Tech

Donald Tuska było słychać na molo w Sopocie? W Tykocinie tego nie potwierdzą

Donald Tuska było słychać na molo w Sopocie? W Tykocinie tego nie potwierdzą

Donald Tuska było słychać na molo w Sopocie? W Tykocinie tego nie potwierdzą

Łukasz SzpyrkaŁukasz Szpyrka
3 minuty temu

Plotka przekazywana przez zwolenników Donalda Tuska głosi, że w trakcie poniedziałkowego wystąpienia lidera PO w Gdańsku oklaski słychać było na molo w Sopocie. W Tykocinie z kolei, podczas czwartkowej wizyty premiera Mateusza Morawieckiego, par rąk do klaskania miało być więcej niż mieszkańców. Kto wygrał ten korespondencyjny pojedynek na tłumy?

Gdy w poniedziałek Donald Tusk przemawiał na Długim Targu w Gdańsku, wokół niego zebrał się pokaźny tłum. Po tym, jak lider Platformy Obywatelskiej rzucał co bardziej kąśliwe uwagi, wśród ludzi uśmiech przeplatał się z gromkimi brawami. Trójmiejska plotka przekazywana przez zwolenników byłego premiera głosi, że oklaski słychać było nawet na oddalonym o 10 km molo w Sopocie - choć to raczej możliwe nie jest.

W ostatnim czasie Polacy co prawda przywykli do anomalii pogodowych, ale dziwne rzeczy działy się nie tylko na północy kraju, ale też na wschodzie. W czwartek małe miasto Tykocin odwiedził premier Mateusz Morawiecki, którego przywitał równie duży tłum. Co ciekawe, w tym miasteczku na co dzień żyje zaledwie 1980 osób, a zdjęcia ze spotkania z premierem wskazywałyby, że gapiów przyszło dużo więcej - nawet jeśli byliby to wszyscy mieszkańcy miasta. Czyżby kolejna anomalia?

Faktem jest, że politycy toczą korespondencyjny pojedynek na tłumy. W sieci natychmiast pojawiają się wpisy zwolenników jednego i drugiego obozu. Oczywiście trwa licytacja: na którym spotkaniu było więcej osób. Porównując zdjęcie tłumu sympatyków Tuska z Gdańska obok pojawia się też fotografia policji pod domem Jarosława Kaczyńskiego. Takich porównań jest też sporo w drugą stronę.

Pojawia się pytanie, skąd to wszystko i dlaczego akurat teraz? Politycy mobilizują swoich zwolenników, mimo że do wyborów zostały jeszcze dwa lata. Czy w związku z tym szykują się na przedterminowe wybory, czy może po prostu sprawdzają stan posiadania i jest to swoista próba sił?

Nieprzypadkowe są lokalizacje obu wydarzeń. Tusk zorganizował spotkanie niedaleko domu, w Gdańsku, które od lat jest matecznikiem liberałów, gdzie Platforma Obywatelska tradycyjnie może liczyć na duże poparcie. Morawiecki pojechał natomiast na Podlasie, na wschód, który jest twierdzą twardego elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. Tusk pojawił się w wielkim mieście, Morawiecki w bardzo małym - pierwsze stoją za Platformą, drugie za PiS-em. To też pokazuje kierunek obecnych politycznych działań. Politycy utrwalają stałą bazę, bo według części politologów silna polaryzacja związana z powrotem Tuska ogranicza mobilizację nowego elektoratu - obie strony pracują więc nad tym, co udało się wypracować przez lata.

Obrazki, które idą w świat, a w zasadzie do sieci, mają jednak przede wszystkim wartość wizerunkową. Otóż politycy pokazują wprost - popatrzcie, posłuchajcie, na naszą część wiwatują tłumy, więc możecie się do nas przyłączyć.

Podobną drogą idą też inni. Od początku wakacji akcję objazdową po wszystkich powiatach w Polsce prowadzi Polska 2050 Szymona Hołowni. W piątek na podobny krok decydują się posłanki Lewicy, które ogłosiły, że za chwilę wsiądą do busa w ramach akcji #ZrobimyToLepiej.

Sęk w tym, że polityczne autobusy ścigają się z czwartą falą koronawirusa. Minister zdrowia Adam Niedzielski nie ukrywa, że ta dotrze do Polski prędzej niż później, a najgorsze scenariusze przewidują wzrost zakażeń nawet do 15 tys. dziennie. Nie byłoby w tym nic gorszącego, gdyby nie fakt, że wciąż jesteśmy na niewystarczającym poziomie zaszczepienia. Minister Michał Dworczyk bezradnie rozkłada ręce mówiąc, że rejestracja na nowe szczepienia znacznie spowolniła.

Politycy, wszystkich formacji, bawią się jednak w najlepsze - jeżdżą po Polsce i ściągają na place, rynki, błonia, rzesze sympatyków. Jednocześnie nijak ma się to do wciąż obowiązujących obostrzeń. Na rządowej stronie poświęconej pandemii czytamy:

"We wszystkich typach zgromadzeń może uczestniczyć maks. 150 osób. Uczestnicy mają obowiązek zachowania 1,5 m odległości od innych osób. Ponadto odległość między zgromadzeniami nie może być mniejsza niż 100 m. Limit nie dotyczy osób w pełni zaszczepionych przeciw COVID-19".

W tego typu przypadkach, gdy na wiec poparcia przychodzi nawet kilka tysięcy osób, nie sposób sprawdzić, kto jest zaszczepiony, a kto nie. Nie ma też możliwości zachowania 1,5 m odstępu. Prawo pozostaje więc w tym przypadku prawem martwym.

Wracając jednak do podstawowych pytań - czyich zwolenników było więcej i czy oklaski dla Tuska słychać było w Sopocie? Niestety, nie posiadamy maszyny niczym z dawnego telewizyjnego programu "Od przedszkola do Opola", która potrafiłaby bezsprzecznie odpowiedzieć na to pytanie, ale możemy zdać się na szacunkach organizatorów. Organizatorzy spotkania z premierem Morawieckim w Tykocinie przekazali nam, że mogło to być ok. 1500-2000 osób. Organizatorzy spotkania z Tuskiem w Gdańsku szacują, że zwolenników Tuska było ok. 2500.

Łukasz Szpyrka

Komentuj