Opinie

Czemu na podległej rządowi stacji można kupić paliwo taniej?

Czemu na podległej rządowi stacji można kupić paliwo taniej?

Martwią cię galopujące ceny paliw? Zamiast jechać na Orlen, Shella czy BP zatankuj na warszawskiej stacji COAR. Podobno obsługuje nie tylko rządowe limuzyny.

„Fakt” donosi, że przy ul. Powsińskiej jest miejsce, gdzie czas się zatrzymał. Stacja paliw COAR (Centrum Obsługi Administracji Rządowej) w niczym nie przypomina współczesnych stacji, gdzie można skorzystać z czystej toalety, wypić smaczną kawę, zjeść hot doga, a nawet zrobić zakupy. Niepozorny pawilonik COAR ma za to inną zaletę: paliwa są tu nawet o 10 groszy tańsze niż u innych dystrybutorów. W czasach, kiedy cena litra benzyny czy oleju napędowego śmiało przekracza już 6 zł, nawet te 10 groszy na litrze to okazja nie do pogardzenia. I uwaga: choć COAR obsługuje głównie rządowe limuzyny, to według „Faktu” mogą tam zatankować także zwykli śmiertelnicy spoza rządowej „R-ki”.

Tańsze paliwo tylko dla władzy?

Czemu na podległej rządowi stacji można kupić paliwo taniej? Złośliwi szukaliby pewnie analogii do czasów PRL, kiedy funkcjonowały sklepy „za żółtymi firankami” – tylko dla wybranych – a w kręgach bliskich partii rządzącej łatwiej było o dobra rzadkie, takie jak talony na samochody. Najlepiej filozofię ówczesnej władzy podsumował na jednej z konferencji w latach 80. rzecznik rządu Jerzy Urban: „Rząd się sam wyżywi” – powiedział, odnosząc się do pytania o sankcje ekonomiczne, którymi groziła Polsce administracja prezydenta Reagana.

Ale to wszystko byłoby li-tylko nieuzasadnioną złośliwością: bo czyż PiS nie udowodnił, że wprawdzie władzę miłuje nade wszystko, ale lud, który jej tę władzę dał, też jakoś tam docenia. Czyż 500+ nie rozdzielono hojniejszym gestem niż talony na samochody za PRL? I czyż władza nie wsłuchuje się w skargi ludu choćby na drogie paliwa? Kiedy w lipcu prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zrobił konferencję na temat drogiego paliwa na tle jednej w warszawskich stacji Orlenu, po chwili wyświetlana cena spadła o 15 groszy! Nic to, że tylko na tej jednej stacji. Od czegoś trzeba było zacząć.

Jak prezes PiS chciał obniżać podatki od paliw

No, ale konferencja Kosiniaka-Kamysza była prawie pół roku i 50 groszy temu. Dziś szóstka na totemach stacji paliwowych jest powszechna. Kosiniak-Kamysz zaczynał konferencję przy cenie 5,66 zł za litr, a zakończył przy 5,51 zł. Ale nawet po tej obniżce przed kamerami, litr paliwa był i tak droższy niż w 2011 r., kiedy to PiS straszył Polaków paliwową drożyzną za rządów Tuska. „Oni chyba powariowali. Benzyna jest już po 5,40 zł!” – mówił bohater spotu PiS. Fakt, paliwa wtedy tanie nie były, ale to dlatego, że w sierpniu 2011 r., kiedy ukazał się spot PiS, baryłka ropy Brent kosztowała nawet 116 dolarów (dziś: ok. 84 dolary). Tyle że za dolara (a to w dolarach płacimy za ropę) płaciło się wówczas 2,8 zł, a dziś – 3,95 zł.

W spocie z 2011 r. Jarosław Kaczyński (jako lider partii opozycyjnej) miał proste rozwiązanie problemu wysokich cen: obniżyć podatki, które w 50 proc. tworzą ceny paliw. „Ja obniżyłbym akcyzę, przez co spadłyby ceny benzyny. Ale do tego trzeba odwagi i odpowiedzialności” – przekonywał prezes PiS. Tyle że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W sobotę 16 października Jarosław Kaczyński – tym razem jako minister rządu – przekonywał w RMF: „Nie obniżałbym obecnie akcyzy, aby zmniejszyć ceny paliw, bo nie powinno się ograniczać dochodów państwa”.

O ile cena ropy może kiedyś zacząć spadać, to na korzystniejszy kurs złotego na razie nie ma co liczyć – Unia Europejska wyraźnie już zagroziła, że może odciąć polski rząd od kurka z funduszami. Kto wie, może COAR to stacja testująca obniżki podatków od paliw przed kampanią wyborczą?