Opinie

Najmłodszy i najdroższy emeryt w kraju. Co musi się zdarzyć, by wyrwać z letargu prezydenta Dudę?

Najmłodszy i najdroższy emeryt w kraju. Co musi się zdarzyć, by wyrwać z letargu prezydenta Dudę?

Andrzej Duda traktuje swoją funkcję jak luksusowe wczasy na koszt podatnika i polityczną emeryturę. Mamy najmłodszego, a zarazem najdroższego emeryta w kraju. Emeryta, który obraził się na prezesa PiS za to, że publicznie obnażył jego miałkość oraz na rzeczywistość, której nie potrafi sprostać.

Od wielu miesięcy dziennikarze i opozycja domagali się od prezydenta Andrzeja Dudy, by wreszcie zwołał w sprawie koronawirusa Radę Gabinetową, czyli posiedzenie rządu pod przewodnictwem prezydenta, albo Radę Bezpieczeństwa Narodowego, która byłaby dla niego wariantem trudniejszym, ponieważ biorą w niej udział przedstawiciele opozycji. Publicyści argumentowali, że głowa państwa powinna zabrać głos, bo statystyki zachorowań każą bić na alarm. Z powodu koronawirusa zmarło w Polsce już prawie 60 tysięcy osób. Przez zapaść w systemie ochrony zdrowia umierają także ludzie chorzy na inne choroby – szpitale zawiesiły praktycznie leczenie pozostałych schorzeń, odwoływane są planowe zabiegi.

W tej sytuacji prezydent, który ma do dyspozycji ogromny budżet, mógłby organizować u siebie spotkania ekspertów w dziedzinie medycyny oraz zarządzania systemem ochrony zdrowia i podsuwać rządowi rozwiązania. Sama wiele razy krytykowałam prezydenta za to, że milczy, nazywając jego drugą kadencję – za byłym prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim – prezydenturą bezobjawową.

No i mamy za swoje. Andrzej Duda objawił się – można by rzec – w pełnej krasie. W piątek zwołał wreszcie posiedzenie Rady Gabinetowej w sprawie koronawirusa, a po nim oświadczył w świetle kamer, że premier i minister zdrowia poinformowali go, iż „sytuacja wygląda lepiej niż się spodziewali”. Dodam tylko, że słowa te padły w sytuacji, gdy liczba zgonów z powodu COVID-19 w ciągu zaledwie dwóch dni sięgnęła... 1,7 tys. To są dramaty i cierpienie wielu rodzin. Media co rusz pokazują zdjęcia karetek z ciężko chorymi pacjentami, krążących od szpitala do szpitala, bo nie ma wolnych łóżek i respiratorów. Lekarze mówią wprost, że system ochrony zdrowia się zawalił i nie nadąża już z pomocą.

Mimo to prezydent pospieszył z zapewnieniem, że „zarówno pod względem łóżek szpitalnych, jak i pod względem liczby respiratorów, polskie społeczeństwo może czuć się bezpiecznie”.

Eksperci – a nawet politycy koalicji rządzącej jak były szef Narodowego Funduszu Zdrowia Andrzej Sośnierz, poseł Porozumienia – od początku pandemii alarmują, że polityka rządu w sprawie koronawirusa jest zbyt reaktywna. Rząd nie zwalcza pandemii, a jedynie zarządza jej skutkami. Brak ofensywnej polityki ograniczania liczby zachorowań. Są za to deklaracje takie jak np. byłego marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, że rząd nie podejmuje niepopularnych decyzji, bo... boi się hejtu. Wszystko to pokazuje, że gabinet Morawieckiego całkowicie się pogubił. Rząd działa pod publiczkę, a statystyki są coraz gorsze. Można było tego uniknąć, choćby wykonując więcej testów, by w porę odcinać kolejne ogniska pandemii.

W takiej sytuacji można by oczekiwać, że Rada Gabinetowa będzie próbą rozliczenia rządzących przez prezydenta, żeby wytłumaczyli się ze swoich zaniechań. Tymczasem panowie i pani (bo jest w rządzie jedna kobieta) usiedli sobie przy kawce i ciasteczkach i miło sobie pogawędzili o tym, jak to pandemia jest pod kontrolą. Rozumiem nawet rząd, który próbuje zaklinać rzeczywistość, bo gdyby przyjął do wiadomości rozmiar katastrofy, to nie pozostałoby mu nic innego, jak podanie się do dymisji. Ale reakcja prezydenta pokazuje, że jest on całkowicie oderwany od rzeczywistości. Nie chcę się już znęcać nad panem Dudą i przypominać mu, że obiecywał, iż druga kadencja będzie inna od pierwszej, bo „będzie odpowiadał już tylko przed Bogiem, narodem i historią”. Pewnie nikt nie przypuszczał, że Duda, składając taką deklarację w kampanii, ma na myśli, iż jego druga, a zarazem ostatnia kadencja, będzie gorsza od pierwszej.

Po sześciu już niemal latach tej prezydentury widać, że inaczej nie będzie. Andrzej Duda traktuje swoją funkcję jak luksusowe wczasy na koszt podatnika i polityczną emeryturę. Mamy najmłodszego, a zarazem najdroższego emeryta w kraju. Emeryta, który obraził się na prezesa PiS, że publicznie obnażył jego miałkość. I na rzeczywistość, której nie potrafi sprostać.

Czytaj także: Katastrofa smoleńska, czyli miniatura Polski. Skąd się bierze słabość państwa?