Sport

Siedmioletni judoka w śpiączce. Brutalny trening może przypłacić życiem

Siedmioletni judoka w śpiączce. Brutalny trening może przypłacić życiem

Tajwan w szoku po wydarzeniach, do których doszło w jednej z tamtejszych szkół judo. Podczas zajęć siedmioletni chłopiec 27 razy rzucony został na matę przez trenera i starszego kolegę z grupy. Obecnie znajduje się w śpiączce. Nawet jeśli przeżyje, do końca swoich dni może pozostać w stanie wegetatywnym.

Skandaliczne wydarzenia zostały zarejestrowane na filmie. Widać na nim, jak siedmiolatek, w rywalizacji ze starszym kolegą, raz po raz ląduje na macie.

"Moja noga. Moja głowa. Ja już nie chcę" - krzyczy bezradny chłopiec. Na jego apele nikt jednak nie reaguje.

Za każdym razem trener każe mu się podnieść, a starszemu rywalowi poleca kontynuowanie natarcia. Gdy poszkodowany nie może już stanąć na nogach o własnych siłach, do pionu stawia go sam szkoleniowiec, po czym ponownie ciska nim o matę. Siedmiolatek wymiotuje, ale końca strasznego "treningu" nie widać.

Zagrożone życie

Dopiero gdy malec stracił przytomność, zdecydowano się odwieźć go do szpitala. Tam lekarze stwierdzili wylew krwi do mózgu. Podjęto też decyzję o wprowadzenie go w stan śpiączki i sztuczne podtrzymywanie jego życia.

- Wciąż pamiętam poranek, gdy odprowadziłam go do szkółki. W pewnym momencie odwrócił się do mnie i powiedział "do widzenia". Wieczorem zastałam już go w takim stanie - przyznała załamana matka chłopca.

Niemal 60-letni trener został zatrzymany pod zarzutem zaniedbania powodującego poważne obrażenia. Jednak sąd okręgowy w Taichung nie stwierdził żadnego wykroczenia. Po przesłuchaniu zaakceptowano jego wyjaśnienia. Szkoleniowiec, ujawniono tylko jego nazwisko - Ho, niezmiennie twierdził, że do tragicznego zdarzenia doszło podczas "normalnego treningu".

Sytuację zmieniła dopiero konferencja prasowa rodziny chłopca. Po niej sąd dostrzegł, że jednak istnieje poważne podejrzenie, że trener mógł popełnić przestępstwo, a jego pobyt na wolności może umożliwić mu kontakt ze świadkami. Po interwencji prokuratora ostatecznie podjęto decyzję o aresztowaniu szkoleniowca.

Prawa dzieci nie są respektowane

To właśnie postawa naocznych świadków tego wydarzenia budzi największe kontrowersje. Oprócz uczestników treningu na sali przebywały wówczas pełnoletnie osoby, w tym wujek ofiary. Dlaczego nikt nie zareagował? Dlaczego nikt nie powstrzymał trenera?

- W naszej kulturze niewiele osób respektuje prawa dzieci - twierdzi Wang Yan-shu, dyrektor Stowarzyszenia Promocji Harmonii, grupy współpracującej z rodzicami przy powstrzymywaniu kar cielesnych. - Teraz jest lepiej, ale pod względem praw człowieka Tajwan wciąż pozostaje w tyle za innymi rozwiniętymi krajami - podkreśliła.

W 2019 roku tamtejsze ministerstwo edukacji zarejestrowało 625 przypadków kar cielesnych w szkołach. Choć oficjalnie są one zabronione od 2007 roku, praktyka wciąż istnieje, co jest tolerowane przez większość społeczeństwa.

- Na Wschodzie często oczekuje się, że dzieci będą radzić sobie z trudnościami i okazywać pełne posłuszeństwo - przyznała Joanna Feng, dyrektor Fundacji Edukacji Humanistycznej, która od lat lobbuje na rzecz zaprzestania kar cielesnych i znęcania się nad dziećmi. - W naszej kulturze nauczyciele traktowani są jak ludzie wyjątkowi - dodała.

Szanse na powrót chłopca do zdrowia lekarze oceniają jako niewielkie. Rodzina nieprzerwanie modli się o cud.