Tech

​Kandydaci nieoczywiści

​Kandydaci nieoczywiści

Wiele się mówiło, nie tylko w ciągu ostatnich czterech, ale wręcz ostatnich 14 lat (od 2005 r.), o postępującej polaryzacji polskiej sceny politycznej. Mówiło się słusznie. Ta tendencja, która zaczęła się w 2005 r., po nieudanej próbie stworzenia wspólnego rządu Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości, narastała przez wszystkie te lata. Głęboki rów, już nie tylko polityczny, ale wręcz cywilizacyjny, jaki mamy dziś w Polsce, jest jej oczywistym skutkiem. Tendencja ta ma się nadal dobrze, wyjątki od reguły, o których zaraz napiszę, tego nie zmieniają. Są wszelako ciekawostką polityczną wartą zauważenia.

Na listach kandydatów do Sejmu Koalicji Obywatelskiej znaleźli się: Paweł Poncyljusz i Paweł Kowal, jej kandydatem do Senatu jest Kazimierz Michał Ujazdowski. Z kolei kandydatem PiS-u do Senatu jest Krzysztof Mazur.

Poncyljusz, Kowal i Ujazdowski są konserwatystami. Ich obecność w środowisku politycznym, gdzie rej wodzi Platforma Obywatelska, byłaby czymś naturalnym w roku 2005, dzisiaj jest czymś niemal sensacyjnym. W pierwszym okresie istnienia był w Platformie silny nurt konserwatywny (np. Jan Rokita, Marek Biernacki, potem Jarosław Gowin), ale z czasem takich ludzi zmarginalizowano w partii, albo wręcz usunięto/skłoniono do odejścia. Jeśli mówimy, że rząd PO-PiS-u był w 2005 r. opcją serio braną pod uwagę na poziomie mas członkowskich obu ugrupowań, to głównie dlatego, że konserwatyści byli tu i tam. Później Platforma ewoluowała w stronę partii liberalno-socjaldemokratycznej. Konserwatyści dłużej trzymali się w PiS-ie, chociaż i tam nie mieli oni łatwo. Fakt, że w pewnym momencie i Poncyljusz, i Kowal znaleźli się w ugrupowaniu Polska Jest Najważniejsza, będącym secesją z PiS, ma swoją wymowę. Jednak dziś ich obecność na listach Koalicji Obywatelskiej nie jest bynajmniej intuicyjna, lecz jest wynikiem pewnej hierarchii priorytetów.

Wydaje się, że od strony Platformy jest świadomym ruchem w kierunku poszerzenia oferty politycznej tego ugrupowania. Można, oczywiście, zasadnie pytać, jak się ma projekt polityczny Poncyljusza, Kowala i Ujazdowskiego do projektu politycznego Jerzego Hardie-Douglasa - także startującego z list Koalicji. Bez wątpienia mamy tu konfuzję, bo jeśli Koalicja Obywatelska ma program Hardie-Douglasa, to nie może mieć programu Poncyljusza, Kowala i Ujazdowskiego, i vice versa. Można jednak argumentować, że taki dobór kandydatów oznacza, iż KO nie przesądza dziś swojego stanowiska w kwestiach światopoglądowych, a odpowiednie decyzje będzie podejmować po wyborach. Tak być może jest. Jeśli tak, byłby to jeszcze jeden dowód na to, że w Polsce ważne decyzje podejmowane są nie przy urnach wyborczych, lecz później, w zaciszu partyjnych gabinetów.

Jeśli jednak można w tych kandydatach widzieć także pewien projekt polityczny, to taki, że wstępnym warunkiem realizacji takich czy innych programów demokratycznych jest odsunięcie PiS-u od władzy. W sumie zatem tak interpretuję zamysł Grzegorza Schetyny: te kandydatury mają skłonić pewną liczbę wyborców centrowych, wcześniej rozczarowanych do Platformy, do głosowania na jej obecne wyborcze przebranie w postaci KO. Wszyscy przeciw PiS, bo to jest dzisiaj najważniejsze, a potem się zobaczy.

Przypadek Krzysztofa Mazura jest nieco inny. Nie mamy tu do czynienia z odmiennością ideową w stosunku do PiS-owskiego mainstreamu. Ale z pewnością Mazur do tego mainstreamu nie pasuje z innego - lecz bardzo ważnego - powodu. Nie pasuje doń z powodu swojej otwartości na dyskusję, z powodu szerokości horyzontów. Pan Prezes Kaczyński rządzi partią w stylu wodzowskim, nikt się tam nie wychyla z oceną choćby trochę odmienną niż szef, a jak się wychyli, to wylatuje. Nawet koalicjanci (Solidarna Polska i Porozumienie) są trzymani w szachu. Zbigniew Ziobro jest w pełni politycznie poprawny (wedle wzoru PiS-owskiego, rzecz jasna), Jarosław Gowin pozwala sobie na co nieco, zawsze jednak bijąc przy tym polityczne pokłony wobec Naczelnika Państwa. A Mazur wyraźnie powiedział rozpoczynając swoją kampanię, że uważa zmiany w wymiarze sprawiedliwości za pomyłkę. A przecież te zmiany są jądrem PiS-owskiej polityki wewnętrznej od 2015 roku.

Zauważmy: to co zbliża konserwatystów takich jak Ujazdowski, Poncyliusz czy Kowal do Platformy, to niezgoda na niszczenie praworządności. Taki sam w gruncie rzeczy pogląd nie przeszkadza Mazurowi kandydować pod szyldem PiS-u. Inaczej mówiąc, dla tamtych trzech to jest argument, żeby współpracować z partią światopoglądowo liberalną. Dla Mazura taka sama ocena jest argumentem za współpracą z PiS-em. Skąd ta różnica? Zaryzykuję twierdzenie, że Ujazdowski, Kowal i Poncyljusz uznali, iż główna oś sporu to ustrój państwa; Mazur uznał, iż główna oś sporu to koncepcja człowieka.

Roman Graczyk