Polska

Szumowski: uważam, że forma korespondencyjna jest formą bezpieczną

Szumowski: uważam, że forma korespondencyjna jest formą bezpieczną

Nie znam żadnych danych, które by wskazywały na to, że korespondencja i przekazywanie sobie paczek i listów jest zagrożeniem epidemicznym dla kraju - mówił w "Tak jest" w TVN24 minister zdrowia Łukasz Szumowski, odnosząc się do zaplanowanego głosowania korespondencyjnego w majowych wyborach prezydenckich. - Uważam, że forma korespondencyjna jest formą bezpieczną i jest formą stosowaną obecnie w całej Polsce - dodał.

W poniedziałek . Tymczasem w czwartek rząd poinformował o

"Uważam, że forma korespondencyjna jest formą bezpieczną"

O tym, jak przeprowadzić głosowanie korespondencyjne w czasie pandemii, mówił w "Tak jest" w TVN24 minister zdrowia Łukasz Szumowski. Został zapytany, w jaki sposób listonosze mają dotrzeć do osób przebywających w szpitalach zakaźnych, aby dostarczyć im pakiet do głosowania. - Ta forma była stosowana w szpitalach zakaźnych cały czas. Głosowanie w szpitalach się odbywało, także w szpitalach zakaźnych - wskazywał. Jak przekonywał, w takich sytuacjach są "procedury zabezpieczające personel, a przede wszystkim pacjentów".

- Poprosiłem Głównego Inspektora Sanitarnego (Jarosława Pinkasa - red.) o nadzór nad przyszłymi procedurami, bo one rzeczywiście w tej skali są rzeczą nową, natomiast wysyłki, również z kwarantanny, odbiór paczek odbywa się cały czas w Polsce. Korespondencja, kartki świąteczne są cały czas wysyłane i odbierane, więc tutaj trzeba mieć nie tylko polityczny, ale realistyczny ogląd sprawy - kontynuował.

- Nie znam żadnych danych, które by wskazywały na to, że korespondencja i przekazywanie sobie paczek i listów jest zagrożeniem epidemicznym dla kraju - mówił dalej minister zdrowia.

- Nie powiedziałem, czy wybory mają się odbyć, czy nie. Uważam, że forma korespondencyjna jest formą bezpieczną i jest formą stosowaną obecnie w całej Polsce - podkreślił.

Szumowski: mówienie o fałszowaniu aktów zgonu oznaczałoby, że miałbym siatkę setek tysięcy agentów w całej Polsce

Minister zdrowia był również pytany o Mówił on, że rząd informował o ośmiu przypadkach śmiertelnych w tym mieście, natomiast akty zgonów w Warszawie, do których on ma dostęp, pokazują, że ofiary są 32 (był to stan na środę na godzinę 19 - red.).

- Każdy lekarz wypełnia kartę zgonu i odsyła ją do stacji sanepidu, potem ten zgon jest raportowany w miejscu, gdzie zamieszkiwał dany człowiek - tłumaczył Szumowski. - My (Ministerstwo Zdrowia - red.) tylko zbieramy dane od stacji wojewódzkich, które zbierają te dane od lekarzy. Tu nie ma w ogóle miejsca na jakiekolwiek inne działania, bo jeżeli jakikolwiek lekarz wpisze w akt zgonu COVID, to to jest raportowane jako COVID. Jak wypisze akt zgonu, który jest inaczej opisany niż COVID, to my raportujemy jako inaczej niż COVID. Jesteśmy tu tylko przekaźnikiem - kontynuował.

- Mówienie o pewnych manipulacjach, fałszowaniach czy ukrywaniach oznaczałoby, że miałbym siatkę setek tysięcy agentów w całej Polsce, którzy fałszują akty zgonu - stwierdził dalej Szumowski. Jak dodał, "jest to absurdalny pomysł".

Na uwagę prowadzącej, że może warto sprawdzić te informacje, o których mówił prezydent Warszawy, Szumowski odparł: oczywiście.

Opierając się na wyjaśnieniach resortu zdrowia oraz GIS, oznacza to, że część osób, które zmarły w Warszawie z powodu COVID-19, mogła być mieszkańcami stolicy, ale nie była tutaj zameldowana.

Szumowski: to nie jest tak, że my mogliśmy kupić tony sprzętu

Szumowski mówił też o działaniach, które mogą zmniejszyć ryzyko zakażenia się koronawirusem przez pracowników ochrony zdrowia.

- To jest oczywiście ogromny problem, ale tak jest wszędzie. W Lombardii ponad 20 procent zakażonych pacjentów to był personel medyczny. To jest miejsce najbardziej narażone na kontakt, to jest miejsce, gdzie czasami pacjent przychodzi, a nie mówi o tym, że jest chory, że ma gorączkę. Czasami sytuacje są dramatyczne i nadzwyczajne - takie jak reanimacja czy gwałtowne działania, ale stąd kolejne procedury, które wdrażamy, stąd maksymalna już teraz ilość sprzętu, która jest przekazywana do szpitali - tłumaczył.

- Sytuacja braku sprzętu w całej Europie była od trzech tygodni i również były braki (sprzętu ochronnego - red.) we Włoszech, w Polsce, Niemczech czy we Francji. To nie jest sytuacja taka, w której my mogliśmy kupić na rynku gdziekolwiek na świecie tony sprzętu. Pamiętajmy, że w Polsce mamy około 700-800 szpitali. W tym tygodniu do 590 szpitali niejednoimiennych, czyli tych zwykłych, oraz do kilkudziesięciu podmiotów zdrowotnych, został rozdysponowany cały sprzęt, łącznie z maseczkami hepa, z kombinezonami. Każdy dyrektor otrzymał maila z ilością sprzętu, która będzie do niego dostarczona - kontynuował.

Minister zdrowia: mamy możliwości testowania do 13-14 tysięcy na dobę

Minister zdrowia mówił także o dostępie szpitali do szybkich testów dla personelu medycznego.

Jak wskazywał, "w tej chwili każdy szpital może wykonać test dla swojego personelu oraz dla swoich pacjentów". - Narodowy Fundusz Zdrowia płaci szpitalowi 500 złotych za każdy taki test. W związku z tym nie ma tutaj z naszej strony żadnego opóźnienia - dodał.

Szumowski mówił dalej, że w obecnej chwili w skali całego kraju możliwości testowania wynoszą około 13-14 tysięcy na dobę. - W zeszłe 24 godziny zostało wykorzystanych 8300 testów, czyli te moce jeszcze nie zostały wypełnione - zauważył.

Jednocześnie wskazywał, że to "nie sanepid decyduje o tym, czy może być wykonany test". - Personel danego szpitala może wykonać test własnoręcznie.

Szumowski był dopytywany, czy każdy szpital ma możliwości wykonania testu. - Każdy szpital może wykonać test. Jeżeli nie ma laboratorium, które jest laboratorium wirusologicznym, może zlecić wykonanie takiego testu innemu szpitalowi, który ma takie laboratorium - wyjaśniał szef resortu zdrowia. - Nie ma tutaj żadnych przeszkód ani barier instytucjonalnych, ani prawnych, ani finansowych - zapewniał gość TVN24.