Sport

Wystartowała piłkarska ekstraklasa. Beniaminkowie z pierwszymi punktami

Wystartowała piłkarska ekstraklasa. Beniaminkowie z pierwszymi punktami

W piątek wystartowały rozgrywki polskiej ekstraklasy piłkarskiej. Pierwszy mecz nowego sezonu rozegrano w Niecieczy, gdzie beniaminek Bruk-Bet Termalica zremisował ze Stalą Mielec 1:1. Wieczorem z pierwszego punktu w elicie cieszyli się również zawodnicy Radomiaka Radom, którzy sprawili niespodziankę w Poznaniu.

Inauguracyjne spotkanie ekstraklasy odbyło się w Niecieczy. Lepiej rozpoczęli je goście. Już w 9. minucie Maksymilian Sitek oddał strzał z kilku metrów, lecz Tomasz Loska był czujny i odbił piłkę na rzut rożny.

Dziesięć minut później gospodarze mieli dobrą okazję. Mateusz Matras potknął się w polu karnym, lecz debiutujący w barwach Bruk-Betu bośniacki napastnik Muris Mesanovic nie zdołał pokonać Michała Gliwy.

Jeszcze lepszą szansę miał kilka minut później inny debiutant – Adam Hlousek. Były piłkarz m.in. Legii Warszawa dostał świetne podanie od Adama Radwańskiego i niemal od połowy boiska biegł samotnie w kierunku bramki Stali. Czech w polu karnym zupełnie się pogubił i zamiast strzelać, podał do znajdującego się na spalonym Ernesta Terpiłowskiego.

Pierwsze gole sezonu

Gdy wydawało się, że przed przerwą nie padną bramki, Gliwa źle wybił piłkę, a ta ostatecznie trafiła do Terpiłowskiego. 19-latek, który tego lata powrócił z wypożyczenia do Górnika Polkowice, strzałem w róg zdobył pierwszą bramkę w tym sezonie.

Druga połowa zaczęła się dla gospodarzy fatalnie. Po strzale Krystiana Getingera piłkę ręką odbił Marcin Wasielewski i arbiter podyktował rzut karny. Jego pewnym wykonawcą był Grzegorz Tomasiewicz.

Wydawało się, że emocje będą rosły, ale od tego momentu obydwa zespoły sprawiały wrażenie, jakby zadowalał ich jeden punkt. Gra stała się mało ciekawa. Lekką przewagę posiadali goście, ale swoje akcje rozgrywali zbyt wolno, aby zaskoczyć defensywę rywala.

Gospodarze dopiero w końcówce odważniej zaatakowali. W 86. minucie niezłą okazję miał Kacper Śpiewak, lecz trafił w boczną siatkę i obie ekipy musiały zadowolić się podziałem punktów.

Bruk-Bet Termalica Nieciecza - PGE FKS Stal Mielec 1:1 (1:0)

Bramki: 1:0 Ernest Terpiłowski (41), 1:1 Grzegorz Tomasiewicz (48-karny).

Falstart Lecha

W drugim piątkowym spotkaniu mający jak zawsze wysokie aspiracje Lech zanotował falstart na inaugurację rozgrywek. Beniaminek z Radomia zagrał bez kompleksów i dzięki świetnej postawie swojego bramkarza Filipa Majchrowicza wywiózł z Poznania cenny punkt.

Kilka dni przed meczem kibice "Kolejorza", rozczarowani m.in. polityką transferową klubu, zapowiedzieli bojkot meczów na własnym stadionie i wspieranie drużyny tylko podczas wyjazdowych spotkań. W piątkowy wieczór na Bułgarskiej trybuna, na której zasiadają najzagorzalsi fani Lecha, świeciła pustkami. Słychać było tylko ok. 500-osobową grupę sympatyków Radomiaka, którzy głośno dopingowali swój zespół.

Mecz w Poznaniu obserwował selekcjoner Biało-Czerwonych Portugalczyk Paulo Sousa. Na boisku od pierwszej minuty było jednak więcej jego rodaków (sześciu) niż kandydatów do gry w reprezentacji Polski.


Spotkanie mogło się podobać, ale tylko w pierwszej połowie. Goście nie przestraszyli się bardziej doświadczonego rywala, choć pierwsze minuty były dla nich dość trudne. Już w pierwszej akcji lechici mogli wyjść na prowadzenie, piłka po strzale głową Bartosza Salamona ugrzęzła w siatce, lecz defensor gospodarzy był na pozycji spalonej.

Radomianie przetrwali napór Lecha i przenieśli ciężar gry dalej od własnego pola karnego. W miarę upływu czasu odważniej poczynali sobie w ofensywie. W 23. minucie po wrzutce Filipe Nascimento, Luis Machado próbował przelobować Mickey’a van der Harta, ale trafił w poprzeczkę.

Lechici odpowiedzieli bramką, ale znów zdobytą z pozycji spalonej. Tym razem Mikael Ishak minimalnie za szybko wyszedł do piłki.

Ostatni kwadrans pierwszej odsłony to już wyraźna przewaga podopiecznych Macieja Skorży.

10 tysięcy kibiców liczyło, że Lech po przerwie w końcu postawi kropkę nad "i". Tymczasem w drugiej połowie lechici rozczarowali i praktycznie nie mieli żadnej okazji. Radomianie z kolei bardziej skupiali się na przeszkadzaniu niż kreowaniu sytuacji. W defensywie grali jednak niemal bezbłędnie, dzięki czemu zainkasowali pierwszy punkt na trudnym terenie.

Lech Poznań - Radomiak 0:0