Opinie

Tomasz Lis: A może lepszy ład?

Tomasz Lis: A może lepszy ład?

Największy problem z tzw. Nowym Ładem nie polega wcale na pewnym wzroście podatków, ale na filozofii, z której wynika, i prawdopodobnych opłakanych skutkach dla narodu.

Odwołuje się do tego, co w naszej mentalności złe, do nawyków i stereotypów równie żywych, co szkodliwych. Do tego, co było zawsze jałowe, a nigdy owocne. Co przynosiło szkodę, a nigdy korzyści. Rządowy program wynika z filozofii sprawowania władzy odwołującej się do usankcjonowanej zawiści. Do dzielenia, a nie mnożenia. Dzielenia dóbr i ludzi.

Czytaj też: Decyzja zapadła u Kwaśniewskiego. Kulisy umowy Lewicy i PiS

Zakłada równanie w dół, odwołuje się nie do aspiracji, optymizmu i wiary w sukces, ale do niewiary w siebie i do zwulgaryzowanej wersji egalitaryzmu. Do solidarności wynikającej nie z empatii i obywatelskiej tradycji, ale będącej elementem społecznej inżynierii wymuszanej populistycznym batem i rozbijającej wspólnotę. Ma to szczególnie groźny wymiar, bo w kraju, w którym ministrem kultury jest Gliński, edukacji Czarnek, a szefem TVP Kurski, równanie w dół jest oficjalną polityką państwa, a degradacja moralna i spustoszenie estetyczne są jej nieuchronnymi skutkami.

Egalitaryzm jest dobry, ale z elitą, a nie przeciw niej. Solidarność jest dobra, gdy wynika z woli, a nie z dekretu, oblana sosem populizmu i utopiona w resentymentach. Gdy zakłada stanie ramię w ramię, „zawsze jeden z drugim, a nie jeden przeciw drugiemu”, jak mówił Jan Paweł II, a nie chodzenie noga w nogę. Gdy zakłada mnożenie i inwestowanie, a nie dzielenie i odejmowanie, równość szans i pomoc najlepszym, a nie podcinanie im skrzydeł. Zamiast iść w tym kierunku, Nowy Ład wzmacnia to, co złe. Polskie szkoły już nie lubią zdolnych, nazywanych kujonami. Uczelnie, zakłady pracy i wspólnoty mają problem z wybitnymi i wyjątkowymi. I właśnie to jest w filozofii PiS wzmacniane, choć tych wyjątkowych i wybitnych dla własnego dobra powinniśmy nie tylko tolerować i akceptować, ale wspomagać ich i honorować.

W dniu ogłoszenia Nowego Ładu Robert Lewandowski wyrównał rekord Gerda Müllera 40 goli strzelonych w jednym sezonie, czym potwierdził przynależność do światowej elity. Dzień później Iga Świątek w imponującym stylu wygrała wielki turniej w Rzymie. Lewandowski, Świątek, czy z innego kręgu Olga Tokarczuk, odnieśli wielkie sukcesy wbrew systemowi, a nie dzięki niemu. Jasne, trudno o szkołę noblistów, oczywiście nie wszyscy mogą być wybitni. Ważniejsze niż to, by mieć Tokarczuk, jest to, by ludzie masowo ją czytali. Ważniejsze od kolejnego rekordu Lewandowskiego jest to, by w narodowej reprezentacji miał z kim grać. Ale jeśli Polska ma osiągnąć prawdziwe sukcesy, musi obstawiać wybitność, a nie przeciętność, ambicję, a nie tylko uczestnictwo. Musi pomagać najsłabszym, ale stawiać na najlepszych.

Czytaj też: Kto stracił najwięcej na awanturze o Krajowy Program Odbudowy?

Dwa tygodnie temu media poinformowały, że przeznaczono pół miliarda euro dla wybitnych uczonych z całej Europy. Ile dostali z tego polscy naukowcy? Zero. Może z tego wynikać, że wybitnych u nas jest mało albo mamy system, który im nie sprzyja. Albo jedno i drugie. Prezydent Lech Kaczyński przekonywał mnie kiedyś, że z badań wynika, iż jesteśmy tak samo zdolnym narodem jak inne, ale proporcji wybitnie zdolnych do całej populacji jest odpowiednio mniej. Mógł mieć rację. A na pewno tak będzie, jeśli dalej będziemy wzmacniać przeciętność i ulegać klimatowi, w którym czytanie książek uchodzi za wyraz snobizmu.

Będzie zgubne dla Polski, jeśli nadal będzie się stawiać na intelektualną gnuśność i aspiracje jak najniższe. Po co się uczyć języków – „nie będą nam tu w obcych językach”. Po co pomagać wybitnym naukowcom – trzeba stworzyć słuszną politycznie konkurencję dla Polskiej Akademii Nauk. Po co pomagać wybitnym – trzeba sponsorować swoich artystów, swoich naukowców i swoje periodyki. Wylądujemy w ślepym zaułku, jeśli nagrody będą nie za osiągnięcia, ale resentyment z powodu ich braku. Jeśli w wyścigach będziemy obstawiać beztalencia, bo są wierne i zależne.

Pożądaną formą inwestycji społecznej byłby system stypendialny dla najzdolniejszych, szczególnie szczodry dla tych z mniejszych i słabszych ośrodków, bo Bóg w dystrybucji talentów wydaje się całkiem sprawiedliwy i zdaje się ignorować podziały klasowe.

Równość jest wartością, ale jak napisał ostatnio wybitny rosyjski opozycjonista i szachista Garri Kasparow, „trzeba ją balansować z doskonałością”. Mądre narody pomagają wybitnym. Głupie ich wypychają albo sprawiają, że ich talenty obumierają. Kasparow podsuwa przykład skrajny: Niemcy po zamordowaniu lub zmuszeniu do emigracji Żydów z Einsteinem na czele nigdy nie odzyskały swej pozycji w nauce, zapewniając prymat Ameryce. Obecna władza w Polsce zachowuje się tak, jakby czuła, że żadnych nowych elit stworzyć nie jest w stanie, to przynajmniej zniszczy stare. Skutkiem takiej filozofii może być tylko bardzo swoisty nowy ład. A jednocześnie całkiem dobrze znany stary porządek.

Czytaj też: Beata Szydło czuje się upokorzona. Tylko czeka, aż Kaczyński osłabnie