Opinie

Wolność tanio sprzedam

Wolność tanio sprzedam

Są rzeczy, których się nie sprzedaje i nie kupuje. Paweł Kukiz sprzedał wolność mojego kraju.

Słynne zdanie „Nie ma ludzi nieprzekupnych, jest tylko kwestia ceny” usłyszałem w życiu tylko raz. Był gorący okres przedwyborczy 1989 r., urzędowałem w kawiarni Niespodzianka, walczyliśmy o pokazanie światu kandydatów Komitetu Obywatelskiego. Byłem szefem promocji, szamotałem się z filmami wideo, kręconymi amatorskim sumptem, borykaliśmy się z nadmiarem pomysłów na plakaty przy braku papieru i lizakami z nadrukiem „Solidarność”. Nagle dostałem telefon od człowieka z Chicago. Przedstawił się, powołał na kogo trzeba i powiedział: „Chcę, żebyś przyjechał do USA i zagrał parę koncertów”. „O!” – odpowiedziałem, a on od razu rzucił: „Kasa będzie syta”. „Kiedy?” – zapytałem. „Za miesiąc” – odrzekł. „Niestety, nie dam rady” – byłem rozczarowany. „Robimy kampanię, walczymy z pierwszymi wolnymi wyborami, kapujesz, straszny zapierdol, nie mam czasu na nic. Za trzy miesiące najwcześniej”. Chwila ciszy. „A ile ty za to dostajesz?” – zapytał. „Za kampanię? Nic”. „Niiic?!” – był szczerze zdumiony. „No, co ty!” – parsknąłem. „My tu o wolność walczymy!”. Znowu chwila ciszy. W końcu padło jako preludium do dania głównego: „Powiedz, ile chcesz krzesiwa, to przebiję ofertę i będzie po krzyku”. „Nie da rady” – odparłem i od razu wyjaśniłem: „Zrozum, muszę tu być. To jest dla nas sprawa życia i śmierci”. Po 15 sekundach ciężkiego oddechu w słuchawce zabrzmiało: „Nie ma ludzi nieprzekupnych, jest tylko kwestia ceny”.

Nie pojechałem. Nie dał mi drugiej szansy – trzy miesiące później zmarł na zawał. Kwota, którą szarżował w rozmowie, była ogromna i mogła wtedy odmienić moje losy, mimo to nie wchodziła w grę. To po prostu było niemożliwe. Nie wiem, czy mnie dobrze rozumiecie. Po prostu nie. Problem ten stawiałem potem przed sobą parę razy w życiu podczas różnych spekulacji. Czy wsypałbym kogoś dla kasy? Nie. Czy zdradziłbym kogoś dla paru zacnych złotych? Też nie. A w czasie wojny? O kurde. Raz mnie kumpel zapytał: „Dobra, my tu gadu gadu, a tu wpada Bill Gates, kładzie na stole miliard dolarów i mówi: 'Zrób coś niewłaściwego, na przykład rzuć żonę na zawsze i kasa twoja'”. Zaczęliśmy omawiać sytuację, jakby była realna. Za miliard można by było kupić dom, wyspę, jezioro, kawałek morza, samolot, rakietę, tysiąc gitar, obraz Warhola, kino, klub muzyczny, nie tylko nieźle pohulać i do tego zbawić wielu ludzi, nawet udobruchać porzuconą żonę. Po godzinie z hakiem doszliśmy jednak do wniosku, że odpowiedź brzmi „nie”. Pewnych rzeczy nawet za miliard nie robimy. Tacy jesteśmy. Być może dlatego, że Bill Gates jednak nie wpadł i nie położył ciężarówki pieniędzy między szklankami z whisky.

W 1984 r. już abdykowałem z grania. Perfect nie istniał, acz aura wokół nas była nadal mocna. Kumplowałem się z Walterem Chełstowskim, który użyczał swojej piwnicy młodym chłopakom o nazwie AYA RL. Grali różne rzeczy rokujące średnio. Pewnego dnia zagrali mi swój utwór, który był bardzo ładny. Wkrótce Walter zapodał, że właśnie nagrali ten utwór i chciał, bym go posłuchał. Wpadłem do studia. Było gorzej niż w piwnicy. Powiedziałem Walterowi: „Załatw sześć godzin studia i inżyniera dźwięku, zremiksujemy to i zobaczymy”. Następnego dnia przyjechałem z gitarą, wielkimi fiberglasowymi walizami do przewożenia bębnów. Towarzyszył mi mój friend, wielki perkusista Wojtek Morawski. Zamknęliśmy się w studio. Rozpoczęliśmy dłubanie. Jedną nagraną już partię gitary podzieliłem na kilkusekundowe skrawki (fizycznie taśma była przegrywana na drugi magnetofon i cięta żyletką) i rozrzuciłem je w szerokiej panoramie stereo – teraz były cztery gitary, każda inna. Wyrzuciłem jakieś pitolenie, dodałem jakieś akordy i – co najważniejsze – dołożyliśmy miarowe dudnienie perkusyjnych pokrowców, w które Wojtek tłukł pięściami. Demon w skórze szedł przez miasto. Czas biegł i rzutem na taśmę dokończyliśmy laboratoryjną robotę. Wtedy nie było komputerów. Cud, że wyszło.

Walter, gdy usłyszał efekt końcowy, nie mógł uwierzyć. Keyboardzista kapeli również. Kilka pokoi dalej dyżurował Marek Niedźwiecki, przygotowujący się do Listy Przebojów Trójki. Zaprosiliśmy go do reżyserki, niech oceni obie wersje. Po wysłuchaniu mojego remiksu nie chciał słuchać oryginału, który rzeczywiście wypadł blado. Wkrótce „Skóra” zespołu AYA RL z Pawłem Kukizem pojawiła się na antenie i wylądowała na klika tygodni na pierwszym miejscu listy.

Ten song uczynił Pawła Kukiza sławnym. Nie żałuję. Nie wziąłem ani grosza. Są rzeczy, których się nie sprzedaje i nie kupuje. Po latach Paweł sprzedał wolność mojego kraju.