Polska

Powodzie są o włos. Wszystko dlatego, że nie słuchaliśmy rzek

Powodzie są o włos. Wszystko dlatego, że nie słuchaliśmy rzek

Polska z niepokojem patrzy na spiętrzenia kry na rzekach. Kiedy lód puści? Co się stanie potem? Będziemy mieli powódź stulecia?

Park krajobrazowy Podlaski Przełom Bugu, kilka kilometrów od granicy z Białorusią. To właśnie to miejsce, gdzie Bug przestaje być rzeką graniczną i skręca na zachód. Od kilku tygodni rzeka wygląda zupełnie inaczej niż w czasie poprzednich zim. Kiedy zaczęły się mrozy, na Bugu pojawił się śryż – okrągłe płaty kry, płynące z nurtem. W końcu śryż spiętrzył się, uformował widowiskowe wyspy i lodowe wały przy brzegu. Rzeka zatrzymała się, zamarzła całkowicie, tworząc niezwykłą, nieruchomą rzeźbę.

Tak wyglądają dzisiaj również inne wielkie rzeki w Polsce. Na części nurtu są całkowicie zamarznięte, a hydrolodzy i mieszkańcy patrzą ze strachem na pnące się w górę słupki rtęci. Jeśli lody na rzekach puszczą zbyt szybko, może dojść do zatorów i rozlania się rzek na ogromnych obszarach. Sytuacji nie poprawia fakt, że bardzo ciepło jest w górach, gdzie zalega gruba pokrywa śnieżna. Szybkie topnienie śniegu powoduje wezbranie górskich rzek, które z impetem wlewają swoje wody do zamarzniętych rzek nizinnych. Powodzie w centralnej Polsce mamy dosłownie o włos – ostrzeżenia hydrologiczne drugiego i trzeciego stopnia wydał Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

W betonowym korycie

Bug to jedna z największych wciąż dzikich i nieuregulowanych rzek Europy. Jednocześnie to rzeka, z którą ludzi od wieków żyją w przyjaźni. Owszem, Bug wylewa. I to potężnie. Jednak nikt nie buduje wsi ani domów w zagrożonych miejscach, bo z dziada pradziada wiadomo, dokąd może sięgnąć woda w czasie nawet największych wezbrań.

Z innymi dużymi rzekami postępowano zupełnie inaczej. Człowiek przez setki lat próbował je poskromić poprzez pogłębianie, regulowanie, zalewanie brzegów betonem, tworzenie stopni i kaskad. Budował porty i domostwa tuż nad wybetonowanymi brzegami. U nas zapał do tych działań nie gaśnie, choć inne państwa zdały sobie sprawę, że nie sprzyjają one nie tylko przyrodzie. Nie sprzyjają też samemu człowiekowi, zwiększając zagrożenie powodziowe. Zamiast regulować, rozbierają więc stare umocnienia. Tak postępują między innymi Francuzi i Niemcy, którzy wcielają w życie konkretny plan renaturyzacji wybetonowanego niemal od źródeł do ujścia Renu – odtworzenia lasów łęgowych, likwidowania progów i stopni tam, gdzie to możliwe oraz odtworzenie prawie 7 tys. hektarów powierzchni zalewowej na górnym Renie.

Żyjąca rzeka

Ta strategia, polegająca na uwzględnieniu naturalnego biegu i koryta rzeki, jest najlepszą gwarancją bezpieczeństwa dla zamieszkujących nad nią ludzi – przekonują ekolodzy z organizacji ekologicznych, np. WWF, Siostry Rzeki czy Koalicja Ratujmy Rzeki. Płynąca swobodnie, nieuregulowana rzeka ma gdzie pozbyć się nadmiaru wody bez szkody dla kogokolwiek, a z ogromną wręcz korzyścią dla przyrody. Naturalne rozlewiska i mokradła to przecież raj dla rozpoczynających lęgi ptaków wodnych. A porastająca brzegi naturalna roślinność jest skutecznym filtrem zanieczyszczeń. Zostawmy więc rzeki w spokoju, zwłaszcza te małe, jeszcze nieuregulowane, toczące wody w swoim rytmie. Dużym oddajmy część przestrzeni, tworząc tam gdzie się jeszcze da tak zwane poldery - niezabudowane części dolin rzecznych, które mogą swobodnie wylewać i w ten sposób pozbywać się części fali powodziowej. Dzięki temu łatwiej poradzą sobie z takimi spiętrzeniami wody i lodu, jak obecnie.