Tech

Podziwiali ją turyści i fotografowie z całej Polski. Ktoś ukradł kępę sasanek z Biebrzańskiego Parku Narodowego

Podziwiali ją turyści i fotografowie z całej Polski. Ktoś ukradł kępę sasanek z Biebrzańskiego Parku Narodowego

Najbardziej okazała i efektowna kępa sasanek, rosnąca w Biebrzańskim Parku Narodowym, została wykopana. Podobnie zresztą jak trzy inne rozety tej rośliny w ostatnim czasie. Władze parku podkreślają, że zrywanie sasanek jest niezgodne z prawem i grozi więzieniem. Destrukcyjnej działalności człowieka nad Biebrzą jest więcej, niektórzy potrafią wrzucać do rzeki azbest, opony, czy sprzęt AGD.

O kradzieży tych rzadkich i pięknych roślin poinformował na Facebooku Biebrzański Park Narodowy. Władze parku wytłumaczyły, z czym może się wiązać takie lekkomyślne podejście.

"Zrywanie i wykopywanie sasanki otwartej, gatunku chronionego w parku narodowym, jest samolubne i na dodatek niezgodne z prawem. Takie działanie będzie miało skutek eliminacji stanowisk położonych przy drodze, a w dłuższej perspektywie również w Parku. Sasanka otwarta jest gatunkiem ginącym w kraju, a jej populacja w Parku uległa znacznemu spadkowi w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Ponadto gatunek, wycofuje się z uwagi na zmiany klimatyczne. Strata każdego osobnika powoduje zmniejszenie puli genowej gatunku, i w efekcie skutkuje osłabieniem jego populacji" - przekazuje BPN.

Po kępie sasanek pozostała tylko dziuraAgnieszka Zach/Biebrzańska Wiedźma

Kępa sasanek, rosnąca jeszcze niedawno przy Carskiej Drodze, była - jak zaznaczają przyrodnicy - jedną z najbardziej dorodnych w Parku. Podziwiali ją turyści i fotografowie z całej Polski. Nie dziwią zatem komentarze, w których miłośnicy flory wyrażają swoje oburzenie tym incydentem.

- Dla ludzi ze świata fotografii przyrodniczej to było fantastyczne miejsce, taki "must have". Przyjeżdżali, kładli się na brzuchach, robili zdjęcia. Taki to był okaz, piękna kępa sasanki, szesnaście sztuk. I ktoś sobie po prostu wykopał to szpadelkiem. Ta roślina nie przyjmie się w ogródku, a na skutek jej głębokiego wykopania prawdopodobieństwo odnowienia się jej z kłącza jest małe. Ludzie w ogóle nie myślą. To ogromna strata - mówi przewodniczka biebrzańska Agnieszka Zach.

Sprawa już została zgłoszona na policję. Biebrzański Park Narodowy apeluje o zwracanie uwagi na wszelkie przejawy niszczenia przyrody w jego obrębie. W związku z ostatnimi wydarzeniami inicjuje również akcję obywatelskiej ochrony sasanek. Każdy może zostać strażnikiem tej wyjątkowej rośliny. BPN zgłoszenia przyjmuje na adres mailowy [email protected].

Śmieci w rzece

Sporo w ostatnim czasie mówiło się o Biebrzańskim Parku Narodowym w kontekście negatywnej działalności człowieka. Obszar nadal odbudowuje się po największym pożarze w swojej historii. W drugiej połowie kwietnia 2020 roku ogniem zostało objętych około 5,5 tysiąca hektarów. Spłonęły drobne zwierzęta, które nie miały szans, by uciec przed ogniem, m.in. owady, gryzonie, zniszczone zostały też pierwsze lęgi ptaków. Biegły z zakresu pożarnictwa przyczynę pożaru opisał jako "noszącą cechy umyślnego zaprószenia ognia w kilku miejscach". Prokuratura umorzyła jednak śledztwo, bo nie udało się ustalić sprawców podpalenia.

Nieustannie bolączką pozostaje również nagminne zaśmiecanie Biebrzy. W długi weekend majowy nad rzeką odbyła się coroczna akcja "Wody to nie śmietnik". Lokalni mieszkańcy, turyści, a także wszyscy inni, którym na sercu leży dobro natury, ponownie sprzątali okolice rzeki, jak i jej dno. Niektóre znaleziska potrafią zadziwić.

- Dachówki azbestowe, kuchenki, koła, opony. Masa, masa śmieci z gospodarstw domowych. To są tony odpadów, naprawdę niewyobrażalne ilości - mówi płetwonurek, który wyławia takie "kwiatki" z wody.

Na lądzie przeważają butelki, puszki, opakowania po produktach spożywczych. Agnieszka Giełażyn-Sasimowicz, rzecznik Wód Polskich w Białymstoku, wspomina, że w trakcie zeszłorocznej edycji uzbierano 4,5 tony śmieci.

- W pandemii jest ich jeszcze więcej. Ludzie wyjeżdżają na łono natury i nie sprzątają po sobie - przyznaje.