Polska

Czy wynagrodzenia faktycznie rosną szybciej niż inflacja? Ekonomiści wyjaśniają

Czy wynagrodzenia faktycznie rosną szybciej niż inflacja? Ekonomiści wyjaśniają

Znaczna część Polaków nie odczuwa wzrostu wynagrodzeń, a wręcz czuje frustrację ze względu na to, co władza im w mediach ciągle powtarza - oceniła na antenie TVN24 ekonomistka, autorka projektu ciekaweliczby.pl Alicja Defratyka. Z kolei ekonomista Rafał Mundry zauważył, że pensje w kraju są bardzo zróżnicowane. Eksperci przewidywali też, jaki poziom osiągnie inflacja w kolejnych miesiącach.

Inflacja w Polsce w październiku wzrosła rok do roku o 6,8 procent - podał Główny Urząd Statystyczny (GUS). W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 1,1 procent. To poziom niewidziany od maja 2001 roku, kiedy inflacja wyniosła 6,9 procent rok do roku.

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w październiku 2021 roku wyniosło natomiast 5917,15 złotego. Oznacza to wzrost o 8,4 procent rok do roku.

Wynagrodzenia w Polsce wyższe niż inflacja? Ekonomiści wyjaśniają

- Ja myślę, że znaczna część Polaków tego nie czuje, a wręcz czuje frustrację ze względu na to, co władza im w mediach ciągle powtarza. Rząd powołuje się na najnowsze dane GUS, które pokazują, że pensje faktycznie rosną. Są to jednak wynagrodzenia w przedsiębiorstwach prywatnych, które zatrudniają powyżej 9 pracowników. W takich przedsiębiorstwach pracuje trochę ponad 6 milionów Polaków. Natomiast w Polsce osób pracujących mamy ponad 16 milionów. Dane nie obejmują 10 milionów osób. To są osoby prowadzące własną działalność gospodarczą, osoby pracujące w mikroprzedsiębiorstwach i osoby zatrudnione w budżetówce - wyjaśniła Alicja Defratyka.

- Ja niedawno realizowałam badanie w ramach swojego projektu i w grupie pracujących Polaków, 2/3 powiedziało, że podwyżki w ciągu ostatniego roku nie otrzymało - zauważyła.

Z kolei Radał Mundry zauważył, że wynagrodzenia w kraju są bardzo zróżnicowane.

- Te około sześciu tysięcy średniej pensji, o której informuje GUS, to tak naprawdę tylko średnia. Polacy zarabiają bardzo różnie, w zależności nie tylko od województwa, w którym mieszkają, ale także, tego czy to jest miasto, czy wieś - mówił. - GUS publikuje też dane dotyczące mediany, jeżeli chodzi o medianę, to te zarobki są znacznie mniejsze niż GUS podaje oficjalnie w średniej. Jest to raczej w okolicach 4-4,5 tys. złotych brutto - wyjaśniał.

Inflacja w Polsce. Prognozy

Ekonomista przewidywał też, jaki poziom osiągnie inflacja w kolejnych miesiącach.

- W tym roku wydaje się się, że obostrzeń nie będzie, więc ta konsumpcja prawdopodobnie w tych miesiącach wzrośnie (pod koniec roku – red.), gdyż łatwiejszy będzie po prostu dostęp do sklepów i dóbr niż w roku poprzednim - mówił.

Zdaniem ekonomisty większa konsumpcja spowoduje, że "przedsiębiorcy będą chcieli sobie odbić rosnące koszty i podniosą ceny".

- To spowoduje, że ta inflacja może zbliżyć się do 8 proc., ja bym nawet szacował, że osiągnie poziom nieco powyżej ośmiu. Natomiast tu jest dobra informacja, że czynniki, które wpływają na inflację zaczynają powoli słabnąć albo wygasać. To jest tak naprawdę kwestia najbliższych miesięcy. W najbliższych tygodniach inflacja będzie potęgować, iść niestety do góry - prognozował.

Alicja Defratyka podkreśliła, że jest w swoich przewidywaniach "bardziej pesymistyczna".

- Ja uważam, że ta inflacja w pierwszych miesiącach przyszłego roku będzie nawet inflacją nawet dwucyfrową. Zgadza się, ze te czynniki zewnętrzne mogą zacząć wyhamowywać, natomiast mamy wiele czynników wewnętrznych, które są bardzo niekorzystne - mówiła.

- Ja tutaj powiem o słabnącej walucie. Polski złoty jest w stosunku do euro najsłabszy od 12 lat. My jeżeli importujemy towary z zagranicy, to wiadomo, że przy słabej walucie musimy więcej zapłacić. Czyli towary importowane, które będziemy chcieli kupować, będą drożeć. My importujemy przecież paliwo. Nawet jeżeli na rynkach zagranicznych paliwo zaczyna nieznacznie tanieć, to przy słabej walucie i tak ponosimy większe koszty zakupy paliwa - mówiła.

Polski Ład a inflacja

Zwróciła uwagę także na wejście w życie Polskiego Ładu.

- To także czynnik mocno proinflacyjny. Przedsiębiorcy, którzy będą ponosili wyższe obciążenia podatkowo-składkowe, raz że jest wyższy popyt przed świętami, a dwa od przyszłego roku ponoszą wyższe koszty, więc będą chcieli sobie to zrekompensować. Będą chcieli rosnące koszty przerzucić na klientów. Jeżeli będą oni przerzucali te koszty na klientów, to tym bardziej te koszty będą rosły - powiedziała.

Zwróciła uwagę także na działania Rady Polityki Pieniężnej i kontrowersyjne wypowiedzi prezesa NBP Adama Glapińskiego.

- Destabilizują one rynek, wysyłają sprzeczne sygnały. Niestety też sprawiają, że zaufanie inwestorów zagranicznych do Polski słabnie, niestety nie zakładam, żeby ta inflacja w najbliższych miesiącach spadała - przewidywała.

- Początek roku styczeń, luty to okres "peaków", kiedy możemy zobaczyć najwyższą inflację, później będzie ona spadać. Czy dojdziemy do 10 proc.? Mam nadzieję, że nie. Może to rzeczywiście negatywnie zacząć odbijać się na naszej gospodarce i prognozy wzrostu gospodarczego PKB mogą zacząć spadać z 5 proc. obecnie nawet do 3 proc.. Na pewno dobije się to na naszych portfelach i naszym dobrobycie w przyszłym roku - stwierdził.