Świat

"Wzięłam ją na ręce. Nawet nie płakała, była lodowata"

Lodowata woda, krzyczący ludzie, płacz dzieci, a wśród nich ratownik. Włoska straż przybrzeżna opublikowała nagranie pokazujące dramatyczną akcję ratunkową, jaka odbyła się w weekend niedaleko wyspy Lampedusa. Łódkę, w której płynęło ponad 150 migrantów, przewróciły fale. Najmłodszą pasażerką była niespełna roczna dziewczynka. - Wzięłam ją na ręce. Nawet nie płakała, była lodowata - mówi lekarka, która się nią zajęła.

Wszystko wydarzyło się w sobotę. Nad zachodnią częścią Morza Śródziemnego przetaczała się burza. Fale były na tyle mocne, że dziesięciometrowa łódka, którą grupa migrantów zdołała dopłynąć na odległość mili od wyspy Lampedusa, wywróciła się.

Nie ustalono jeszcze, ile dokładnie osób nią płynęło. Udało się uratować 149 pasażerów.

"Widzę cię!", "Chwytaj linę!"

Nagranie włoskiej straży przybrzeżnej pokazuje między innymi moment uratowania najmłodszego z nich, niespełna rocznego dziecka. Tego dnia miało na sobie fioletową kurtkę.

- Proszę, podaj mi dziecko - mówi ratownik po tym, jak podpływa do grupy osób starających utrzymać się na powierzchni. Jeden z mężczyzn patrzy ratownikowi w oczy, po czym bez słowa oddaje mu malca.

Ratownik zabiera dziecko, zawraca i płynie w kierunku łodzi, na której czekają już inni pracownicy straży przybrzeżnej. - Widzę cię, widzę cię! Nadpływa! - słychać głosy dobiegające znad pokładu. - Dawaj, Sandro! - dopingują ratownika mężczyźni. - Chwytaj linę, chwytaj linę - mówią, kiedy podpływa do rufy. Przekazuje im dziecko i sam wspina się na łódź.

"Pozostała przytomna, to jakiś cud"

Jak się później okazało, była to dziewczynka. - Wzięłam ją na ręce. Nawet nie płakała, była lodowata. Rozebrałam ją i ogrzałam - mówi Alessandra Savatteri w rozmowie z włoskim dziennikiem "Corriere della Sera". Lekarce wolontariuszce straży przybrzeżnej wciąż trudno uwierzyć, że dziecko przeżyło. - Kiedy się nią zajęłam, miała hipotermię [stan wychłodzenia organizmu - red.]. Nie mam pojęcia, jak udało się ją uratować, to niesamowite - podkreśla.

- Kiedy [ratownik - red.] był w wodzie, starał się ją trzymać nad powierzchnią. Później wzięto ją na pokład. To, że nie wypiła zbyt dużo wody i pozostała przytomna, to jakiś cud - relacjonuje Savatteri.

Pięciu kobiet nie udało się uratować

Podczas akcji udało się uratować 149 osób, w tym niewidomego mężczyznę, 13 kobiet i trójkę dzieci. Według ich zeznań, brakuje jeszcze piętnastu pasażerów, którzy płynęli razem z nimi. Są też ofiary śmiertelne - w morzu odnaleziono ciała pięciu kobiet.

Ocaleni pochodzą z Tunezji, Pakistanu, Algierii, Erytrei, kilku z Libii. "Wszystko wskazuje na to, że łódka wypłynęła dwa dni wcześniej z plaży na granicy libijsko-tunezyjskiej" - pisze "La Repubblica".

Po zakończeniu akcji ratunkowej migrantów przetransportowano do lokalnego "punktu hotspot" (to miejsce tymczasowego pobytu, do którego trafiają cudzoziemcy bez zgody na pobyt w danym kraju).

Minister dumna z "cichych bohaterów"

Katastrofą zajmuje się sycylijska prokuratura z miejscowości Agrigento. Prowadzi śledztwo w sprawie pomocy w nielegalnej imigracji, zatonięcia i wielokrotnego zabójstwa. Premier Włoch, Giuseppe Conte, zapowiedział wizytę na wyspie Lampedusa.

Nagranie z sobotniej akcji udostępniła w mediach włoska minister infrastruktury i transportu, Paola De Micheli.

"Są takie osoby jak ten ratownik ze straży przybrzeżnej, których działania pozwalają wierzyć, że Włochy to wciąż potężny kraj, który jest w stanie przyjmować i ratować istnienia ludzkie. Jestem dumna, ze mogę reprezentować tych cichych bohaterów" - napisała.