Tech

Nie było licencji, ale już są. Tak Emilewiczowie jeździli na nartach

Nie było licencji, ale już są. Tak Emilewiczowie jeździli na nartach

Suche pod Poroninem w powiecie tatrzańskim, wtorek, 5 stycznia. Minęła godzina 8. Na niewielkim stoku "U Jędrola" od 10 minut trwa trening zakopiańskiej szkółki narciarskiej. Na parking wjeżdża srebrna skoda na warszawskich numerach rejestracyjnych. Z samochodu wysiada Jadwiga Emilewicz w narciarskim stroju i kasku na głowie, jej mąż Marcin oraz trzech synów, którzy nieśpiesznie wyjmują z bagażnika sprzęt narciarski.

Jak to możliwe, skoro stoki są zamknięte w związku z wprowadzonymi przez rząd obostrzeniami?

Trasa trudna, trasa łatwiejsza

By wejść na stok z położonego niżej parkingu, rodzina Emilewiczów musi pokonać wysokie schody. W czasie gdy synowie państwa Emilewicz zakładają narty, ich ojciec obserwuje narciarzy na stoku. Po chwili małżonkowie wracają do samochodu i odjeżdżają, a ich dzieci zaczynają szusować.

Nie jeżdżą jednak na głównym stoku, ale na drugim, schowanym za dwoma drewnianymi budynkami. Są na nim dwie trasy: łatwiejsza, z bramkami, które trzeba omijać i trudniejsza, z tyczkami, które zawodnicy o większych umiejętnościach muszą "atakować".

Trenują tam narciarze z zakopiańskiej szkółki narciarskiej prowadzonej przez instruktora Bartłomieja Ptaka. Synowie byłej wicepremier korzystają z łatwiejszej trasy.

Wszyscy trzej są wpisani na listę zawodników szkółki. Lista na co dzień leży na ladzie w znajdującym się przy stoku barku. Tak to tutaj działa: wchodzi się do barku, wymienia nazwisko z listy i wówczas można iść na stok.

Na samym dole wydruku z nazwiskami, który liczy 38 pozycji, znajdują się dwa dopisane ręcznie. Pod numerem 38 jest wpisana Jadwiga Emilewicz. Jej nazwisko na liście oznacza, że była wicepremier miała możliwość, by jeździć na stoku w Suchem. Co nie znaczy, że jeździła, bo w kratkach, gdzie jest zaznaczona obecność na treningach w kolejnych dniach między 2 a 6 stycznia, są krzyżyki. Jedna kratka - 5 stycznia - jest pusta.