Polska

Siostrzeniec premiera: Chcę czuć, że nikt nie da mi w mordę, gdy będę szedł z chłopakiem za rękę

Siostrzeniec premiera: Chcę czuć, że nikt nie da mi w mordę, gdy będę szedł z chłopakiem za rękę
"Strefy wolne od LGBT" to pojęcie, które wprowadziły samorządy, jako broń przed ideologizacją. Jednak ideologia, według słownika języka polskiego, to zbiór pewnych poglądów. A my jako osoby LGBT nie mamy żadnego zbioru poglądów. Naszym jedynym poglądem jest tolerancja i wolność, ale to jest nasze konstytucyjne prawo - mówił na antenie Radia ZET Franek Broda, aktywista LGBT i siostrzeniec premiera Mateusz Morawieckiego.

Dopytywany, czy podziela słowa premiera Morawieckiego o tym, że szacunek do mniejszości seksualnych jest stosowany lepiej niż w wielu innych krajach, Franek Broda odparł, że "jeżeli mówimy o Afganistanie, to tak. Jednak na tle innych krajów europejskich to nie jest to prawda. Rozmawiam z wieloma aktywistami i oni nie czują się w Polsce bezpieczni".

"Nie czuję się ideologią"

- Ideologia to jest jedno z mniej bolesnych słów, które padają w stronę osób LGBT. Nie czuję się ideologią. Jednak, muszę przypomnieć o ciężarówkach pro-life, które nazywają osoby homoseksualne pedofilami. Nie ma na to żadnych dowodów (...). W każdej grupie społecznej znajdą się takie czarne owce. To nie jest w porządku, my ich nie bronimy - oznajmił Broda w Radiu ZET.

Siostrzeniec premiera w przeszłości należał do młodzieżówki PiS. - Jako osoba należąca do społeczności LGBT dałem się przekonać do tego, że "LGBT to jest sekta i najgorsze zło". Później zrozumiałem, że to głupota. To jak mają w to nie wierzyć ludzie, którzy na co dzień nie mają styczności z osobami nieheteronormatywnymi? - podzielił się refleksją aktywista z Młodzieżowego Forum LGBT.

Happening Staszewskiego

Pytany o happening z tabliczkami "stref wolnych od LGBT" organizowany przez Barta Staszewskiego, Broda odpowiedział, że nie sądzi, żeby to była prowokacja.

- To było przedstawienie faktu. To boli prawicę, bo cały świat dowiedział się o tym, że to jest homofobiczny rząd. W mniejszych miejscowościach zaczął narastać hejt wobec osób LGBT - oświadczył.

Bezpieczeństwo w szkole i na ulicy

- Nie ma żadnego zagrożenia wobec tradycyjnego modelu rodziny. Jeżeli chcę w przyszłości mieć męża, to chcę się czuć bezpieczny, że nikt nie zrobi mi krzywdy, bo będę z nim szedł za rękę. Te uchwały są w ogóle niepotrzebne i są ewidentną prowokacją. To manipulowanie ludźmi i próba uzyskania lepszych wyników w wyborach - dodał Franek Broda.

Aktywista podkreślił, że chciałby porozmawiać z Mateuszem Morawieckim na oficjalnym spotkaniu. - Chcę, żeby to było spotkanie na linii premier-obywatel. Oddzielam swoją działalność od powiązań rodzinnych. Chciałbym żyć w wolnym kraju, gdzie nie ma zagrożenia, że Prawo i Sprawiedliwość wprowadzi ustawę dotyczącą zamknięcia ust mediom. Chcę być bezpieczny w szkole i na ulicy, bez poczucia dyskomfortu, że ktoś mi zrobi krzywdę, bo będę miał pomalowane usta - stwierdził Broda.

- W Polsce jest wiele miejsc, które są przyjazne osobom LGBT, są też miejsca, które wspierają osoby nieheteronormatywne porzucone przez rodzinę. Super, że są takie inicjatywy. Jednak żadna fundacja nie zapewni mi tego, że "ktoś nie da mi w mordę", bo będę miał pomalowane usta. Musimy zmienić postrzeganie ludzi, że mogę ubierać się tak jak chcę, że mogę iść z chłopakiem za rękę po ulicy i mieć prawo do stworzenia rodziny takiej, jaką chcę mieć - zauważył siostrzeniec premiera.

Z kolei pytany o ograniczoną działalność organizacji pozarządowych w szkołach, Broda odarł, że "to jest kolejna próba odcięcia od informacji i próba atakowania ludzi. Mówi się, że te osoby chcą tylko uczyć masturbacji i seksualizować (...). Młodzi ludzie powinni być akceptowani. Wiele z nich ma depresje spowodowane pandemią. Uczniowie potrzebują też wsparcia od nauczyciela i potrzebują ministra edukacji, przy którym czują się bezpieczni. W szkołach potrzebne jest poczucie bezpieczeństwa".