Tech

Mąż kochanki, córka, tancerz i ksiądz. Żadnego z ciał nie znaleziono. Ale wyrok dożywocia jest ostateczny

Mąż kochanki, córka, tancerz i ksiądz. Żadnego z ciał nie znaleziono. Ale wyrok dożywocia jest ostateczny

To już pewne, że skazany za cztery zabójstwa Mariusz B. resztę życia spędzi w więzieniu. Mężczyzna w ciągu niespełna dwóch lat zabił kolejno: męża swojej kochanki, ich wspólną córkę, partnera kochanki do tańca oraz znajomego księdza. Sąd Najwyższy odrzucił kasację obrońców, nie dając wiary zarzutom o wymuszeniu początkowych zeznań sprawcy.

Sprawa Mariusza B. ciągnęła się od kwietnia 2006 roku i była jednym z bezprecedensowych procesów ostatnich lat. Dowody były wyłącznie poszlakowe - między innymi ślady zapachowe, dane z logowania do sieci telefonów komórkowych. Wiadomo było, że są cztery osoby, po których zaginął ślad. Do dziś nie odnaleziono ich ciał. Prokuratura od początku była pewna, że oskarżony je udusił. Tę wersję potwierdził w 2017 roku warszawski sąd okręgowy, a rok później podtrzymał sąd apelacyjny.

Mariusz B. oskarżony był o zabójstwo:

- Zbigniewa D., męża swojej kochanki Małgorzaty (zginął w kwietniu 2006 roku),- Aleksandry D. - córki Zbigniewa i Małgorzaty (zginęła w tym samy czasie co ojciec),- Henryka S. - partnera od tańca Małgorzaty (zabity w marcu 2007 roku),- Piotra S. - znajomego księdza, który miał molestować go w dzieciństwie (zamordowany w grudniu 2008 roku).

Decyzja Sądu Najwyższego oznacza, że wyrok dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 40 latach jest nadal w mocy. W tej sprawie na karę sześciu lat więzienia został również skazany Krzysztof R., oskarżony między innymi o pomoc B.

"Przyznał się do popełnienia wszystkich czterech zabójstw"

Obrońcy oskarżonych w skardze kasacyjnej wskazywali, że zeznania obu mężczyzn, gdy w 2009 roku mieli jeszcze status podejrzanych, zostały wymuszone. - W tej sprawie była podnoszona kwestia stosowania tortur wobec skazanych (...). Trzeba powiedzieć, że sąd odwoławczy w sposób rzetelny wywiązał się ze swych obowiązków i rozważył ten zarzut obrońców - mówił w uzasadnieniu orzeczenia SN sędzia Antoni Bojańczyk.

Jak dodał, kwestia rzekomego wymuszenia wyjaśnień była dokładnie analizowana przez sądy. - To były niewątpliwie najistotniejsze zarzuty obrony, bo gdyby nie te kluczowe dowody w postaci depozycji, które składali skazani, w których B. przyznał się do popełnienia wszystkich czterech zabójstw, to dowodzenie w tej sprawie byłoby znacznie utrudnione - zaznaczył sędzia.

- Gdyby funkcjonariusze wymuszali określoną treść wyjaśnień, to niewątpliwie te wyjaśnienia byłyby znacznie bardziej spójne i nie zawierałyby luk - wskazał sędzia Bojańczyk. Dodał, że przesłuchania były rejestrowane na kasecie VHS, a nagranie poddano następnie "dokładnej analizie". Obrażeń nie potwierdziły też badania lekarskie zatrzymanych.

Sędzia zaznaczył także, że "teza o stosowaniu tortur jest o tyle fałszywa i nieuprawniona, że ten wątek pojawia się dopiero na późniejszym etapie postępowania i dopiero wtedy obaj skazani z niemal fotograficzną dokładnością przypominają sobie okoliczności". - Wcześniej o tym nie mówili - wskazał.

CZYTAJ O SPRAWIE W MAGAZYNIE TVN24: Ministrant, kochanek, czterokrotny zabójca. Zbrodnia prawie doskonała

Trójkąt, negatywne emocje i psychopatyczna osobowość

Mariusz B. poznał małżeństwo Małgorzatę i Zbigniewa D. w parafii, w której służył jako ministrant i jeszcze jako nastolatek zamieszkał z nimi pod jednym dachem. Sądy ustaliły, że "doszło do swoistego trójkąta", co spowodowało, że kobieta odeszła od męża, zamieszkała z B. i urodziła mu córkę.

W kwietniu 2006 r. Mariusz B. uprowadził Zbigniewa D. i zmusił go do podpisania wartej dwa miliony złotych polisy ubezpieczeniowej na rzecz żony. Kilka dni później miał ponownie uprowadzić D. i jego 18-letnią córkę Aleksandrę, których udusił na działce w okolicach Pułtuska. Motywem zbrodni miało być "skumulowanie się negatywnych emocji B. wobec patologicznego układu" między nim a małżeństwem D. Aleksandra mogła paść ofiarą mordu, bo weszła w konflikt z matką.

Po roku B. miał uprowadzić 55-letniego Henryka S., z którym Małgorzata D. tańczyła tango w klubie tańca. Zazdrość oraz sprawy finansowe były, według sądu, powodem zbrodni. Mariusz B. chciał go zmusić do podania numerów PIN kart bankomatowych i wyłudzić od jego rodziny 50 tysięcy złotych.

Zabójstwo księdza Piotra S. nastąpiło zaś z motywacji "odwetu za wykorzystanie seksualne". Duchowny zginął w 2008 r. w okolicach Pułtuska. Znaleziono po nim tylko pusty samochód.

"Rozsmakował się w tym, co robi"

Biegli psychologowie stwierdzili u B. osobowość psychopatyczną, tendencję do kłamania, niskie poczucie winy i skłonność do narzucania innym swej woli. Według biegłych B. cechuje "ponadprzeciętna inteligencja".

- Oskarżony jest osobą o słabej empatii. Ma skłonność do manipulowania otoczeniem, cechuje oskarżonego brak poczucia winy i skłonność do pasożytniczego trybu życia. Narcyzm i egozim - mówił tuż po ogłoszeniu wyroku w 2017 roku sędzia Igor Tuleya. - Pan oskarżony jest osobą gotową przekraczać normy społeczne i moralne celem uzyskania własnych korzyści. Dokonanie czterech zabójstw z pełną świadomością i premedytacją, stanowi, że mamy do czynienia z osobą, która całkowicie lekceważy nie tylko obowiązujący porządek prawny, ale również nie dostrzega w ludzkim życiu żadnych wartości - podkreślał sędzia. - Żadne z zabójstw nie może być w jakikolwiek sposób usprawiedliwione. Nie ma żadnych okoliczności łagodzących. Nic nie wskazuje na to, żeby oskarżony miał wyrzuty sumienia. Nie wykazał żadnej empatii, nie wykazał żadnej skruchy.

W niektórych momentach sędzia zwracał się wprost do oskarżonego. - Fakty wskazują, że zabójstw dokonuje pan z pewną regularnością. Od kwietnia 2006 roku do grudnia 2008 roku oskarżony pozbawił życia cztery osoby. I może jest to lekką przesadą, ale nasuwa się wrażenie, jakoby pan oskarżony rozsmakował się w tym, co robi - stwierdził sędzia Tuleya.

Długa historią sądowa

Proces miał długą historię sądową. Mariusz B. był już w 2014 r. w związku z tą sprawą skazany na dożywocie przez Sąd Okręgowy w Warszawie, ale tamten wyrok został uchylony i przekazany do ponownego rozpoznania. W pierwszym procesie doszło do naruszenia prawa do obrony, bo obaj oskarżeni korzystali z jednego obrońcy w sytuacji konfliktu między nimi: R. w śledztwie obciążał B.

Sąd Najwyższy rozpatrywanie tej sprawy rozpoczął kilka miesięcy temu. Pierwotnie orzeczenie miało zostać ogłoszone na początku marca tego roku, wówczas jednak SN zdecydował o ponownym otwarciu przewodu kasacyjnego.