nie ubiegać się o najwyższy urząd w państwie, może być związana z dochodzeniami, jakie są prowadzone po postawieniu jej zarzutów korupcji, a które już w przyszłym tygodniu mogą doprowadzić do postawienia jej w stan oskarżenia i rozpoczęcia sprawy sądowej.

Była prezydent jest podejrzana o korupcję, ale do winy się nie przyznaje. Twierdzi, że jest "ofiarą prześladowania" i manipulacji medialnej, która ma przerzucić na nią i jej męża winy za niepowodzenia polityki gospodarczej obecnego rządu.

Macri oskarża ją, że wraz z mężem "skorumpowała Argentynę", co jest powodem obecnego głębokiego kryzysu gospodarczego w kraju.

Ale właśnie te problemy gospodarcze, galopująca inflacja, która w ubiegłym roku sięgnęła 47 procent oraz polityka zaciskania pasa mogą przysporzyć byłej prezydent i Alberto Fernandezowi wielu głosów. Argentyńczycy są sfrustrowani rosnącymi kosztami i decyzją rządu o zlikwidowaniu subsydiów na media i transport publiczny - podaje AP.

Macri mawia, że nie docenił tego, jak dalece fatalna była kondycja gospodarki, gdy przejął urząd po Fernandez de Kirchner. Zwolennicy byłej prezydent uważają, że zdołała wyprowadzić kraj z załamania gospodarczego, a jej przeciwnicy - że doprowadziła do obecnego kryzysu.