Sport

Niecodzienny defekt wykluczył go z walki o zwycięstwo

Niecodzienny defekt wykluczył go z walki o zwycięstwo

Mathieu van der Poel (Alpecin-Fenix) był uznawany za jednego z faworytów brukowego klasyku Le Samyn, ale na ostatnim kilometrze wyścigu z walki o zwycięstwo wyłączyła go złamana kierownica w jego rowerze. Wyścig, w którego końcówce brawurowy atak przypuścił polski kolarz Łukasz Wiśniowski (Team Qhubecka Assos), wygrał kolega z drużyny faworyzowanego Holendra Tim Merlier.

Rozgrywany w okolicach walońskiego miasteczka Dour wyścig Le Samyn był kolejnym z serii lubianych przez wielu kibiców wiosennych klasyków. Na ponad 200-kilometrowej trasie zlokalizowanych było 20 odcinków brukowych. Ostatni niespełna cztery kilometry przed metą.

Właśnie na tym fragmencie bruku Van der Poel gonił uciekającego Wiśniowskiego, który zaatakował na ostatniej pętli wyścigu. Mistrz Holandii w towarzystwie kilku kolarzy Deceuninck-Quick Step zdołał dojechać do Polaka, po czym niewielka grupka zawodników zmierzała w stronę mety. Chwilę później została wchłonięta przez kilkudziesięcioosobową grupę zasadniczą.

Awaria w najgorszym momencie

Przed finiszem oczy wielu kibiców zwrócone były na 26-letniego Holendra, zwykle rozstrzygającego tego typu końcówki na własną korzyść. Tym razem jednak musiał zrezygnować z walki o kolejne trofeum.

Prawdopodobnie na ostatnich metrach bruku w rowerze Van der Poela złamała się kierownica. Kolarz nie był w stanie zająć dobrej pozycji do finiszu. Skoncentrował się na tym, by jechać możliwie najdłużej na czele peletonu, pomagając swoim kolegom z drużyny.

- Czułem się mocny, ale nie mogłem włożyć w jazdę żadnej siły, bo moja kierownica pękła na tym długim bruku - wyjaśniał po wyścigu dziennikarzom. - Nic z tym nie mogłem zrobić. Dlatego powiedziałem, że wezmę na siebie prowadzenie, a Merlier powinien skupić się na sprincie. Zrobiłem, co mogłem, żeby utrudnić ewentualne ataki z grupy i jestem szczęśliwy, że Tim zdołał to wykończyć - dodał.




Merlier po znakomitym finiszu odniósł jedno z najważniejszych zwycięstw w karierze. Van der Poel na metę przyjechał 16 sekund po zwycięzcy, zajmując ostatecznie 37. miejsce. Kolejnym celem utalentowanego Holendra, który w dorobku ma m.in. cztery tytuły mistrza świata w kolarstwie przełajowym, będzie sobotni wyścig Strade Bianche. Zmierzy się tam ze swoim odwiecznym rywalem Belgiem Woutem Van Aertem, zwycięzcą ostatniej edycji toskańskiego klasyku.

Wiśniowski, który zaprezentował świetną dyspozycję i 10 km przed metą zmusił rywali do wytężonej pracy, zakończył rywalizację na 13. miejscu. Po ucieczce zabrakło mu już siły na włączenie się do walki na finiszu.