Kultura

Konkurs Chopinowski. Jacek Marczyński typuje gwiazdy startującego właśnie

Konkurs Chopinowski. Jacek Marczyński typuje gwiazdy startującego właśnie

Pozornie wszystko jest jak zawsze, 2 października znów oznacza początek wielkiej gry. Ale uczestnicy XVIII Konkursu Chopinowskiego – zmęczeni długim oczekiwaniem – są w trudniejszej sytuacji niż ci, którzy przystępowali do rywalizacji w przeszłości.

Tekst publikujemy w ramach serii „Odlot. Magazyn Kulturalny”, wspólnego cyklu o kulturze dla subskrybentów Newsweeka i Mediaklubu. Więcej tekstów „Odlotu” znajdziesz, klikając w link.

Kiedy patrzy się, siedząc w Filharmonii Narodowej na młodych pianistów z całego świata lub obserwuje ich twarze na ekranach telewizorów czy komputerów, widać oczywiście tremę. Nie jesteśmy w stanie jednak ogarnąć, co przeżywają w środku.

– Nie pamiętam, jak grałem, tak byłem zestresowany. Kiedy potem oglądałem swoje występy konkursowe na YouTubie, widziałem, jak drżą mi ręce, szczególnie w pierwszym etapie, w nokturnie. Też nogi – mówił w 2015 roku Seong–jin Cho. A są to słowa zwycięzcy, na dodatek koreański pianista szedł przez wszystkie etapy od początku do finału jak burza, plasując się w gronie faworytów.

Sito postpandemicznej eliminacji

Nim dojdzie do występu w pierwszym etapie, trzeba przebrnąć przez sito eliminacji, a przedtem ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. – Trwało to ostatnie jedenaście miesięcy, grałem przez ten czas niemal wyłącznie Chopina, po cztery godziny dziennie – to także słowa Seong–jin Cho.

Wiosną ubiegłego roku organizatorzy zdecydowali się przełożyć o rok konkursowe rozgrywki i musieli dokonać precyzyjnej operacji, by wszystkie elementy układanki dopasować do nowych terminów: skład międzynarodowego jury, sprzedane od wielu miesięcy bilety i oczywiście listę uczestników. Zrezygnowała tylko część zagranicznych widzów, wszyscy inni zdecydowali się czekać.

W szczególnie trudnej sytuacji byli młodzi pianiści, nie bardzo wiedzieli, jak przeżyć kolejny rok oczekiwania. – Otrzymuję od nich wiele maili i tłumaczę, że skoro nie mogą sprawdzić się na rozmaitych kursach mistrzowskich, a z powodu pandemii nie ma występów przed publicznością, niech przeznaczą ten czas na samodzielną analizę utworów, czy na przygotowanie nowego programu – wyjaśniała rok temu przewodnicząca jury Katarzyna Popowa–Zydroń, której wychowankiem jest m. in. ostatni polski triumfator Konkursu Chopinowskiego z 2005 roku, Rafał Blechacz.

Wytrwali niemal w komplecie. Na wstępnych eliminacjach przeprowadzonych ostatecznie w lipcu 2021 roku ze 163 zakwalifikowanych osób zabrakło zaledwie kilku, mimo że połowa pianistów musiała przyjechać do Warszawy z Chin, Japonii czy Korei Południowej. Dla porównania warto przypomnieć, że kiedy w końcu stycznia 1927 roku rozpoczął się pierwszy Konkurs Chopinowski wystartowało 26 uczestników z ośmiu krajów (w tym 16 Polaków i 4 Rosjan), o czym można przeczytać we wznowionej właśnie – i uaktualnionej – książce Jerzego Waldorffa „Wielka gra”.

Od wielu już lat lista uczestników pierwszego etapu liczy około 80 nazwisk. Większej liczby pianistów jurorzy nie są w stanie wysłuchać. I zawsze niemal od pierwszego dnia zaczyna się poszukiwanie potencjalnych kandydatów do nagród. W tym roku rywalizacja może być szczególnie interesująca. Zgłosili się bowiem pianiści, którzy w 2015 roku dotarli aż do finału i zostali uhonorowani wyróżnieniami. To ekscentryczny, ale mający swoich fanów Georgijs Osokins z Łotwy oraz Szymon Nehring. On jako pierwszy Polak w historii wygrał potem prestiżowy Konkurs im. Artura Rubinsteina w Tel Awiwie otwierający mu drzwi do sal koncertowych świata, ale widać chce mieć także chopinowską nagrodę, podobnie jak Rosjanin Nikolay Khozyainov. W 2010 roku był najmłodszym finalistą, miał wówczas 18 lat. Teraz wraca, by walczyć o więcej.

Powroty zdarzały się i w przeszłości z różnym zresztą skutkiem. Oceniony najwyżej w 1990 roku Amerykanin Kevin Kenner startował też dziesięć lat wcześniej. W 2005 roku udział w konkursie zakończył bez sukcesu Austriak Ingolf Wunder, ale pięć lat później zajął drugie miejsce. Z kolei 18-letni Jacek Kortus był w 2005 roku najmłodszym finalistą, a w 2010 roku odpadł po drugim etapie.

Warto także zwrócić uwagę na dziewięciu pianistów, którzy znaleźli się na liście bez udziału w eliminacjach. Przywilej ten przysługuje laureatom ważnych konkursów na świecie. Są wśród nich Polacy, na przykład 21-letni o wyrazistej osobowości artystycznej Piotr Alexewicz czy starsi od niego o dwa lata Michał Pacholec i Piotr Pawlak. Ogółem z Polski zagra 16 pianistek i pianistów.

Konkursowymi nagrodami mogą poszczycić się Amerykanie: 20-letnia Amerykanka Avery Gagliano i starszy o rok Evren Ozel. Pianiści z USA zawsze liczyli się w konkursowej stawce chopinowskiej – od zwycięzcy z 1970 roku Garricka Ohlssona po ulubieńców publiczności z ostatniego konkursu, Kate Liu i Erica Lu.

Faworyci

Kto przysłuchiwał się lipcowym eliminacjom, też ma faworytów. Należy do nich z pewnością niezwykle utalentowana, zaledwie 17-letnia Eva Gevorgyan reprezentująca Rosję i Armenię, która zdobyła już 40 (!) nagród na konkursach dla młodych pianistów. Kolejna ciekawa postać to 21-letni Arsenii Mun z Rosji, który obecnie kształci się w Juilliard School w Nowym Jorku. Trudno natomiast na razie wskazać wyrazistszą osobowość w azjatyckim tłumie. Wśród 87 uczestników połowa to zaś pianiści Chin, Japonii i Korei.

Na zwycięzcę czeka 40 tys. euro, są nagrody dla pięciu pozostałych najlepszych finalistów oraz liczne pieniężne wyróżnienia pozaregulaminowe. Z powodu pandemii nie ma natomiast nagród w postaci zaproszeń na koncerty i recitale. Zwykle było ich wiele. Po triumfie w 2015 roku Seong-jn Cho niemal natychmiast wyruszył w tournée po świecie.

Tegoroczny zwycięzca nie powinien jednak tym się martwić. Pięć lat temu Konkurs Chopinowski na dobre zaistniał w internecie, stając się imprezą o zasięgu globalnym. Seong-jin Cho zyskał popularność nim ruszył w koncertową podróż. Jego występ na koncercie laureatów obejrzało ponad 2 mln 100 tys. internautów. Wszystkie zaś przesłuchania koncertowe zanotowały pond 50 milionów wejść. Można przypuszczać, że w tym roku ten rekord zostanie pobity.

Czytaj też: Śmierć samca alfa. Jak Daniel Craig zmienił Jamesa Bonda?