Sport

"Sukces już w pełni w naszych głowach". Zaksobus z mistrzami świętuje na ulicach miasta

- Media nie dają nam o nim zapomnieć. Ale to naprawdę jest coś gigantycznego - mówił o sukcesie ZAKSY siatkarz Piotr Łukasik, z którym rozmawiał reporter TVN24. - Ciężko będzie go powtórzyć, przeskoczyć tym bardziej - dodał inny zawodnik, Daniel Semeniuk. We wtorek bohaterowie Ligi Mistrzów ruszyli ulicami Kędzierzyna-Koźla specjalnym autobusem, by fetować sukces wspólnie z fanami.

W sobotnim finale kędzierzynianie pokonali Itas Trentino. Są dopiero w najważniejszych rozgrywkach w Europie.

Do kraju wrócili dzień później. Do niektórych zawodników nie docierało jeszcze, czego dokonali. Jak jest teraz?

- Były dwie noce, żeby przemyśleć, co się wydarzyło. Ten sukces jest już w pełni w naszych głowach. Media nie dają nam o nim zapomnieć, w Polsce panuje wielki szum. Ale to naprawdę jest coś gigantycznego, coś, o czym marzy wiele klubów - przyznał przyjmujący ZAKSY Piotr Łukasik, z którym rozmawiał w poniedziałek reporter TVN24 Bartłomiej Ślak.

Liga Mistrzów najważniejsza

Siatkarze ZAKSY tym sezonie rozegrali mnóstwo spotkań. Wywalczyli Puchar Polski, Superpuchar. Droga na szczyt była niełatwa, teraz zdają sobie sprawę, że utrzymanie się na nim będzie jeszcze trudniejsze.

- To był jeden z najlepszych sezonów klubowych, dla mnie osobiście też bardzo udany. Ciężko będzie go powtórzyć, przeskoczyć tym bardziej. Na razie cieszmy się z tego, co osiągnęliśmy. Graliśmy na wszystkich frontach. Nie wszystko można mieć. Myślę, że dla kibiców czy klubu to, co zrobiliśmy jest wystarczające i wynagrodziło brak mistrzostwa - uważa z kolei Semeniuk, który także stanął przed kamerą TVN24.

W Lidze Mistrzów los polskiej drużyny nie oszczędzał. Drabinka była trudna. Trentino to europejska czołówka, ale po drodze zespół z Kędzierzyna musiał pokonać inne zespoły z siatkarskiej elity. Cały czas zawodników motywował trener Nikola Grbić.

- Po finale rozmawialiśmy, gorzej moglibyśmy trafić, jeśli wpadlibyśmy w finale na Perugię z Wilfredo Leonem w składzie. W ćwierćfinale pokonaliśmy włoskie Lube, potencjalnie najlepszą ekipę w Europie. Potem w półfinale Zenit Kazań, równie uznaną markę, drużynę, która wygrywała Ligę Mistrzów wiele razy - wylicza Łukasik.

- Było bardzo ciężko, ale trener przed ćwierćfinałem powiedział nam: ja chcę wygrać Ligę Mistrzów i żeby to zrobić, trzeba wszystko wygrać. Teraz to brzmi pięknie po tym, co się stało. Trzeba mierzyć wysoko, pracować, wtedy można dojść na szczyt - dodał Piotr Łukasik, przyjmujący ZAKSY.

Święto w Kędzierzynie

Wtorek upływa pod znakiem świętowania. Rano mistrzowie wyruszyli odkrytym autobusem ulicami miasta. W ten sposób mogą w końcu cieszyć się sukcesem wspólnie z kibicami, którzy z powodu pandemii nie mogli być na hali w Weronie, gdzie rozegrano finał.

- Robimy to, żeby im podziękować. Cały czas z nami byli, na dobre i na złe. Wielki sukces osiągnęliśmy my, ale gramy przecież dla nich - podsumował Semeniuk.