Kultura

Na Konkurs Chopinowski już nie przyjeżdżają pianiści, którym zdarzają się wpadki

Na Konkurs Chopinowski już nie przyjeżdżają pianiści, którym zdarzają się wpadki

Jury postanowiło, że do drugiego etapu dopuści aż 45 pianistów i pianistek. Przynajmniej połowa z nich ma szanse, by wyjechać z Warszawy z nagrodami.

Tekst publikujemy w ramach serii „Odlot. Magazyn Kulturalny”, wspólnego cyklu o kulturze dla subskrybentów Newsweeka i Mediaklubu. Więcej tekstów „Odlotu” znajdziesz, klikając w link.

Jeśli ktoś sądzi, że odrzucenie czterdziestu dwóch uczestników ułatwia znalezienie kandydatów do zwycięstwa, ten jest w błędzie. Poziom jest bardzo wysoki, co zresztą potwierdziło jury, powiększając o pięć osób przewidzianą regulaminem pulę grających w drugim etapie.

Dziś nie przyjeżdżają na Konkurs Chopinowski pianiści z ambicjami znacznie większymi niż ich umiejętności, jak było choćby w 2005 roku, gdy triumfował Rafał Blechacz. Wówczas mało kto mógł się z nim równać. Ewidentne pomyłki i wpadki w trakcie gry się nie zdarzają. Wyjątkiem jest Rosjanin Andrey Zenin, który odpadł, choć to naprawdę dobry pianista.

Czy wśród tych, którzy nie znaleźli uznania w oczach jury, jest jeszcze ktoś, kogo będzie brakować w dalszej fazie rywalizacji? Dużą sympatię zdobyła niezakwalifikowana do drugiego etapu Polka Aleksandra Świgut i nie tylko dlatego, że podczas występu w przedpołudniowej sesji wystąpiła w pięknej, długiej sukni z błyszczącego jedwabiu (większość pianistek wybiera skromniejsze stroje). Ciekawsze było to, że wybrawszy fortepian Fazioli potrafiła nawiązać do stylu gry na starych instrumentach.

Ta włoska firma ma krótki staż na Konkursie w porównaniu z obecnym od zawsze Steinwayem czy popularną Yamahą. Pojawienie się na estradzie fortepianu Fazioli nadal jest pewnego rodzaju wydarzeniem. Wybór zaś fortepianu, na którym będzie się grać przez cały konkurs, ma ogromne znaczenie. Decyzję zaś trzeba było podejmować szybko, każdy pianista miał tylko piętnaście minut, by z pięciu fortepianów wybrać sobie „swój” ulubiony.

Odsiew połowy uczestników zmienił geografię konkursową. Okazało się przede wszystkim, że chiński smok nie jest taki groźny, z dwudziestu dwóch pianistów z tego kraju została tylko siódemka, a zatem mniej niż skromniej reprezentowani w tym roku Japończycy.

Najsilniejsza – ale tylko liczbowo – jest ekipa polska, bo w drugim etapie liczy dziewięć osób. Większość to pianiści w wieku około 25 lat, a zatem wyuczeni i dysponujący dobrym warsztatem, ale brakuje im młodzieńczej zadziorności. Tymczasem w obecnym konkursie, podobnie zresztą jak w 2015 roku, mamy pianistów bardzo młodych, zadających kłam twierdzeniu często powtarzanemu w przeszłości, że muzyka Chopina wymaga artystycznej dojrzałości.

Czytaj też: Konkurs Chopinowski. Jacek Marczyński typuje gwiazdy

Debiutanci kontra weterani

Bardzo ciekawa jest tegoroczna konfrontacja debiutantów z weteranami. Po jednej stronie stoją ci w wieku 17– 20 lat. Objawieniem stała się urodzona w 2004 roku Ewa Gevorgyan reprezentująca Rosję i Armenię. Ta piękna, delikatna z wyglądu dziewczyna o długich blond włosach ma nieprawdopodobną siłę w palcach, fenomenalną technikę, a przy tym potrafi zaskoczyć oryginalnym podejściem na przykład do chopinowskiego scherza.

Zupełne inna jest 20–letnia Amerykanka Avery Gagliano – preferująca romantyczną subtelność, umiejąca budować nastrój, a unikająca częstego u młodych efekciarstwa.

Niezwykle utalentowani są dwaj 17-letni Chin Zi Xu i Hao Rao lub urodzony w 2001 roku Kai-Ming Chang z chińskiego Tajpej. Do tej grupy zaliczyłbym również starszego od niego o rok naszego Piotra Alexewicza.

Po przeciwnej zaś stronie są ci, którzy powrócili na konkurs, przede wszystkim finalista sprzed sześciu lat Szymon Nehring czy 29-letnia Włoszka Leonora Armellini. Trudno wszakże jednoznacznie ocenić, czy grają lepiej niż wtedy. Zdecydowanie większą uwagę zwracają na siebie dwaj inni finaliści poprzednich konkursów Georgijs Osokins z Łotwy i Rosjanin Nikolaj Khozyainov. Obaj wyróżnili się zdecydowanie w pierwszym etapie, interpretując Chopina wbrew tradycji, a takie wykonania zawsze są przyjmowane gorąco przez publiczność.

Zdanie jurorów nie jest znane, punktacje zostaną upublicznione dopiero po zakończeniu całego konkursu. Na razie nadszedł etap walców, polonezów, ballad lub scherz. Każdy z tych utworów wymaga zaprezentowania czegoś więcej niż biegłość techniczna i umiejętność budowania nastroju jak w pierwszym etapie. Ciekawe, ilu pianistów urodzonych na przełomie XX i XXI wieku, udowodni, że wie, jak powinny brzmieć prehistoryczne dla nich tańce, walc i polonez.

Czytaj też: Gdyby żył w naszych czasach, zostałby celebrytą. Tycjan był wybitnym artystą z głową do biznesu