Sport

Zmarł w tragicznych okolicznościach, ale ocalił innych. "Takie słowa usłyszałem od lekarza"

Zmarł w tragicznych okolicznościach, ale ocalił innych.

Po blisko dwóch tygodniach od nieszczęśliwego wypadku zakończonego śmiercią hokeisty Matissa Kivlenieksa, na jaw wychodzą nowe fakty z dnia zdarzenia. Jak się okazuje, Łotysz swoją heroiczną postawą uratował życie wielu osób.

Kivlenieks zmarł 4 lipca br. podczas prywatnej imprezy z okazji amerykańskiego Dnia Niepodległości w miejscowości Novi w stanie Michigan. Przewieziono go do szpitala, gdzie stwierdzono zgon.

Autopsja przeprowadzona w hrabstwie Oakland wykazała, że sportowiec zginął w wyniku ran klatki piersiowej. Tragiczna śmierć zawodnika przez kilkanaście dni była owiana tajemnicą, a media prześcigały się w prezentowaniu różnych wersji zdarzeń.

Nowe fakty na temat wypadku

Zupełnie nowe światło na sprawę rzucił reprezentacyjny oraz klubowy kolega Kivlenieksa, który także brał udział w feralnej imprezie. Okazuje się, że bohaterskie zachowanie zmarłego Łotysza ocaliło wielu jej uczestników.

- Uratował mojego nienarodzonego syna, moją żonę oraz mnie. Stałem za nim około sześciu metrów i ją przytulałem. Zginął jako bohater. Mówię tak nie tylko ja, takie słowa usłyszałem od lekarza. Uratował swój ostatni strzał, dzięki czemu ocalił wiele istnień - powiedział Elvis Merzlikins w trakcie czwartkowego nabożeństwa żałobnego w Upper Arlington.




Urodzony w 1994 roku bramkarz poinformował, że na cześć Kivelnieksa jego syn na drugie imię otrzyma Matiss.

- Był moim bratem, a nie tylko przyjacielem. Wypiliśmy nasze ostatnie piwo, ostatni kieliszek, wypaliliśmy ostatnie cygaro. On zawsze się uśmiechał. Myślę, że uczynił mnie silniejszym mężczyzną - dodał ze smutkiem 27-latek.

Matiss Kivlenieks był bramkarzem reprezentacji Łotwy, a w lidze NHL występował w barwach Columbus Blue Jacket. W drużynie z Ohio od 2017 roku hokeista zagrał osiem spotkań. Zginął w wieku 24 lat.