Opinie

Cud w Glasgow się nie wydarzył. Następna szansa w Egipcie

Cud w Glasgow się nie wydarzył. Następna szansa w Egipcie

Terapia wstydem może któregoś dnia dać efekt. Głęboko wierzę w to, że moment zwrotny w procesie klimatycznym osiągniemy przy stole rokowań, a nie pod wpływem dramatu wojen o wodę. Że zdamy egzamin z humanizmu i wypracujemy mechanizm radzenia sobie z masowymi migracjami klimatycznymi, bez murów i zasieków z drutu kolczastego.

Zakończony niedawno Szczyt Klimatyczny COP26 w Glasgow był niestety osamotnionym świętem międzynarodowej współpracy w dobie napięć między państwami i coraz silniejszego kultywowania egoizmów narodowych. Świat dawno nie był tak skłócony jak dziś.

Celem polityki klimatycznej ONZ jest najwyższe dobro – przetrwanie planety w kształcie pozwalającym na dalszy rozwój stałocieplnych ssaków, ze szczególnym uwzględnieniem homo sapiens. Nie ma silniejszego fundamentu spajającego wysiłki ludzkości niż przetrwanie gatunku. O tym rozmawiamy na kolejnych szczytach klimatycznych organizowanych przez ONZ nieprzerwanie od 1995 roku. O to samo w Glasgow na sesji otwierającej zaapelował do przywódców David Attenborough. Odwoływał się do odpowiedzialności za przyszłe pokolenia i przypomniał, że nie ma innego gatunku tak znakomicie przygotowanego do rozwiązywania problemów jak my – ludzie. Jedyne, co musimy zrobić, to się zjednoczyć wokół wspólnego celu, zdefiniować wyzwania i je rozwiązać. Nasza sytuacja nie jest beznadziejna. Wiemy, na czym polega zmiana klimatu i jak ją powstrzymać, mamy do tego narzędzia i zasoby. Proste? Okazało się, że nie, gdy wspólny cel musi uzgodnić 195 państw.

Kiedy jestem pytany o to, czy szczyt w Glasgow był porażką i odpowiadam, że już sam fakt, że się odbył i podpisano na nim porozumienie, jest sukcesem, widzę zdziwione i często rozczarowane miny moich rozmówców. Wtedy przypominam, że poza ONZ nie ma innego globalnego formatu dla negocjacji klimatycznych, nie ma też innych organizacji chętnych, by podjąć się tego zadania.

Fundament procesu klimatycznego prowadzonego przez ONZ opiera się na powszechnym porozumieniu i tak długim ucieraniu kompromisu w gronie wszystkich 195 krajów, by uzgodnić deklarację, którą poprą wszyscy i później będą ją respektować i wdrażać. Tak, wiem, to idealistyczna idea, ale alternatywą jest brak rozmów i oparta na egoizmach narodowych klimatyczna jazda bez trzymanki.

Czy jestem rozczarowany? Jestem i to bardzo...

Myślę, że w równym stopniu jak przedstawiciele młodzieżowych ruchów klimatycznych, z których postulatami się solidaryzuje i które ONZ bierze od lat pod symboliczną opiekę. Nasze pokolenie odejdzie w spokoju, a oni mogą umierać w świecie dramatycznie bardziej nieprzyjaznym i niebezpiecznym niż ten, który znamy.

Myślę, że David Attenborough po swojej genialnej przemowie także jest rozczarowany. Niestety, delegatów Indii nie porwał. Trzymali się instrukcji negocjacyjnej i na ostatniej prostej prawie zniweczyli osiągnięcia COP26, wprowadzając nieuzgodnione poprawki do zapisów dotyczących odejścia od wykorzystywania węgla. Delegacja Indii w porozumieniu z delegacją Chin na kilkadziesiąt minut przed rozpoczęciem zamykającej COP26 sesji wprowadziły zapisy osłabiające końcowy dokument. Sformułowanie „coal phase out” zastąpiły „phase down coal” (zamiast wycofania węgla ma być wycofywanie). Nagła wolta Indii i Chin zmusiła pozostałe kraje do wyboru: albo akceptują zmianę, albo nie będzie porozumienia i szczyt zakończy się fiaskiem.

Indie zostaną zapamiętane jako hamulcowy tej tury rozmów. Zapamiętani zostaną także przedstawiciele Lichtensteinu, Szwajcarii czy reprezentujący Unie Europejską Frans Timmermans, którzy protestowali oburzeni postawą Indii. Historycy odnotują także głosy przedstawicieli państw wyspiarskich – z Antiguy i Barbudy czy Malediwów – którzy otwarcie powiedzieli delegatom Indii, co myślą o ich postawie. Padały takie sformułowania jak rozczarowanie egoistyczną postawą, dyktat, nieetyczne i nieodpowiedzialne działanie.

Szczyt w Glasgow zakończył się podpisaniem porozumienia, które dla wielu jest rozczarowaniem, to jest cena kompromisu, by utrzymać za wszelką cenę kierunek wysiłków na rzecz klimatu.

Terapia wstydem może któregoś dnia dać efekt. Głęboko w to wierzę. Wierzę w to, że uda nam się tak ograniczyć wzrost temperatur, że osiągniemy moment zwrotny w procesie klimatycznym i osiągniemy to przy stole rokowań, a nie pod wpływem dramatu wojen o wodę, o nadające się do zamieszkania terytoria i kurczące zasoby. Że zdamy także egzamin z humanizmu i wypracujemy jako ludzkość mechanizm radzenia sobie z czekającymi nas masowymi migracjami klimatycznymi, których skalę ONZ szacuje na 2 miliardy ludzi do roku 2100. Że mechanizm ten będzie opierał się na korytarzach humanitarnych, a nie na murach i zasiekach z drutu kolczastego.

Do tego zadania potrzebujemy wybitnych negocjatorów. Ludzi z pasją i ponadprzeciętną empatią. Ludzi takich jak Alok Sharma, który okazał się jednym z najlepszych prezydentów COP w historii. Osiągnął najlepszy możliwy kompromis. Niestety, szczyt klimatyczny w Glasgow nie będzie przełomowy, ale żeby był, potrzebowaliśmy cudu. On się niestety nie zdarzył.

Uzgodniono kilkanaście ważnych dokumentów, jak choćby Katowice Rulebook, precyzujący techniczne szczegóły Porozumienia Paryskiego z 2015 roku, gdzie uwzględniono globalny handel emisjami czy ramy czasowe dla określania celów raportowania przez poszczególne kraje.

Uzgodniono porozumienie deforestacyjne chroniące lasy tropikalne Amazonii, środkowej Afryki i południowej Azji oraz mechanizm nasadzeń lasów, porozumienie o redukcji emisji metanu o 30 proc. do 2030 roku czy symbolicznie bardzo ważny dokument o odejściu od paliw kopalnych, a w szczególności węgla, co pojawiło się po raz pierwszy w historii szczytów klimatycznych. Uzgodniono także nowe cele dla finansowania klimatycznego.

Mądre procesy prowadzą do mądrych i trwałych porozumień. Zamiast narzekać, załamywać ręce i twierdzić, że to wszystko nie ma sensu, lepiej wracać do pracy i cierpliwie tkać scenariusze porozumień pod kolejny COP27 w Egipcie. Może tam się uda. Alternatywą jest apatia, zniechęcenie i w konsekwencji wojny, przed którymi nasze pokolenie ma obowiązek uchronić dzisiejsze dzieci i młodzież oraz pokolenia, które nadejdą. To na tym opiera się ponadpokoleniowa solidarność klimatyczna, która w kraju będącym kolebką Solidarności powinna mieć szczególne znaczenie.

Kamil Wyszkowski, dyrektor wykonawczy United Nations Global Compact Network Poland.