Sport

Związek namieszał, pływacy wracają do Polski ze łzami. Skąd to zamieszanie?

Związek namieszał, pływacy wracają do Polski ze łzami. Skąd to zamieszanie?

Do Japonii poleciało 23 polskich pływaków, sześcioro wraca już do kraju, choć igrzyska jeszcze się nie rozpoczęły. Sprawa jest skomplikowana. Otylia Jędrzejczak, multimedalistka olimpijska, wskazuje krok po kroku, gdzie popełniono tak kosztowny w skutkach błąd.

Spróbujmy wytłumaczyć niełatwą sprawę od początku.

Dziesięcioro z 23 wysłanych do Tokio polskich pływaków miało zapewniony start w rywalizacji indywidualnej. Dziewięcioro z nich na podstawie kwalifikacji A (pewny start w igrzyskach dzięki wcześniej uzyskanym wynikom), a Kacper Stokowski miał kwalifikację B (minimum uprawniające tylko do udziału w sztafecie, ale po uprzedniej obowiązkowej zgodzie ze strony światowych władz pływackich - FINA).

Przepisy mówią, że dziesiątka pływaków pewnych startu w Tokio uprawniała Polskę do zgłoszenia takiej samej liczby zawodników z kwalifikacją B do rywalizacji sztafet, co z kolei przełożyłoby się na wystawienie zespołów w pięciu konkurencjach. W skrócie: to oznaczało, że Biało-Czerwonych reprezentować w igrzyskach w pływaniu mogło maksymalnie 20 sportowców. Tutaj dochodzimy do sedna.

Tymczasem Polski Związek Pływacki do rywalizacji sztafet zgłosił tylko siedmioro zawodników z kwalifikacją B. Pozostałą szóstkę zgłosił do zmagań indywidualnych (cały czas pamiętajmy o dziesiątce pewnej udziału w zmaganiach indywidualnych), choć nikomu z nich FINA nie przyznała wcześniej zaproszenia. 14 lipca okazało się, że nikt z tej grupy nie może liczyć na tzw. dziką kartę, a trzy dni później (w sobotę) stało się jasne, że jakiekolwiek odwołania nie zmienią tego scenariusza.

I jeszcze jedna ważna rzecz. Wszyscy polscy pływacy byli po olimpijskim ślubowaniu, choć nie każdy mógł być pewny występu w Tokio. Pozostaje pytanie: czy działacze wiedzieli, ale zawodnikom o tym nie powiedzieli? A może wszyscy byli tego nieświadomi?

Igrzyska olimpijskie Tokio 2020 w całości w Eurosporcie i w Eurosporcie w Playerze

"Formalny błąd związku"

- Błąd został popełniony na samym początku, w trakcie kwalifikacji. Zasady kwalifikacji przez każdego zawodnika do igrzysk olimpijskich są dokładnie opisane przez światową federację – przyznała na antenie TVN24 Jędrzejczak.

- Stuprocentową pewność startu w imprezie daje kwalifikacja A, czyli przynajmniej ósmy wynik z ostatnich mistrzostw świata. Następnie jest kwalifikacja B, dzięki której można wziąć udział w igrzyskach w przypadku sztafet. W przypadku pięciu polskich sztafet dziesięciu zawodników musi mieć kwalifikację A, a dziesięciu może mieć kwalifikację B. Kwalifikacja B może też dać prawo indywidualnego startu, ale wówczas potrzebne jest specjalne zaproszenie od FINA. Federacja może je wystosować, gdy zwolni się jakieś miejsce w konkretnej konkurencji. Wtedy zaprasza się pływaków zgodnie z miejscem w rankingu. Nie ma natomiast żadnej gwarancji, że ktoś z kwalifikacją B wystartuje indywidualnie. Tymczasem Polski Związek Pływacki zgłosił do startu indywidualnego sześcioro pływaków wyłącznie z kwalifikacją B. Nie otrzymali oni jednak zaproszenia od federacji. To był formalny błąd Polskiego Związku Pływackiego. To nie powinno mieć miejsca – oceniła złota medalistka z igrzysk w Atenach.

Poważne konsekwencje

Jędrzejczak nie ma wątpliwości. Decyzja polskich władz kosztowała utratę trzech miejsc. Zamiast 20 pływaków w Tokio wystartować będzie mogło jedynie 17 (9 z kwalifikacją A, Stokowski z zaproszeniem i 7 zgłoszonych przez związek do sztafet).

- Jeżeli związek dokonałby prawidłowego kwalifikowania zawodników, to mogliśmy dopuścić dziesięciu zawodników z kwalifikacją B do sztafet. To oznacza, że z szóstki, która musiała teraz opuścić Tokio, trójka zostałaby na miejscu. Pozostała trójka nie miała prawa jechać, bo wysłaliśmy skład za duży o trzy osoby – nawiązała do wysłania do Japonii 23-osobowej, nieregulaminowej w przypadku polskiej kadry obsady.

- Ci zawodnicy oczywiście nie uzyskali kwalifikacji A i tu trzeba sobie zadać kolejne pytanie. Dlaczego tylko dziewięciu zawodników taką kwalifikację uzyskało? Dziesięciu zawodników, a co za tym idzie – pięć sztafet - mamy tylko dlatego, że zaproszony przez FINA został Kacper Stokowski, który miał kwalifikację B. Co się dzieje z polskim pływaniem, że tych kwalifikacji A jest tak mało? – pytała Jędrzejczak.

Uratowano występ sztafet

Legenda polskiego pływania zauważyła też, że skutki decyzji Polskiego Związku Pływackiego mogły być jeszcze bardziej opłakane. Na szczęście pomocną dłoń w trudnej sytuacji podała FINA, do czego w dużym stopniu przyczynił się też Polski Komitet Olimpijski.

- PKOl walczył do samego końca. Dzięki tej walce mieliśmy możliwość "podmiany" trójki zawodników na startowych listach. To zapewniło start dwóch sztafetom więcej. Gdyby było tak, że do kraju wróciłaby ta szóstka, która pierwotnie powinna, to także sztafety polskie nie mogłyby w Tokio wystartować. Powinniśmy podziękować światowej federacji, że wyraziła zgodę na "podmianę" zawodników i do kraju nie wraca pierwotna szóstka – podkreśliła Jędrzejczak.

Wskutek uchybień przy zgłaszaniu zawodników do olimpijskiego startu w Tokio nie wystąpią: Aleksandra Polańska, Dominika Kossakowska, Alicja Tchórz, Bartosz Piszczorowicz, Jan Hołub i Mateusz Chowaniec.

Ten ostatni upublicznił krótkie nagranie, na którym widać, w jak smutnej atmosferze członkowie kadry żegnali skreśloną szóstkę.