Tech

Miał obrażenia ciała. Ratownicy chcieli mu pomóc. Zaatakował ich

Miał obrażenia ciała. Ratownicy chcieli mu pomóc. Zaatakował ich

Ratownicy medyczni usiłowali pomóc rannemu mężczyźnie na Ochocie. W odpowiedzi zaatakował ich, a do awantury szybko włączyli jego partnerka i kolega. Wszyscy byli pijani, usłyszeli zarzuty.

Jak informuje Karol Cebula, rzecznik ochockiej policji, do zdarzenia doszło w Alejach Jerozolimskich. Funkcjonariusze zauważyli tam trzy osoby, które zachowywały się agresywnie: dwóch mężczyzn i kobietę. Policjanci wyczuli od nich alkohol. Jeden z mężczyzn miał widoczne obrażenia ciała.

- Funkcjonariusze wezwali na miejsce załogę karetki pogotowia. W czasie udzielania pomocy medycznej 27-latek skierował swoją agresję na ratowników. Zaczął ich obrażać i odpychać od siebie. Po chwili uderzył jednego z medyków - mówi Cebula.

- Policjanci szybko obezwładnili agresora. Jego 32-letnia partnerka widząc co się dzieje, zaczęła również ubliżać medykom i ich zaatakowała. Kobieta podobnie jak jej partner została obezwładniona. 38-latek, który towarzyszył zatrzymanym usiłował przeszkadzać ratownikom i policjantom w wykonywaniu swoich obowiązków – dodał.

Wcześniej pili alkohol

27-latek oraz jego 32-letnia partnerka, po opatrzeniu przez medyków, zostali zatrzymani i przewiezieni do komendy na Ochocie, gdzie sprawdzono ich stan trzeźwości. Badanie na zawartość alkoholu wykazało w organizmie kobiety prawie 3 promile, a jej partnera prawie 2,5 promila.

38-latek, który utrudniał czynności na miejscu interwencji miał ponad 1,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Z uwagi na upojenie alkoholem został doprowadzony na izbę wytrzeźwień.

Jakie zarzuty usłyszeli?

- Po wytrzeźwieniu 32-latka usłyszała dwa zarzuty, znieważenie oraz naruszenia nietykalności ratowników medycznych. Jej 27-letni partner usłyszał łącznie cztery zarzuty – przekazał Karol Cebula. Mężczyźnie, oprócz znieważenia i naruszenia nietykalności medyków, przedstawiono zarzut z artykułu 190 Kodeksu karnego, który mówi o groźbach karalnych.

W piątek informowaliśmy o mężczyźnie, który chciał sprzedać zadłużone mieszkanie zmarłej matki. Formalnie: sam nie żył: