Opinie

Mściwy Bóg polskich biskupów. Hierarchowie ostatnio głównie sieją lęk i szukają wrogów. Dlaczego?

Mściwy Bóg polskich biskupów. Hierarchowie ostatnio głównie sieją lęk i szukają wrogów. Dlaczego?

Wizja kościoła Jana Pawła II się wyczerpała a ludzie już nie chcą słuchać „robotów”. Polscy hierarchowie, zamiast docierać do ludzi, przemawiają do coraz to mniejszej garstki, tych najbardziej zacietrzewionych, tworząc wrażenie jakiegoś zagrożenia, którego ofiarą mają paść katolicy.

Naprawdę nic mnie już nie zdziwi w polskim Kościele. Troska biskupa Antoniego Długosza o księży pedofilów czy też zero-jedynkowy wybór przed którym wiernych chce postawić arcybiskup Wacław Depo: „Pokorna Maryja z Nazaretu” czy „John Lennon” to tylko przykłady z ostatnich dni.

Zobacz: Abp Depo na Jasnej Górze krytykuje „Imagine” Johna Lennona

Swoją drogą, tworzenie tego typu dylematów świadczy bardzo źle o kondycji intelektualnej polskich hierarchów. Znać tu rękę polskiego papieża, który skłonny był nominować miernych duchownych, byle strzegli trzonu jego pomysłu na Kościół. Jak wyznał w jednym z wywiadów Thomas Doyle, dominikanin który pracował w nuncjaturze w USA za czasów pontyfikatu Jana Pawła II: „Papież z Polski oczekiwał bardziej konserwatywnych, wręcz ortodoksyjnych i całkowicie lojalnych biskupów. Mieli zgadzać się z papieżem w sprawie kontroli urodzeń, aborcji, obowiązkowego celibatu księży i zakazu kapłaństwa kobiet”.

Jaki jest tego efekt? Doyle daje precyzyjną odpowiedź: „Te kryteria były ważniejsze niż zdolności duszpasterskie, zasób intelektualny czy oryginalność teologiczna. Gdy ktoś wykazywał najmniejsze wątpliwości, musiał zostać odrzucony. Papież chciał robotów”.

Problem polega na tym, że wizja kościoła Jana Pawła II się wyczerpała a ludzie już nie chcą słuchać „robotów”. Lubimy ludzi kreatywnych, problematyzujących to, co wydaje się nam proste, zastawiających nas czasem, nawet bez odpowiedzi na pytania, które stawiamy sobie na co dzień, tak by samemu sobie poszukać odpowiedzi. Pomstowanie Wojtyły na cywilizację śmierci i zepsuty świat zachodu Europy, który swego czasu, mój przyjaciel, Stanisław Obirek, będąc jeszcze jezuitą, nazwał kazaniami wiejskiego proboszcza, to smętki przeszłości. Europa i Polska jest taka, jaka jest i żaden arcybiskup Depo czy Marek Jędraszewski, który ostatnio zamiast atakowania gejów przerzucił się na recenzowanie wystąpień Donalda Tuska, nie zmienią tej rzeczywistości.

Niestety polscy hierarchowie, zamiast docierać do ludzi, przemawiają do coraz to mniejszej garstki, tych najbardziej zacietrzewionych, tworząc wrażenie jakiegoś zagrożenia, którego ofiarą mają paść katolicy. Tymczasem każda z wypowiedzi tych złotoustych biskupów, bynajmniej nie tylko z Częstochowy, sprawia, że coraz większe rzesze tych niezdecydowanych, stojący jeszcze w kruchcie, nabiera przekonania, że jedyny słuszny wybór, to opuszczenie instytucji, która stają się coraz to bardziej groteskowa, pazerna na pieniądze i groźna dla dzieci.

To nie tylko moja obserwacja, przyznawanie się do praktyk religijnych w Kościele Rzymsko-Katolickim, którego hierarchowie ograniczają swój przekaz do prostackiego nacjonalizmu, homofobii i walki z wyimaginowanymi wrogami, staje się coraz bardziej obciachowe. I to nie jest tak, że ludzie nagle odwrócili się od religii. Nie chcą mieć nic wspólnego z ludźmi, których życie duchowe to permanentne sianie lęku i poszerzanie katalogu wrogów. Tkwienie w wspólnocie, która nakręca rzekome zagrożenie, różnicuje ludzi, jest po prostu szkodliwe dla dobrostanu psychicznego każdego zdroworozsądkowego człowieka. Wygląda na to, że Bóg polskich biskupów to zaściankowy jełop.

To fakt, że media są Kościołowi nieprzychylne ale Kościół przez lata solidnie sobie na to zapracował. A to, co możemy o Kościele na co dzień przeczytać w internecie i w gazetach to twarde fakty: pazerność arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia, który dorobił się w kościele milionów, coraz to nowy pedofil wypadający z kurialnej szafy czy też pełne jadu kazanie Jędraszewskiego, to nie sprawki jakiś lewackich prowokatorów ale prawda o polskim duchowieństwie. Można się oczywiście na ludzi obrażać, jak to czyni Konferencja Episkopatu Polski, która zablokowała możliwość komentarzy postów, które wrzuca na mediach społecznościowych, ale to gówniarski sposób odcinania się od ludzi. Może warto czasem by te komentarze poczytać, postarać się trochę zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, że ludzie biskupów krytykują.

Ludzie są Kościołem po prostu rozczarowani. Okazuje się, że po przełomie 1989 r. Kościół kompletnie nie odnajduje się w nowej rzeczywistości. Mało tego, żyje tak jakby czas stanął w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Obecnie polscy hierarchowie żyją eventem, którym ma być uroczystość beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego. Impreza odbędzie się w połowie września w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie.

Pytanie brzmi: czy nauczanie Prymasa Tysiąclecia zatrzyma młodzież przy Kościele? W 1966 roku mówił Wyszyński do młodych: Droga młodzieży! Jeśli umiesz patrzeć w przyszłość – a my jesteśmy narodem ambitnym, który nie chce umierać! – musisz sobie postawić wielkie wymagania. Musisz wychowywać się w duchu ofiary i do ofiar się uzdalniać. Może bowiem przyjść taka chwila, w której tylko ofiarą będzie można zagwarantować wolność naszej ojczyźnie.

Czytaj więcej: Biskup Antoni Długosz, „miłosierny ojciec” pedofilów