Sport

Stracił gola i rzucił się na kolegę. Potem wyrzucono go z boiska

Stracił gola i rzucił się na kolegę. Potem wyrzucono go z boiska

Szokujące sceny w irlandzkiej ekstraklasie piłkarskiej. Bramkarz zespołu Glentoran został wyrzucony z boiska przez sędziego, ponieważ po stracie gola zaatakował i powalił na murawę kolegę z drużyny.

Była 80. minuta meczu, Glentoran grało  Coleraine. Gospodarze prowadzili 2:1, ale przyjezdni po błyskawicznej kontrze doprowadzili do wyrównania. W tym momencie ciśnienia nie wytrzymał bramkarz miejscowych.

Aaron McCarney najwyraźniej miał wielkie pretensje do gry w obronie Bobby'ego Burnsa i po stracie gola sprintem ruszył w jego kierunku. Atak spowodował, że obrońca Glentoran upadł na murawę. Chwilę później sędzia pokazał krewkiemu bramkarzowi czerwoną kartkę.

McCarey podbiegł do Burnsa i go uderzył, był chyba kontakt z twarzą - opisywali na gorąco całe zajście komentatorzy telewizyjni. - Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałem w meczu piłkarskim. Pamiętam tylko, jak lata temu starli się piłkarze Newcastle Lee Bowyer i Kieron Dyer. Teraz zespół trenera McDermotta będzie grał w dziesiątkę, ponieważ bramkarz zaatakował jednego ze swoich kolegów z zespołu. To szaleństwo golkipera. Nawet jeżeli Burns źle się zachował przy tym golu, to nie można tak robić - dziwili się dziennikarze.




Podnieśli ręce na zgodę

Po meczu zakończonym ostatecznie remisem 2:2 trener Glentoran Mick McDermott próbował zbagatelizować całe zajście. Zdradził też, że McCarney od razu przeprosił za swoje zachowanie Burnsa.

- Jestem bardziej zaniepokojony tym, jak straciliśmy bramkę tuż przed tym nieprzyjemnym zajściem – wypalił szkoleniowiec Glentoran. - Kiedy Aaron wszedł do szatni, to powiedział, że nie powinien się tak zachować. Podniósł rękę na zgodę i Bobby Burns zrobił to samo. Obaj są podłamani całą sytuacją, ale sobie z tym poradzą. Rozmawiałem z Bobbym i powiedział, że Aaron nie uderzył go w twarz. Nasz bramkarz też to potwierdził, choć przyznał, że po jego popchnięciu kolega uderzył głową w murawę. Nikomu nic się nie stało. To są dorośli faceci. Nie powinno do tego dojść, ale życie toczy się dalej - zakończył trener McDermott.