Sport

"Tande może ponownie zostać najlepszym skoczkiem na świecie"

- W ostatnich siedmiu, ośmiu dniach w naszych głowach krążyło wiele myśli - mówi o Danielu Andre Tande menedżer norweskiej kadry. Od piątku skoczek jest już w swoim kraju, gdzie będzie kontynuował leczenie.

25 marca Tande uległ wypadkowi na skoczni w Słowenii. Jego stan poprawił się do tego stopnia, że w piątek mógł wrócić do Norwegii. Jak poinformował menedżer tamtejszej kadry Clas Brede Braathen, skoczek został przetransportowany do ojczyzny karetką lotniczą.

Ulga i nadzieja na wielki powrót

W wyniku upadku 27-latek doznał złamania obojczyka i miał przebite płuco. Na szczęście nie doznał obrażeń głowy czy szyi, co, jak przyznaje Braathen, można było odbierać z wielką ulgą.

- Aby wrócił do pełnej aktywności, musi wyleczyć przede wszystkim obojczyk. Poza tym wydaje się być w naprawdę dobrym stanie. Nie ma żadnych urazów, które mogłyby zagrażać jego dalszej karierze - mówi norweski Braathen.

- W ostatnich siedmiu, ośmiu dniach w naszych głowach krążyło wiele myśli. To, że teraz zastanawiamy się, jaki powrót zaliczy jest niewiarygodne. To pokazuje, jak świetnie sportowcy radzą sobie dziś w ekstremalnych sytuacjach, jak daleko sport poszedł, jeśli chodzi o sprzęt i przygotowania, ale też mówi wiele o systemie opieki medycznej w Słowenii - tłumaczy Braathen, podkreślając dobrą opiekę, jaką otoczono zawodnika.

Według niego, powrót do wielkiej formy byłego złotego medalisty w lotach jest możliwy, ale będzie wymagał od zawodnika cierpliwości.

- Musimy działać krok po kroku. Są sportowcy, którzy pokazali, że po dramatycznym upadku można wiele osiągnąć. Pierwszym, który przychodzi mi na myśl, jest Aksel Lund Svindal [w 2007 roku alpejczyk doznał poważnego upadku na stoku - red.] Myślę, że Daniel może ponownie zostać najlepszym skoczkiem narciarskim na świecie - kończy.

Tydzień od wypadku

Norweg miał bardzo groźnie wyglądający upadek przed pierwszym konkursem Pucharu Świata na mamucim obiekcie w Planicy. W trakcie serii próbnej Tande zaraz po wyjściu z progu stracił równowagę w locie i z olbrzymią siłą uderzył w zeskok na 99. metrze.

Do karetki trafił nieprzytomny, a po ustabilizowaniu, został przetransportowany śmigłowcem do szpitala w Lublanie. Badania wykazały że doznał złamania obojczyka i przebicia płuca.

Przez kilka dni był utrzymywany w śpiączce farmakologicznej, z której został wybudzony w poniedziałek 29 marca.