Tech

Bańka technologiczna rośnie. 20 lat temu było podobnie i skończyło się źle

Bańka technologiczna rośnie. 20 lat temu było podobnie i skończyło się źle

Mimo epidemii koronawirusa, globalnego spowolnienia gospodarczego i wojen handlowych, największe amerykańskie koncerny technologiczne rosną w siłę. Notowania akcji takich spółek jak: Apple, Microsoft, Amazon, Alphabet (właściciel Google'a) czy Tesla wchodziły w nowy rok z rekordami i na tym nie poprzestają.

Indeks Nasdaq, grupujący największe spółki technologiczne, zbliża się właśnie do psychologicznej bariery - okrągłych 10 tysięcy punktów. Nigdy wcześniej nie był tak wysoko. Inwestorzy liczą zyski, a na rynek ciągle przybywają nowi giełdowi gracze, którzy liczą, że zdążą jeszcze wykorzystać hossę i dorobią się fortuny.

Notowania indeksu Nasdaq na przestrzeni ostatniej dekady

Eksperci ostrzegają jednak, że narastająca od lat bańka spekulacyjna może wkrótce pęknąć. A niestety od euforii do paniki rynki finansowe potrafią przejść niemal w mgnieniu oka. Tak jak dwadzieścia lat temu, kiedy napompowane spółki technologiczne nagle straciły przychylność inwestorów. Skończyło się krachem na giełdzie i odpływem pieniędzy z parkietu.

Wrócą demony sprzed 20 lat?

- Hossa na Wall Street trwa już bardzo długo, bo też ekspansja gospodarcza w USA jest bezprecedensowo długa. W takich okolicznościach pewnego rodzaju ekscesy rynkowe są naturalne. Jednak podobieństw do sytuacji sprzed 20 lat, kiedy to astronomiczne wyceny spółek technologicznych runęły w pewnym momencie niczym z urwiska, jest bardzo dużo - ostrzega Przemysław Kwiecień, ekonomista Domu Maklerskiego XTB.

Początek nowego kryzysu?

Analityk zwraca uwagę, że synonimem hossy jest m.in. Tesla, która w tym tempie niedługo będzie najdroższym producentem samochodów na świecie. Kwiecień stawia więc otwarte pytanie: czy to nie jedna z wielu tego typu baniek spekulacyjnych?

- Często powtarza się, że tym razem sytuacja jest inna, bo wiele "techów" wypracowuje dziś duże zyski i generuje gotówkę. Facebook, Apple czy Alphabet wręcz nie wiedzą, co zrobić z taką ilością kapitału, aby utrzymać jego rentowność. To prawda, ale ich wyceny są równie astronomiczne - podkreśla Kwiecień.

Czytaj więcej: Kryzys po 90 latach znowu straszy. W co inwestować?

Standardem na amerykańskiej giełdzie jest, że stabilne spółki technologiczne mają wycenę mniej więcej na poziomie 30-krotności wypracowywanych przez nie zysków. Tymczasem w przypadku Tesli cena akcji jest aż 100 razy większa niż zyski przypadające na akcję. I nie jest to odosobniony przypadek.

- Spółka działa na wyobraźnię prezentując się jako gracz, który zmieni oblicze transportu samochodowego, ale na razie nie produkuje choćby 5 proc. tego, co Toyota czy Volkswagen, osiąga niewielkie zyski, a jej fabryka w Chinach musiała zostać czasowo zamknięta. Inwestorzy tych faktów zdają się w ogóle nie dostrzegać. Ma to miejsce nie tylko w przypadku Tesli - wskazuje ekspert Domu Maklerskiego XTB.

Kwiecień dodaje, że wiele miar wycen, takich jak cena do sprzedaży czy kapitalizacja do PKB, jest już powyżej szczytów z 2000 roku. A taka sytuacja jeszcze jakiś czas temu mogła wydawać się nie do pomyślenia.

Techy i długo nic

W drugiej połowie 2018 roku rynki żyły informacją o tym, że Apple jako pierwsza spółka giełdowa osiągnęła wartość rynkową przekraczającą okrągły bilion dolarów. Teraz są cztery takie spółki. Razem z Facebookiem tworzą piątkę największych firm na giełdzie w USA.

(East News)
(Fot: JUSTIN SULLIVAN/Getty AFP/East News)

Na zdjęciu Tim Cook, dyrektor Apple'a, podczas jednej z imprez zorganizowanych przez giganta z Cupertino

Próżno szukać w samej czołówce wielkich koncernów przemysłowych, spożywczych czy deweloperów. Tego typu biznesy są wyceniane przez inwestorów o wiele niżej. Mimo często długiej historii i mocnej marki.

Apple czy Microsoft są wyceniane prawie 3-krotnie wyżej niż Berkshire Hathaway - słynny holding należący do Warrena Buffetta, jednego z najbogatszych ludzi na świecie i legendarnego już inwestora nazywanego "wyrocznią z Omaha". Z kolei największy bank inwestycyjny JP Morgan jest wart niewiele więcej niż jedna czwarta Apple.

O cały bilion mniejszą kapitalizację mają takie grupy, jak Johnson & Johnson, Walmart czy Nestle. Nie mówiąc o tym, jak śmiesznie małe wydają się przy czołowych spółkach technologicznych największe polskie spółki notowane na giełdzie w Warszawie.

Numerem jeden jest PKO BP (11 mld dolarów), od którego producent iPhone'ów jest blisko 130 razy większy. Wartość kolejnych w rankingu PZU czy Orlenu nie przekracza nawet 10 mld dolarów.

To dobitnie pokazuje dysproporcje, jakie zapanowały na rynkach. W długim horyzoncie czasu rynki same wracają do równowagi i tym razem też tak powinno być. Niestety za pewne nie dojdzie do tego bez "ofiar".