Sport

Chelsea zagra w finale Ligi Mistrzów. Real był dla niej tylko tłem

Chelsea zagra w finale Ligi Mistrzów. Real był dla niej tylko tłem

Chelsea nie pozostawiła Realowi Madryt złudzeń. W rewanżowym meczu półfinału Ligi Mistrzów wygrała u siebie 2:0 (1:0) i awansowała do finału, w którym zmierzy się z Manchesterem City. Wynik nie oddaje przewagi, jaką na Stamford Bridge w środowy wieczór mieli piłkarze Thomasa Tuchela.

TAK RELACJONOWALIŚMY MECZ CHELSEA - REAL MADRYT

Po remisie 1:1 w Madrycie Real nie mógł pozwolić sobie na zachowawczą postawę w Londynie. Wysuniętego Karima Benzemę, autora wyrównującego trafienia sprzed tygodnia, wspierać mieli po obu flankach Eden Hazard i Vinicius Junior.

Zinedine Zidane w porównaniu z pierwszym meczem dokonał łącznie trzech zmian. Od pierwszej minuty biegał po boisku doskonale znający Stamford Bridge Hazard, a także Sergio Ramos i Ferland Mendy. Zabrakło kontuzjowanych Raphaela Varane'a i Daniela Carvajala, a na ławce rezerwowych usiadł Marcelo.

W składzie Chelsea zaszła jedna zmiana. Na ławce zasiadł strzelec gola z pierwszego meczu Christian Pulisić. W jego miejsce Thomas Tuchel delegował na boisko Kaia Havertza.

To jednak nie ofensywa stanowiła w ostatnich tygodniach o sile obu zespołów. The Blues i Królewscy imponowali niezwykle szczelną defensywą, praktycznie nie tracąc w lidze bramek.

Polot w ataku, szczelna defensywa

Od pierwszego gwizdka włoskiego sędziego Daniele Orsato dłużej przy piłce utrzymywali się goście. Ich akcje napotykały jednak na mur ustawiony przez rywali daleko od linii pola karnego. Pozostawały strzały z dystansu. Swoich szans próbowali Luka Modrić i Toni Kroos, ale Edouard Mendy nie miał większych problemów z wyłapaniem piłki.

Akcje Chelsea były groźniejsze, a jedna z nich mogła zakończyć się golem. Piłkę do siatki w 18. minucie skierował Timo Werner, ale okazało się, że przy podaniu Benjamina Chilwella był na minimalnym spalonym.

Najważniejsze wydarzenia pierwszej połowy rozegrały się między 26. i 28. minutą. Najpierw udaną akcją popisał się Benzema, który poradził sobie z obrońcami i oddał z 17 metrów mocny strzał. Zasłonięty Mendy dokonał jednak cudu. Dzięki niesamowitemu refleksowi i sprawności, tylko w sobie znany sposób, zdołał wybić lecącą przy samym słupku piłkę na rzut rożny.

W odpowiedzi znakomity rajd przeprowadził N'Golo Kante, by następnie obsłużyć podaniem Havertza. 21-letni Niemiec w sytuacji sam na sam z pewnie broniącym Thibautem Courtoisem trafił w poprzeczkę, a piłkę z ledwie metra dobił głową do pustej bramki Werner.

Wielkie chwile Mendy'ego

Real znów przyspieszył. W 36. minucie precyzyjnie w pole karne, wprost na głowę Benzemy, dośrodkował Modrić. Francuz oddał strzał głową, ale lecącą pod poprzeczkę piłkę znów kapitalnie obronił Mendy.

W pierwszej połowie Chelsea utrzymywała się przy piłce przez 34 proc. czasu gry, ale przejawiała większe zdecydowanie w ofensywie. Jej szybkie akcje były zdecydowanie groźniejsze niż te w wykonaniu gości. Do przerwy zasłużenie prowadziła 1:0, choć najjaśniejszą postacią w jej barwach był bramkarz.

Dominacja The Blues

Drugą połowę z jeszcze większym impetem rozpoczęli goście. W 48. minucie po dośrodkowaniu z prawej strony po raz drugi w poprzeczkę, tym razem po strzale głową, trafił Havertz. Jeszcze lepszej sytuacji pięć minut później nie wykorzystał Mason Mount. Po serii szybkich podań z pierwszej piłki pomocnik reprezentacji Anglii znalazł się przed Courtoisem, ale przeniósł piłkę nad poprzeczkę.

Luki w obronie Realu były coraz bardziej widoczne, ale belgijski bramkarz bronił jak natchniony. W 59. minucie wyszedł zwycięsko z kolejnego pojedynku. W idealnej sytuacji znalazł się Havertz, ale były gracz Chelsea i Atletico Madryt znakomicie obronił jego strzał nogami.

Zidane obserwował boiskowe wydarzenia z coraz większym niepokojem. W 63. minucie zdecydował się na podwójną zmianę, delegując do gry Federico Valverde i Marco Asensio. To była trafiona decyzja. Dwie minuty później Valverde efektownym wślizgiem zatrzymał groźny strzał z zaledwie kilku metrów w wykonaniu Kante.

The Blues nie rezygnowali z podwyższenia prowadzenia. W 73. minucie bliski skierowania piłki do siatki po rzucie rożnym był Thiago Silva. Sporo ożywienia wniósł Pulisić, który w 67. minucie zmienił Wernera.

Królewscy na boisku nie istnieli. W drugiej połowie nie stworzyli sobie ani jednej dogodnej sytuacji bramkowej.

Chelsea, widząc słabość rywala, atakowała dalej i w 85. minucie postawiła kropkę nad "i". Po przechwycie Kante znakomitym podaniem wzdłuż bramki Pulisić obsłużył Mounta, który z czterech metrów podwyższył na 2:0. Losy rywalizacji zostały rozstrzygnięte.

O swój drugi w historii triumf w Lidze Mistrzów Chelsea zagra w finale z Manchesterem City. Mecz na stadionie Ataturka w Stambule zaplanowano na 29 maja.

Chelsea FC – Real Madryt 2:0 (1:0)
Bramki: Werner (28.), Mount (85.)

Pierwszy mecz: 1:1. Awans Chelsea.