Polska

Bartłomiej M., aktor i b. dziennikarz TVP, a w przeszłości dwukrotny kandydat PiS do Sejmu, zatrzymany przez prokuraturę

Bartłomiej M., aktor i b. dziennikarz TVP, a w przeszłości dwukrotny kandydat PiS do Sejmu, zatrzymany przez prokuraturę

Prokuratura Okręgowa w Warszawie zdecydowała dzisiaj o zatrzymaniu Bartłomieja M., aktora, dwukrotnego kandydata na posła z list PiS-u, byłego dziennikarza anglojęzycznego kanału TVP, a obecnie doktoranta na Uniwersytecie Opolskim. Jest podejrzany o gwałty na trzech nieletnich kobietach. To pokłosie tekstów, które opublikowaliśmy w „Newsweeku”.

Prokuratura postanowiła zastosować wobec Bartłomieja M. środek zapobiegawczy w postaci aresztu po dwóch latach toczącego się śledztwa, w którym brał udział z wolnej stopy. Do tej pory nie miał nawet zabezpieczonego paszportu, co wydawało się bardzo ryzykowne z punktu widzenia śledztwa i biorąc pod uwagę, że mężczyzna miał podwójne obywatelstwo i w każdej chwili swobodnie mógł opuścić granice kraju.

Zarzuty stawiane mężczyźnie były bardzo poważne. Chodziło o zmuszenie do stosunku płciowego 14-latki, którą zwabił podstępnie pod pozorem sesji fotograficznej. Bartłomiej M. w kontakcie z redakcją nazywał to "klasycznym #metoo", w jego opinii bezpodstawnym oskarżeniem możliwym tylko ze względu na wiek oskarżającej.

Jak udało nam się jednak ustalić, taki model działania stanowił modus operandi Bartłomieja M. i nie dotyczył tylko jednej osoby. Do Prokuratury i do redakcji "Newsweeka" zgłaszały się kolejne dziewczyny, ofiary Bartłomieja M., które skrzywdził, gdy były nastolatkami albo próbował skrzywdzić, ale mu się nie udało.

Pisaliśmy o tym tutaj: Wabił dziewczynki do mieszkania, upijał i wykorzystywał. PiS-owski karierowicz i aktor jest gwałcicielem

Okazało się także, że od 2015 roku przed Sądem Okręgowym w Warszawie biegnie sprawa o gwałt na 17-latce. Wobec mężczyzny w listopadzie 2020 roku zapadł nieprawomocny wyrok. Wobec Bartłomieja M. orzeczono karę 2 lat i 11 miesięcy pozbawienia wolności. Obrońca pokrzywdzonej, Andrzej Milewski miał obawy, gdy prokuratorzy nie wnieśli apelacji i zgodzili się na badanie psychiatryczne oskarżycielki posiłkowej.

Adwokatka Marta Lech mówiła nam w reportażu:

– Przez tyle lat nie wpadł, więc wydawało mu się, że jest bezkarny. Zmieniał tożsamość, działał pod innymi personaliami. Teraz też się obawiam, czy i kiedy trafi za kratki. Mówię to jako obrońca w wielu sprawach karnych. Na pewno będzie składał wnioski o odroczenie wykonania kary, wstrzymywał wykonanie wyroku, zasłaniał się doktoratem albo wyjedzie za granicę (ma podwójne obywatelstwo), a wtedy nadal może działać w Internecie.

Prokuratura wreszcie doprowadziła Bartłomieja M. za kratki. Zapewnia, że trwa intensywne śledztwo w tej sprawie i nie wyklucza rozszerzenia zarzutów, ponieważ zgłaszają się do niej kolejne osoby.

Niestety, nie wszystkie mogą być objęte postępowaniem prokuratorskim czy sądowym. Historia jednej z ofiar, 38-latki, która skontaktowała się z redakcją "Newsweeka" sięga lat 90. Zgodnie z obowiązującym obecnie prawem przestępstwa pedofilskie przedawniają się w Polsce po ukończeniu przez ofiarę pedofilii 30. roku życia.

Kobieta miała 12 lat, gdy poznała prawie 30-letniego Bartłomieja M. na obozach harcerskich na Opolszczyźnie. Chwalił się swoim harcerskim doświadczeniem i opozycyjną przeszłością w "Solidarności". Przez wiele lat wykorzystywał ją seksualnie. Nigdy nie zdecydowała się o tym nikomu opowiedzieć. Odważyła się dopiero, gdy usłyszała głos innych dziewczyn w reportażu "Newsweeka".

Czytaj tekst: „Miałam 12 lat, gdy go poznałam. Przebadał każdy centymetr mojego ciała”