Tech

Dziewczynki pojechały na "babski wieczór", już z niego nie wróciły. Ruszył proces młodego kierowcy

Dziewczynki pojechały na

Z ustaleń biegłego wynika, że 19-letni kierowca fiata jechał za szybko, próbował wyprzedzać na mokrej jezdni, stracił panowanie nad autem i zderzył się busem. W wypadku zginęły dwie dziewczynki, które mężczyzna miał odwieźć do domów. Rozpoczął się proces kierowcy, którego prokuratura oskarżyła o spowodowanie śmiertelnego wypadku.

Proces ruszył przed Sądem Rejonowym w Legnicy. W wypadku zginęły 10-letnia Ola i 11-letnia Wiktoria. Przed sądem zebrała się grupa kilkunastu osób w koszulkach z napisem #jedzieszmyśl. To akcja wymyślona przez starsze siostry obu dziewczynek, która ma na celu propagowanie rozwagi za kółkiem.

- Większość osób, które dzisiaj tutaj przyszły to najbliższa rodzina, najbliżsi znajomi. Zainteresowanie akcją w mediach społecznościowych było ogromne. Zainteresowało się tym dość sporo mediów. Chciałabym, żeby ta akcja jak najbardziej się rozszerzyła. Żeby jak najwięcej ludzi uświadomiło sobie, że brak myślenia może spowodować czyjąś śmierć lub kalectwo na całe życie - mówi Agata Szafrańska, siostra Oli.

Dwa tygodnie wcześniej w kilkuminutowym wideo opublikowanym na Facebooku mówiła o bólu spowodowanym stratą. Apelowała też do innych kierowców o wsparcie akcji, przez udostępnianie jej wideo oraz opisywanie swoich historii i oznaczanie ich hasztagiem #jedzieszmyśl.

- Nie wiem czy da się określić w kilku słowach, jak zmieniło się nasze życie. Wywróciło się o 180 stopni. Ola była naszym oczkiem w głowie, była moją najmłodszą siostrą. Jest zupełnie inaczej - mówi Szafrańska.

Tragiczne zdarzenia z października, ze swojego punktu widzenia, przedstawiła nam także pani Agnieszka, mama Oli. Przeczytaj poruszającą relację kobiety.

"Tragedia trzech rodzin"

W środę sąd wysłuchał relacji części świadków zdarzenia, a także oskarżonego. 20-latek, tak samo jak w toku śledztwa, pytany o to czy przyznaje się do zarzucanego mu czynu, odmówił odpowiedzi. Twierdzi, że nie pamięta.

- Jednocześnie mówił o okolicznościach poprzedzających samo zdarzenie. Relacje świadków potwierdzają ustalenia śledczych na etapie postępowania przygotowawczego. Szczegółów przedstawić nie mogę z uwagi na to, że proces nie został jeszcze zakończony. Sąd odroczył posiedzenie celem przesłuchania ostatniego świadka i ustosunkowania się co do ewentualnych wniosków obrony - mówi Witold Lechman z Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

Obrońca oskarżonego podkreśla natomiast, że jest to skomplikowana sprawa. Tragedia trzech rodzin - przyznaje.

- Razem ze swoim klientem chcemy w tym postępowaniu przede wszystkich wyjaśnić wszystkie okoliczności tego zdarzenia, które mogły mieć wpływ na taki tragiczny skutek. Na chwilę obecną tak naprawdę nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej. Niestety oskarżony nie pamięta samego przebiegu zdarzenia i trudność w weryfikacji tych przyczyn również tkwi w stanie niepamięci oskarżonego - zaznacza adwokat Łukasz Kłak.

Oskarżonemu grozi do ośmiu lat więzienia.

Ola i Wiktoria trzymały się bardzo bliskoarchiwum prywatne

Zmiana kierowcy

4 października 2019 roku Ola i Wiktoria pojechały na "babski wieczór" do swojej koleżanki w Jaworze. Dzień później, około godziny 19, miały zostać odwiezione do domu przez matkę dziewczynki. Jak ustalili śledczy, przed wyjazdem 19-letni syn kobiety zaproponował, że odwiezie dziewczynki i przy okazji spotka się w Legnicy z koleżankami. To był deszczowy wieczór.

Chwilę przed 19 ruszyli z Jawora. Równo o 19 młody kierowca skontaktował się z jedną z koleżanek. Rozmawiał z nią 20 sekund. O 19.02 wpisał w telefonie adres jednej z dziewczynek. Kwadrans później wjeżdżali już do Legnicy. Do wypadku doszło dokładnie o godzinie 19.16 na ulicy Jaworzyńskiej, w obszarze niezabudowanym. Było ciemno. Mokrą jezdnię doświetlały lampy drogowe.

Z naprzeciwka, z niewielką prędkością - 47km/h - nadjeżdżał dostawczy mercedes. W pobliżu jechały jeszcze dwa inne samochody. Ich kierowcy zeznawali później jako świadkowie zdarzenia.

- Jechałem za pojazdem, który uderzył w tamten samochód. Ślisko, mżawka, ciemno. Nie umiem stwierdzić, jaki był powód zjechania z przeciwległego pasa. Ułamek sekundy, wszystko jak w jakimś filmie się wydaje. Wezwałem służby ratownicze. Pobiegłem do pierwszego samochodu, później do samochodu, który był w rowie. Czekałem na przyjazd służb. Próbowałem się dostać do tego samochodu - relacjonuje pan Rafał, jeden ze świadków.

W wypadku zginęły dwie dziewczynkilca.pl

Biegły: wypadek konsekwencją działania kierowcy

"Znajdując się 260 metrów za zjazdem na autostradę A4 w kierunku Zgorzelca, oskarżony jadąc ulicą Jaworzyńską, w kierunku Ronda Bitwy Legnickiej, wykonując manewr wyprzedzania poprzedzającego go autobusu, jadąc lewym pasem ruchu, nie dostosowując prędkości do warunków panujących na drodze, poruszając się z prędkością przekraczającą administracyjnie dopuszczalną w przedziale pomiędzy 95, a 115 km/h stracił panowanie nad pojazdem, wskutek czego wjechał na przecinający jezdnie pas zieleni, a następnie na pas ruchu dla przeciwnego kierunku jazdy, bezpośrednio przed nadjeżdżający tym pasem, prawidłowo poruszający się pojazd mercedes sprinter, doprowadzając do uderzenia prawym bokiem pojazdu fiat punto w jego przód" - tak brzmi pełen, szczegółowy opis sytuacji drogowej, zawarty w uzasadnieniu aktu oskarżenia.

Na tym konkretnym odcinku obowiązywało ograniczenie do 70 km/h. Warunki do jazdy były mocno niesprzyjające. Nawierzchnia była mokra, czysta, gładka. Nie znaleziono śladów hamowania fiata. Po zderzeniu auto wpadło do rowu. 10-letnia Ola zginęła na miejscu. 11-letnia Wiktoria zmarła w szpitalu po pięciu dniach. 19-latek również trafił do szpitala, ale w niespełna miesiąc go opuścił.

Biegły z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych stwierdził w opinii, że "zaistnienie wypadku jest konsekwencją nieprawidłowego i niebezpiecznego działania kierującego samochodem osobowym marki fiat punto". Wskazał, że oskarżony złamał przepisy ruchu drogowego i zasady bezpieczeństwa. Ekspert podkreślił, że gdyby młody kierowca stosował się do przepisów, zachował należytą ostrożność oraz prawidłową technikę jazdy, to miał możliwość uniknięcia wypadku.

Nie stwierdzono aby fiat posiadał jakieś usterki techniczne, które mogły mieć wpływ na całe zdarzenie. Nie stwierdzono także, aby kierowca mercedesa - drugiego uczestnika wypadku - jakkolwiek się do niego przyczynił.

Po zderzeniu samochód wpadł do rowulca.pl

Oskarżony nie pamięta

Prokurator ustalił, że "naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym przez oskarżonego miało charakter umyślny". Jak mówił nam w lutym Radosław Wrębiak, szef Prokuratury Rejonowej w Legnicy, z opinii biegłego informatyka, który przebadał telefon kierowcy, wynika, że w trakcie jazdy, za pośrednictwem komunikatora internetowego, prowadził konwersację z trzema koleżankami. Po odwiezieniu swoich pasażerek miał się z nimi spotkać w Legnicy.

- W pewnym momencie jedna ze znajomych nadal wysyłała wiadomości, natomiast kontakt ze strony jej rozmówcy się urwał. Pokrywa się to w czasie z godziną wypadku - przekazał Wrębiak.

W trakcie śledztwa kierowca fiata był dwukrotnie przesłuchiwany w charakterze podejrzanego. Konsekwentnie odmawiał złożenia wyjaśnień, zasłaniając się niepamięcią. Przyznał, że fiat należał do jego babci, a od momentu uzyskania prawa jazdy, niemal codziennie poruszał się nim na drodze Jawor-Legnica.

Prokurator w akcie oskarżenia skonkludował, że wszystkie powyższe okoliczności sprawy jednoznacznie wskazują na sprawstwo 20-letniego dzisiaj mężczyzny.

Fiat po zderzeniu wpadł do rowuKMP Legnica