Kultura

FPFF w Gdyni. Padły ważne słowa o osobach LGBT+. Dębska o cnotach niewieścich, Holland o uchodźcach

FPFF w Gdyni. Padły ważne słowa o osobach LGBT+. Dębska o cnotach niewieścich, Holland o uchodźcach
Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni zakończyła uroczysta gala transmitowana na żywo przez TVP Kultura. Ze strony filmowców padło wiele ważnych słów, które stoją w sprzeczności z tym, co zazwyczaj oglądamy na antenach TVP.

Na pierwszą bardzo płomienną, choć wygłoszoną ze spokojem, przemowę nawiązującą do sytuacji politycznej w Polsce zdobyła się Agnieszka Holland. Reżyserka, odbierając Platynowe Lwy, najpierw wspomniała o sytuacji kobiet. - Cieszę się, że przyszła młodość. Jest coś oburzającego w tym, że jako pierwsza odebrałam tą nagrodę, jako pierwsza kobieta po 30 innych nagrodach, i to coś mówi. To coś mówi o tym, jak postrzegana była rola kobiet w naszym społeczeństwie. Mimo że jestem pierwsza, wiem, że na pewno nie jestem ostatnia - powiedziała, a potem poruszyła temat sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Holland powiedziała m.in.:

Wiem doskonale, że każde państwo ma prawo, by strzec swoich granic, ale wiem też, że żadne demokratyczne państwo nie może pozwolić na to, żeby niewinni ludzie, bezbronni ludzie, umierali na jego granicach. Umierali w milczeniu tak jak bohaterowie moich filmów, w strachu, w samotności, bez pomocy.

Mnóstwo słów na temat osób LGBT+ w Gdyni

Odbierający nagrodę za scenariusz Marcin Ciastoń (za film "Hiacynt" opowiadający historię milicjanta próbującego złapać seryjnego mordercę gejów w latach 80. XX wieku), podziękował m.in. pierwszemu czytelnikowi swoich scenariuszy, partnerowi Rafałowi, po czym zadedykował statuetkę wszystkim anonimowym ofiarom akcji Hiacynt, w ramach której w PRL milicjanci zbierali informacje na temat osób homoseksualnych.

Także zdobywcy Złotych Lwów mówili o sytuacji osób LGBT+ w Polsce. Film "Wszystkie nasze strachy" Łukasza Rondudy i Łukasza Gutta jest inspirowany prawdziwą historią Daniela, który cieszy się szacunkiem wspólnoty wiejskiej, kiedy odważnie wspiera walkę o jej sprawy. Chłopak jest zakochany w Olku, który nie jest gotowy, by ujawnić swoją tożsamość seksualną. Ich relacja rozwija się w ukryciu. Kiedy nastoletnia przyjaciółka nie wytrzymuje homofobicznych ataków i popełnia samobójstwo, Daniel namawia ludzi ze wsi do odbycia wspólnej drogi krzyżowej w intencji ofiary. Dotychczasowi sprzymierzeńcy odwracają się od niego. Za namową kuratora Daniel bierze udział w wystawie w warszawskiej galerii sztuki. Walka z homofobią staje na drodze relacji z Olkiem.

Producent Kuba Kosma powiedział ze sceny, że pewna lesbijka po zobaczeniu produkcji w Gdyni powiedziała mu, że bardzo by chciała, by wszyscy mogli zobaczyć ten film, po czym dodał:

Moim marzeniem jest, żeby państwo mogli zobaczyć ten film na antenie Telewizji Polskiej.

Podziękował też wszystkim osobom LGBT, które wystąpiły na ekranie i wzięły udział w realizacji tego filmu. - Życzyłbym sobie i nam, żeby nikt w naszym pięknym kraju nie czuł się obco i nie czuł się zaszczuty. Wszystkie nasze strachy możemy pokonać, jeśli będziemy wobec siebie czuli i uważni - dodał również. Natomiast jeden z reżyserów zwycięskiego tytułu - Łukasz Rodunda - powiedział:

Według nas wiara i tęcza są nierozerwalne, mogą się tylko wzmacniać.

Maria Dębska: Kalina, jakby ktoś powiedział, żeby sobie cnoty niewieście ugruntowała, to by się roześmiała 

Maria Dębska, aktorka nagrodzona za rolę Kaliny Jędrusik w "Bo we mnie jest seks" połączyła natomiast losy swojej bohaterki z tym, z czym mierzyć się muszą współcześnie Polki.

Dziękując za statuetkę, powiedziała:

Cieszę się, że w czasach, w których kobietom często się prawa odbiera, a nie je daje, mogłam zagrać kobietę wolną, kobietę, która żyła na własnych zasadach, tak jak my wszystkie chcemy, i której jakby ktoś powiedział, żeby sobie cnoty niewieście ugruntowała, to by się roześmiała.

Te słowa to nawiązanie do wypowiedzi jednego z ekspertów współpracujących z Ministerstwem Edukacji Narodowej.