Tech

Ernest "rzucił się na pomoc nieznajomym, położył na szali własne życie". Pisz żegna 14-letniego bohatera

Ernest

14-letni Ernest zginął, próbując ratować osoby z jachtu, który zahaczył masztem o linię wysokiego napięcia. Czternastoletniego bohatera żegnają mieszkańcy Pisza (woj. warmińsko-mazurskie). - Nie byłem zdziwiony, że ruszył na pomoc, mimo niebezpieczeństwa. Ernest właśnie taki był: wrażliwy na czyjąś krzywdę i chętny do pomocy - mówi trener drużyny trampkarzy, w której kapitanem był zmarły nastolatek.

O dramacie, do którego doszło we wtorek w Piszu informowaliśmy na tvn24.pl zaraz po zdarzeniu. W piątek o 12:30 rozpoczęły się uroczystości pogrzebowe.

- Ernerst będzie pochowany w stroju naszej drużyny. Zadzwoniła do mnie jego ciocia, bo mama nie miała na to sił - mówi mi z trudnem Marcin Giętek, trener KS Mazur Pisz. Drużyny trampkarzy, której kapitanem był Ernest. Znaliśmy się dobrze, w końcu trenowałem go już od sześciu lat. To był fajny, mądry chłopak. We wtorek widziałem go po raz ostatni, mieliśmy trening. Potem Ernest ze swoją grupą poszedł na plażę. No i wtedy zobaczyli, że ktoś potrzebuje pomocy - opowiada Giętek.

Na oczach nastolatków jacht płynący rzeką Pisa uderzył w linie wysokiego napięcia. Na pokładzie było sześć dorosłych osób, dwie wpadły do wody po porażeniu prądem. Ernest wskoczył ich ratować. Kiedy dopłynął do jednego z tonących mężczyzn, doszło do ponownego wyładowania. Ernest - jak wykazało śledztwo - został porażony prądem, niedługo potem utonął.

-  Nie byłem zdziwiony, że Ernest wskoczył do wody jako pierwszy. To był właśnie taki człowiek: dobry wojownik, który chciał, żeby świat wokół niego był możliwie dobry. Jestem pewien, że gdyby nie ponowne uderzenie prądu, uratowałby obu tych mężczyzn - mówi.

Rozmawiamy na chwilę przed zbiórką na terenie klubu. Stąd trener i jego zawodnicy pojechali na mszę do kościoła. - Chłopcy z drużyny będą nieść trumnę. Zaprowadzą swojego kapitana. Inni będą mieli race. Myślę, że Ernest z góry będzie to oglądał z zadowoleniem - mówi smutno trener.

Nie do przecenienia

Ernest skończył w tym roku szkołę podstawową w Jeżach. - To był bardzo dobry uczeń. Egzamin końcowy zdał bodaj na 85 czy 90 procent. To był taki ambitniak, niczego nie odpuszczał - dodaje Marcin Giętek.

O ambicji mówi też Rafał Timoszczuk, wiceprezes klubu KS Mazur Pisz.  - Trenuję starszych chłopców, niż Ernest. A mimo to znałem go dobrze, bo on bardzo chciał grać ze starszymi. I chociaż fizycznie odstawał od starszych kolegów, to i tak radził sobie bardzo dobrze. W młodszej drużynie grał jako stoper, u mnie jako defensywny pomocnik. Taki trochę Krychowiak - uśmiecha się trener.

- A jakim był chłopakiem? - dopytuję.

- Bardzo szanowanym przez grupę. Był otwarty, ale - w przeciwieństwie do rówieśników - lubił posłuchać refleksyjnej muzyki. Widać po nim było, że jest wrażliwy, ale przy tym bardzo pewny siebie. Był silny, mądry, wybiegany. Ludzie naturalnie do niego lgnęli - mówi Rafał Timoszczuk.

Opowiada, że Ernest twardo stąpał po ziemi. - Czasami zdarzało nam się wyjechać do innego miasta na mecz: na przykład 100 kilometrów od Pisza. Bywało, że Ernesta - jako najmłodszego - nie wystawiłem do składu, ani nie dałem go na zmianę. Inni zawodnicy często się buntują i marudzą, ale nie on - opowiada.

Podkreśla, że czuje pewną bezsilność, kiedy wspomina czternastolatka. Przecież - jak macha z rezygnacją ręką - o zmarłych mówi się tylko dobrze. - Chciałbym, żeby ludzie wiedzieli, że on naprawdę był gościem nie do przecenienia. I nie mówię tego, bo już od nas odszedł. Naprawdę, życzę ludziom, żeby jak najczęściej mieli okazję napotykać na takich ludzi, jak Ernest - zaznacza.

Non omnis moriar

Trenerzy, z którymi rozmawiamy zapowiadają, że będą rozmawiać z młodzieżą o tej tragedii. - Ernest został bohaterem i nigdy tego w Piszu nie zapomnimy. Apeluję jednak do wszystkich, że najważniejsze w ratowaniu innych jest nasze własne bezpieczeństwo. Musimy spróbować, jak najwięcej nauczyć się z tej tragedii - zaznacza trener Rafał Timoszczuk.

Andrzej Szymborski, burmistrz Pisza opowiada, że bohaterstwo Ernesta jest dla niego symboliczne. - Rzucił się na pomoc nieznajomym, położył na szali własne życie. Bardzo chciałbym, żebyśmy w tej trudnej rzeczywistości podziałów, które szargają naszym krajem zastanowili się nad tą postawą. Składam hołd temu młodemu mężczyźnie, bo mentalnie z pewnością nie był już chłopcem. Wszyscy powinniśmy się od niego uczyć - zaznaczył burmistrz.

Dodaje, że w mieście od 2001 roku przyznawany jest tytuł "Zasłużony dla miasta Pisza".  - Mają go dotąd tylko trzy osoby. Wystąpię do rady miasta, by tym tytułem uhonorować Ernesta, który jest wzorem dla nas wszystkich - kończy samorządowiec.

Po śmierci chłopca w mieście ogłoszono żałobę. Niedaleko miejsca, gdzie doszło do tragedii ma powstać pamiątkowy obelisk.

***

Ernest nie jest jedyną ofiarą tragedii. W szpitalu w czwartek zmarł sternik jachtu.

Do tragedii doszło na Pisie