Styl Życia

Jeździł mimo sądowego zakazu. Daniel Martyniuk skazany. Jest prawomocny wyrok

Jeździł mimo sądowego zakazu. Daniel Martyniuk skazany. Jest prawomocny wyrok

Sąd Okręgowy w Białymstoku utrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji w sprawie Daniela Martyniuka, syna znanego wykonawcy disco polo. Zgodnie z rozstrzygnięciem oskarżony został skazany na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata, musi też zapłacić 10 tysięcy złotych grzywny, a oprócz tego ma sześcioletni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Wyrok jest prawomocny.

Policja zainteresowała się Danielem Martyniukiem (zgadza się na podawanie danych) w kwietniu ubiegłego roku, gdy okazało się, że łamie on zasady kwarantanny związanej z koronawirusem. Jak wynikało z podawanych wtedy przez policję informacji, był on w wykazie osób poddanych kwarantannie, której przestrzeganie funkcjonariusze kontrolowali w miejscach zamieszkania (czy przebywania) tych osób. Gdy sprawdzali sytuację 32-latka, okazało się, że jest on poza domem, a gdy pojawili się tam policjanci, właśnie wbiegał po schodach.

Policja: pojechał na stację benzynową, miał zakaz prowadzenia pojazdów

Jak podawała wtedy policja, mężczyzna twierdził, że "był w odwiedzinach u rodziców i nie ma najmniejszej ochoty stosować się do zasad kwarantanny". Zatrzymany został po tym, jak dyżurny policji dostał informację, że w nocy ten sam mężczyzna przyjechał samochodem na jedną ze stacji benzynowych w Białymstoku, a - na podstawie prawomocnego wyroku - miał orzeczony zakaz prowadzenia pojazdów. Pracownik stacji rozpoznał go, "ponieważ pisały o nim gazety".

Prokuratura wydała wtedy nakaz zatrzymania, a zebrane dowody pozwoliły postawić Martyniukowi zarzuty związane z kilkukrotnym złamaniem sądowego zakazu kierowania pojazdami. Po postawieniu tych zarzutów 32-latek trafił nawet czasowo do aresztu, bo sąd zgodził się z oceną prokuratury, iż może zachodzić obawa matactwa.

Obrona: rażąca niewspółmierność kary

W procesie przed sądem rejonowym obrona chciała kary ograniczenia wolności poprzez nałożenie obowiązku prac społecznych. Sąd orzekł jednak karę surowszą: 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu, 10 tysięcy złotych grzywny oraz sześcioletni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych.

Od wyroku odwołał się obrońca, chciał kary łagodniejszej, zwłaszcza krótszego zakazu prowadzenia pojazdów. Adwokat powoływał się m.in. na obecne zatrudnienie oskarżonego i sytuację rodzinną.

Obrońca w swej apelacji wskazywał na - jego zdaniem - rażącą niewspółmierność kary; argumentował, że sąd pierwszej instancji skupił się jedynie na okolicznościach obciążających.

Sędzia Sądu Okręgowego w Białymstoku Marzanna Chojnowska wyjaśniała, co oznacza "rażąca niewspółmierność", przypominała, jakie są sądowe dyrektywy wymiaru kary, zwracała uwagę na choćby taki jej aspekt, jak społeczne oddziaływanie czy cele wychowawcze. I podkreślała: - Kwalifikacja prawna czynów i przyjęty przez sąd rejonowy tzw. zbieg przestępstw był prawidłowy, wyrok jest sprawiedliwy i uczciwy.

Daniel Martyniuk przed sądemWOJCIECH WOJTKIELEWICZ/KURIER PORANNY/GAZETA WSPÓŁCZESNA/POLSKA PRESS/EASTNEWS

Wyrok utrzymany w mocy

Sąd Okręgowy w Białymstoku utrzymał wyrok sądu pierwszej instancji. A to dla Martyniuka oznacza karę 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata, 10 tysięcy złotych grzywny i sześcioletni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.

Sędzia mówiła, że nie podziela stanowiska obrońcy, jakoby w ocenie sądu pierwszej instancji przeważyły okoliczności obciążające, a łagodzące nie zostały uwzględnione. Zwracała uwagę m.in. na wcześniejszą karalność oskarżonego; przypominała, że gdyby sąd rejonowy nie wziął pod uwagę okoliczności łagodzących (np. przyznania się do winy) zapadłby wyrok bez zawieszenia. - Sąd odwoławczy absolutnie nie widzi tutaj rażącej niewspółmierności kary, kary niesprawiedliwej - uzasadniała sędzia Chojnowska.

Sąd: sprawiedliwa odpłata za wyrządzone zło

- Kara to sprawiedliwa odpłata za wyrządzone zło. Proporcjonalna do czynu i winy sprawcy - powiedziała sędzia. Sąd przywoływał wyjaśnienia oskarżonego z pierwszej instancji, który mówił wtedy m.in., że naruszał zakaz, bo nie był przyzwyczajony do jazdy pociągiem, a przyzwyczajony do "wygodnickiego życia", bardzo lubił jeździć samochodem i nie mógł pogodzić się z utratą prawa jazdy. Odnosząc się do tego sędzia przyznała, że sześcioletni zakaz prowadzenia pojazdów "wywoła utrudnienia" w życiu skazanego. - I być może będzie pan musiał przyzwyczaić się i do tej nielubianej jazdy pociągiem (...). Ale orzeczony zakaz jest tylko i wyłącznie utrudnieniem w pana przyszłym życiu. Nie uniemożliwia panu dalszego rozwoju zawodowego (chodzi o pracę marynarza - red.), nie utrudnia kontaktów z córką, a tylko i wyłącznie będzie wymagał podjęcia większych starań z pańskiej strony i zrezygnowania z komfortu dojazdu samochodem przez siebie kierowanym - mówiła sędzia.

- Kara musi być na tyle dotkliwa, na tyle przez pana odczuwalna, żeby pan przeprowadził proces myślowy i stwierdził, że dolegliwość i nieuchronność tejże kary musi spowodować to, że pan zmieni swoje postępowanie (...) Nie, ten wyrok nie jest dla pana krzywdzący - mówiła Chojnowska w ustnym uzasadnieniu wyroku.

Rozstrzygnięcie jest prawomocne.