Polska

Debata nad odwołaniem Kamińskiego. "Sami przyznajcie, że jest to kompletny absurd i nonsens"

Debata nad odwołaniem Kamińskiego.

Debata nad odwołaniem Kamińskiego. "Sami przyznajcie, że jest to kompletny absurd i nonsens"

Polska
26 minut temu

W Sejmie trwa w środę wieczorem dyskusja nad wnioskiem o wotum nieufności wobec szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego. Głosowania zaplanowano po debacie, wstępnie kwadrans po północy. - Żądacie państwo mojej dymisji, bo nie wykonałem nielegalnej, waszym zdaniem, decyzji premiera. Sami przyznajcie, że jest to kompletny absurd i nonsens. Co by było gdybym podpisał tę umowę? Znając wasze wyrafinowanie polityczne, jestem przekonany, że czytałbym zarzut, że przekroczyłem swoje uprawnienia, podpisując umowę będącą nielegalnym poleceniem premiera - mówił Kamiński.

Wniosek o wotum nieufności to kolejny związany ze sprawą organizacji w ubiegłym roku wyborów prezydenckich, które miały się odbyć w trybie korespondencyjnym. Po godz. 20 posłowie zajęli się sprawą trzech ministrów: Mariusza Kamińskiego, Jacka Sasina i Michała Dworczyka. Głosowania zaplanowano po północy.

Poseł Koalicji Obywatelskiej, który przedstawił wniosek, ocenił m.in., że raport Najwyższej Izby Kontroli w tej sprawie pokazuje "kolejne objawy choroby, którą znamy z przeszłości: całkowite łamanie prawa, buta i arogancja wobec elementarnej sprawiedliwości i wreszcie traktowanie państwa jak prywatnego folwarku".

Według Kierwińskiego "należało się tego spodziewać", bo takie zachowanie Kamińskiego "w latach poprzednich doprowadziło do tego, że skazany został na trzy lata więzienia i 10 lat zakazu pełnienia funkcji publicznych". - Gdyby nie ingerencja głowy państwa, byłego partyjnego kolegi, pan Kamiński nigdy by ministrem nie był - przekonywał.

Nie ma "moralnego mandatu"

W jego ocenie szef MSWiA nie ma "moralnego mandatu" do sprawowania tej funkcji. - W każdym normalnym, demokratycznym państwie pan Kamiński nigdy nie byłby ministrem - powiedział.

Odnosząc się do wniosków z raportu NIK, argumentował, że da się go streścić w czterech słowach: "wielokrotne łamanie prawa i konstytucji". - W ten sposób pan minister Kamiński dołączył do niechlubnego panteonu PiS-owskich urzędników, którzy już nie raz złamali i prawo, i konstytucję - dodał.

"Wybory kopertowe". NIK zawiadomiła prokuraturę

Poseł KO zarzucił Kamińskiemu również, że "pod jego rządami policja zachowuje się w sposób niebywale brutalny". W jego przekonaniu dzieje się to "z polecenia, a przynajmniej za aprobatą" szefa MSWiA.

- Pan Kamiński przez trzy lata swojego urzędowania postanowił przypomnieć Polakom, jak wygląda i jak działa Milicja Obywatelska, rządzona przez totalitarny reżim - powiedział Kierwiński.

Zarzuty "kompletnie nie mają odzwierciedlenia w faktach"

Z kolei, jak zaznaczył przemawiający w imieniu PiS Zdzisław Sipiera, zarzuty z wniosku KO ws. odwołania szefa MSWiA "kompletnie nie mają odzwierciedlenia w faktach". - Wybory to święto demokracji i robienie zarzutów premierowi i ministrom, w tym ministrowi Kamińskiemu, że podjęli obowiązkowe działania związane z przeprowadzeniem wyborów jest niedorzeczne i pozbawione logiki - zaznaczył.

- Wniosek części posłów klubu KO to czysta socjotechnika oparta na insynuacjach, sugestiach, albo przeinaczeniach - podkreślił Sipiera. Jak zapowiedział jego klub stoi na stanowisku, że wniosek ten jest całkowicie bezzasadny i będzie głosował za jego odrzuceniem.

Do zarzutów wymienionych we wniosku odniósł się także szef MSWiA. - Nie zamierzam odpowiadać na żadne ataki personalne wobec mojej osoby. To jest wasze prawo. Dzisiaj rozmawiamy o wyborach, które nazywacie kopertowymi, a tak naprawdę były próbą ratowania Polski przed kryzysem, jaki nam grodził. Chcę wyjaśnić pewne mity związane z działaniem szefa MSWiA, działaniami PWPW i decyzją premiera, który powierzył podległej mi spółce zadanie - mówił w Sejmie Kamiński. 

Kamiński odpowiada opozycji

Jak przypomniał 16 kwietnia 2020 r. premier Morawiecki wydał decyzję polecającą Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych podjęcie zadania będącego realizacją przygotowań do wyborów korespondencyjnych. - Uważacie państwo, że była to decyzja nielegalna. Na mocy tej decyzji premier zobowiązał ministra spraw wewnętrznych do zawarcia umowy z PWPW dot. refundacji kosztów, jakie spółka miałaby ponieść wz. z realizacją tego polecenia - wskazał szef MSWiA. 

- Istotą czynionego mi zarzutu w tym kontekście jest to, że "jako minister nie dopełniłem ciążącego na mnie obowiązku określonego w w/w decyzji premiera polegającej na podpisaniu umowy i zapewnieniu refundacji kosztów poniesionych przez PWPW w związku z przygotowaniem wyborów, które się nie odbyły". Innymi słowy żądacie państwo mojej dymisji, bo wedle was nie wykonałem nielegalnej - waszym zdaniem - decyzji premiera. Sami przyznajcie, że jest to kompletny absurd i nonsens. Co by było gdybym podpisał tę umowę? Znając wasze wyrafinowanie polityczne jestem przekonany, że czytałbym zarzut, ze przekroczyłem swoje uprawnienia podpisując umowę będącą nielegalnym poleceniem premiera - mówił Kamiński. 

Klub KO złożył wnioski o odwołanie Sasina, Kamińskiego i Dworczyka na początku czerwca, uzasadniając je tym, że Najwyższa Izba Kontroli w swym raporcie zarzuciła premierowi Mateuszowi Morawieckiemu oraz szefom MSWiA, MAP i KPRM złamanie prawa w związku z organizacją wyborów prezydenckich w trybie korespondencyjnym zarządzonych na 10 maja ub. roku.

We wniosku o odwołanie szefa KPRM posłowie KO ocenili m.in., że "suma czynności podejmowanych przez ministra Dworczyka doprowadziła do absolutnego chaosu wyborczego, konstytucyjnego i demokratycznego w Polsce".

Wybory "wątpliwe prawnie"?

W sprawie Kamińskiego napisano m.in. że miał on wiedzę, iż "przygotowanie wyborów prezydenckich na podstawie decyzji premiera z pominięciem przy ich organizacji obowiązujących przepisów prawa oraz kompetencji Państwowej Komisji Wyborczej jest wątpliwe prawnie".

Z kolei we wniosku dotyczącym Sasina napisano m.in. że oceniając liczne uwagi i opinie nie tylko opozycji, ale "przede wszystkim ekspertów, głównie epidemiologów, wirusologów o i prawników" Sasin "powinien był powziąć wątpliwość czy obsesyjne dążenie do organizowania wyborów prezydenckich w maju ub.r. jest uzasadnione (również z prawnego i ekonomicznego punktu widzenia).

INTERIA.PL/PAP
Komentuj