Tech

Zakażona koronawirusem podczas kwarantanny wyszła na zakupy. Od maja przebywała w areszcie

Zakażona koronawirusem podczas kwarantanny wyszła na zakupy. Od maja przebywała w areszcie

Karolina L. wiedziała o pozytywnym wyniku testu na koronawirusa, a mimo to wyszła z mieszkania. Kobieta oskarżona została o sprowadzenie zagrożenia dla zdrowia i życia wielu osób. Grozi za to do ośmiu lat więzienia. Od maja przebywa w areszcie. Teraz, jak przekazał jej obrońca, sąd uchylił areszt. Kobieta dziś będzie mogła wyjść na wolność.

38-letnia Karolina L. z Torunia wiedziała o tym, że ma pozytywny wynik testu na koronawirusa, ale mimo wszystko wyszła z mieszkania. Tłumaczyła później, że poszła tylko do apteki po niezbędne leki. Kiedy jednak funkcjonariusze zaczęli weryfikować te wyjaśnienia, okazało się, że kobieta oprócz apteki odwiedziła też dwa sklepy spożywcze. Te ustalenia potwierdziły nagrania z kamer monitoringu.

Prokuratura oskarżyła Karolinę L. o sprowadzenie zagrożenia dla zdrowia i życia wielu osób, za co grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności. W maju kobieta trafiła do aresztu, gdzie przebywała do tej pory.

- Zachodzi obawa ukrycia się bądź tez ucieczki podejrzanej, bo zachodzi groźba wymierzenia surowej kary. A to może skłaniać ją do podejmowania działań zakłócających, czy uniemożliwiających bieg postepowania przygotowawczego. Zachodziła też przesłanka, że podejrzana ponownie może wyjść z miejsca izolacji i znowu może dojść do narażenia wielu osób na zarażenie koronawirusem - tłumaczy Andrzej Kukawski z Prokuratury Okręgowej w Toruniu.

Sąd zgodził się na ustalenie poręczenia majątkowego w wysokości czterech tysięcy złotych, w zamian za możliwość opuszczenia aresztu przez kobietę, jednak nikt z jej rodziny nie wpłacił należytej sumy. Jak przekazał Onetowi adwokat 38-letniej Karoliny L. Mariusz Lewandowski, osoby prywatne i organizacje społeczne zapewniły o gotowości wpłacenia całej kwoty.

Poręczenie jednak nie było potrzebne. W czwartek po południu obrońca poinformował, że sąd areszt uchylił. Karolina L. jeszcze dziś będzie mogła wyjść na wolność. Sąd zastosował wobec niej dozór policji (musi się stawić dwa razy w tygodniu w jednostce policji).

Żałuje, że opuściła mieszkanie

Lewandowski tłumaczy w rozmowie z TVN24, że - jego zdaniem - prokuratura błędnie uznała, iż każdy kontakt Karoliny L. z innymi osobami mógł sprowadzić niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia wielu osób.

- Tu jest wiele wątpliwości, które należałoby szczegółowo zbadać. Kwestia zachowania dystansu społecznego pomiędzy tymi osobami, czy pani Karolina i te osoby miały maski, czy inne środki indywidualnej ochrony. Moim zdaniem nie można postawić znaku równości między kontaktem pięciosekundowym, 15-minutowym, a już bezpośrednim niebezpieczeństwem zakażenia - tłumaczy obrońca kobiety.

KORONAWIRUS W POLSCE. RAPORT TVN24.PL

Dodaje, że Karolina L. żałuje, że opuściła mieszkanie, mając świadomość, że podlegała ścisłej kwarantannie.

– Do tego przyznaje się, tego nie kwestionuje. Natomiast wskazuje, że w żadnym wypadku nie było jej zamiarem szkodzić komukolwiek. Uważa, że tego niebezpieczeństwa nie chciała absolutnie sprowadzić. Motyw jej opuszczenia mieszkania ogniskował się na tym, żeby zapewnić środki spożywcze sobie i członkowi rodziny, jak i nabyć leki, które stosuje regularnie - tłumaczy Mariusz Lewandowski.

Pięć miesięcy aresztu za złamanie kwarantanny, "w głowie nie mieści"

Zdaniem dr Piotra Kładocznego z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, którego w środę cytował Onet, "areszt tymczasowy to nie jest środek, który można stosować zamiennie zamiast kwarantanny". - I nie jest właściwe trzymanie człowieka w areszcie, bo tę kwarantannę narusza. To jest podstawa, ta pani nigdy się w areszcie znaleźć nie powinna - mówił.

Zwrócił uwagę, że z jednej strony "można być oburzonym niefrasobliwością tej pani, iż ludzie mogą czuć niepokój związany z tym, że ona mogła roznosić zarazki", z drugiej zaś "blisko pięć miesięcy w areszcie za coś takiego to jest po prostu coś, co się w głowie nie mieści".

- Przecież istnieją izolatoria dla osób w kwarantannie, jeśli ta pani łamała jej obostrzenia, to należało ją do takiego izolatorium skierować, a nie wsadzać za kraty - mówił Onetowi doktor Kładoczny, zwracając uwagę na medialne doniesienia jakoby kobieta cierpiała na depresję. - Pozostaje tylko mieć nadzieję, że w tej izolacji ma ona zapewnioną profesjonalną pomoc psychiatryczną - mówił.