Polska

Tato, co byś wolał – nie jeść burgerów czy nie jeździć autem

Tato, co byś wolał – nie jeść burgerów czy nie jeździć autem

Za 15 lat samochody mają być tylko na baterie – serio, na szczycie klimatycznym w Glasgow nasz rząd przystąpił do takiej inicjatywy. Ale jeśli elektryki będziemy zasilać prądem z węgla, cała ich zeroemisyjność zostanie na papierze.

Sorry, prezydencie Putinie, szejkowie i inni książęta arabscy, którzy zakręcając kurki, sprawiacie, że chce mi się płakać, ilekroć odwiedzam stacje benzynowe, ale na mojej krótkiej liście osób, które przeginają, pierwsze miejsce chwilowo zajęła szwagierka Agata. Przegięła, bo uświadomiła moim przedszkolakom istnienie gry „co byś wolał”. To takie książeczki, w których wypisane są dylematy większe niż w greckiej tragedii. Ot na przykład: co byś wolał – jeść całe życie trawę czy nigdy nie widzieć zielonego? Albo co byś wolał: całe życie wąchać krowie placki czy nigdy nie pić mleka. Zosia i Franek, którzy już wcześniej nie mogli zasnąć, rozkminiając, czy zebra jest czarna w białe pasy, czy też biała w czarne, w tę upiorną zgadywankę wciągnęli się bez reszty. Wieczorem nakryli mnie wpatrującego się w wykres, z którego wynika, że krowy i owce pozostawiają większy ślad węglowy niż samochody. Wyobrażacie sobie, ile zadawanych z szybkością porsche taycana pytań zrodził widok krasuli przed kopcącym sedanem? Najbardziej sensowne wydało się to: tato, a co byś wolał – nie jeść burgerów czy nie jeździć autem? Chciałem odpowiedzieć, że za 15 lat samochody będą tyko na baterie – serio, na COP26 w Glasgow nasz rząd przystąpił do takiej inicjatywy wraz z kilkunastoma innymi państwami. A producenci aut prześcigają się w deklaracjach, kto, kiedy sprzeda ostatniego benzyniaka – Volvo w 2030 r., MINI podobnie, General Motors 5 lat później, Toyota około 2040 r. Ale zdałem sobie sprawę, że od szczytu klimatycznego w Glasgow ma to mniejsze znaczenie, niż mogłoby się wydawać.

Cały transport to jakieś 14-15 proc. globalnej emisji gazów cieplarnianych, rolnictwo i produkcja żywności to mniej więcej 11 proc. Razem emitują mniej niż zasilane tradycyjnie elektrownie i elektrociepłownie – 31 proc. globalnej produkcji CO2. I o ile wołowina z grochu jest już całkiem niezła, podobnie zresztą jak samochody elektryczne, na które popyt wzrósł rok do roku o 160 proc., to najwięksi truciciele nadal mogą liczyć na taryfę ulgową. Państwa obecne na COP26 mimo nadziei na to, że do 2050 r. zakażą węgla, uzgodniły jedynie, że będą od niego stopniowo odchodzić. Wysypy na Pacyfiku może więc zalewać ocean, my i tak będziemy szuflować do pieca.

Przez to mniej ekologiczne będą też samochody. Jak policzyli niedawno naukowcy z Massachusetts Institute of Technology, elektryki mogą być mniej więcej dwukrotnie bardziej ekologiczne od aut napędzanych tradycyjnie, jeśli energia do ich ładowania po połowie pochodzi ze źródeł odnawialnych i z paliw kopalnych. Gdy zasilamy je prądem z węgla, cała zeroemisyjność zostaje na papierze, a bardziej eko stają się wówczas spalinowo-elektryczne hybrydy. No ale z krowami i samochodami walczy się łatwiej niż z węglowym lobby.

Czytaj też: Elektryk nie kopie. Felieton Marcina Marczaka o elektrycznych samochodach