Świat

„Te wybory to działalność przestępcza"

„Te wybory to działalność przestępcza

Francuzi poszli do wyborów mimo epidemii. Teraz zalewają prokuraturę wnioskami o ściganie prezydenta.

Boris Johnson wybrał dziwaczną strategię walki z epidemią (jak najwięcej zarażonych), która przyczyniła się jedynie do jej przyspieszenia. Żaden brytyjski premier nie miał równie dobrych notowań co dzisiaj Johnson – od co najmniej od 10 lat. Trump przekonywał, że koronawirus to brednie. Ma najlepsze notowania od początku swej prezydentury. Macron namawiał swych wyborców – już w czasie epidemii – do chodzenia do teatru: COVID-19 to nie powód, aby zmieniać swój styl życia. Poparcie szybuje mu do góry. Włoski rząd długo przekonywał, że ma wszystko pod kontrolę, a koronawirus to problem dotyczący 0,1 proc. terytorium. Ale to Salvini, który krytykował premiera Contego, traci w szybkim tempie popularność.

Wytłumaczenie jest proste.

Ludzie się boją. Tym bardziej, że COVID-19 to choroba o nieznanej etiologii – nie wiadomo kiedy się skończy i jaka będzie liczba ofiar. Dziś chcą tylko jednego: zostać uratowani. A lepiej zabiegać o opiekę nawet najbardziej nieudolnego rządu, niż szukać ratunku u opozycji, która w dzisiejszej sytuacji niewiele może.

Francuska przestroga

15 marca, gdy statystyki wykazywały mniej więcej 4500 zarażonych, Francja przeprowadziła wybory lokalne. Powinny być przestrogą dla wszystkich.

Czytaj także: Złudne statystyki epidemii. „Jestem pewien, że liczba zakażonych koronawirusem w Polsce jest zdecydowanie wyższa”

Macron przekonywał, że wybory nie stanowią zagrożenia dla życia i zdrowia – bo tak rzekomo mówili mu naukowcy. Także znaczna część opozycji chciała ich za wszelką cenę, była bowiem przekonana, że na nich zyska. Lekarze masowo apelowali o anulowanie głosowania, ale politycy wiedzieli lepiej. Wybory się odbyły.

Po dwóch tygodniach ich rezultaty nie obchodzą nikogo. Co innego jest za to ważne: prognozy naukowców przytaczane przez prezydenta Francji okazały się błędne. Głosowanie było niebezpieczne dla życia i zdrowia. Przekonała się o tym niemała liczba członków komisji wyborczych u których wykryto potem COVID-19. Podobnie z kandydatami i wyborcami. Głosowanie bardzo pomogło koronawirusowi. Główne ogniska choroby we Francji to Alzacja, Lotaryngia i Paryż. Ale mówi się o też o jeszcze jednym ognisku: „ognisku wyborczym”.

Był też inny skutek uboczny – organizując wybory francuski rząd zachęcił Francuzów do nieposłuszeństwa. Zaczęto zadawać sobie pytanie: czy sytuacja jest rzeczywiście tak poważna? Skoro możemy masowo głosować, dlaczego mamy rezygnować z innych wolności? Gdy we Włoszech pojawiły się pogłoski, że Lombardia zostanie odcięta od reszty kraju, z Mediolanu na Południe ruszyły tysiące osób, rozwożąc COVID-19 po kraju. Epidemiolodzy byli przerażeni.

Niezdyscyplinowanie Włochów krytykowano na całym świecie – we Francji ten exodus mial zupełnie inną skalę: w ostatnich dniach przed wprowadzeniem zakazu przemieszczania, na Południe uciekł milion Francuzów. Rząd zaostrza specjalne regulacje, ale ma ogromne kłopoty z ich egzekwowaniem. Nieprzestrzegającym zasad już wręczono blisko ćwierć miliona mandatów.

Burżuazja ucieka na Południe grzać się w słońcu

Na biednych peryferiach Paryża – w Saint-Denis i okolicach – jest jeszcze gorzej: naruszanie nowych przepisów stało się jedną z ulubionych rozrywek. „Trudna młodzież” z przedmieść ujrzała, jak miliony mimo epidemii głosowały w wyborach, a potem paryska burżuazja uciekła na Południe, by korzystać z pięknej pogody. I za nic w w świecie nie rozumie dlaczego ma przestrzegać reguł kwarantanny.

– To jedna wielka katastrofa – mówił Christophe Rouget, przedstawiciel najważniejszego związku zawodowego oficerów sił porządkowych. – Zaczepiają policjantów, wciągają ich w zasadzki. Strzelają z moździerzy, wyrzutni pocisków. Wywołują drobne zamieszki, które uspokajają się dopiero w nocy.

Siły porządkowe muszą na to przymykać oczy. W przeciwnym wypadku przedmieścia eksplodują. Organizując wybory Macron wypuścił dżina nieposłuszeństwa z butelki. I nie sposób go teraz do tej butelki zagonić.

Mnożą się zawiadomienia do prokuratury – o popełnieniu przestępstwa przez francuskie władze, czyli zorganizowanie głosowania w trakcie epidemii. Autorzy jednego z nich domagają się ukarania premiera i ministra zdrowia za „narażenie życia” wyborców i „nieumyślne zabójstwo”. Podpisało się pod nimi już kilkaset tysięcy osób.

Rozmawiałem z przyjacielem, jednym z najbardziej znanych francuskich politologów. Zapytałem go co sądzi o wyborach z 15 marca. Odpowiedział: „To samo co większość moich znajomych. To były wybory przestępcze”.