Tech

Psychiatra siekierą zaatakował ochroniarza, a budynek sądu w Szczecinie chciał spalić. Jest wyrok

Psychiatra siekierą zaatakował ochroniarza, a budynek sądu w Szczecinie chciał spalić. Jest wyrok

Przed sądem w Szczecinie zapadł wyrok w sprawie psychiatry Szymona S., który trzy lata temu zranił siekierą ochroniarza tego samego sądu i przywiózł 140 litrów benzyny z zamiarem podpalenia sądowego budynku. Mężczyzna spędzi w więzieniu 7 lat. Będzie także musiał wypłacić odszkodowanie i wziąć udział w terapii.

Sąd uznał, że Szymon S., choć miał ograniczoną poczytalność, będzie musiał spędzić w więzieniu 7 lat za atak na ochroniarza sądu i próbę wysadzenia budynku sądu w powietrze. Będzie musiał także uczestniczyć w terapii. Mężczyźnie, którego zranił siekierą, będzie musiał wypłacić 70 tysięcy złotych odszkodowania.

12 października 2018 roku 43-letni wówczas Szymon S. wtargnął do Sądu Okręgowego przy ulicy Małopolskiej, gdzie rozpatrywane są sprawy rodzinne. Był uzbrojony w siekierę, którą zaatakował ochroniarza.

Krzyczał, że zamierza spalić budynek w ramach zemsty

Ranny w głowę i tułów ochroniarz zdołał uciec. Napastnik wrzucił wtedy do budynku dwa 20-litrowe kanistry z benzyną. W samochodzie miał jeszcze pięć identycznych pojemników wypełnionych paliwem.

Szymon S. po zatrzymaniu w 2018 rokutvn24

Szymon S. krzyczał, że zamierza on spalić budynek sądu w akcie zemsty za "skrzywdzenie jego rodziny". Twierdził także, że jest psychiatrą. Na szczęście petenci sądu w porę go obezwładnili. W budynku było wówczas ponad 130 osób.

Mężczyzna rzeczywiście jest z wykształcenia lekarzem psychiatrą.

Siekiera, młotek i benzyna

O szczegółach zdarzenia informował nas wówczas prezes Sądu Okręgowego w Szczecinie Maciej Strączyński. Jak powiedział, wszystko trwało kilkadziesiąt sekund.

Z ustaleń prokuratury i zeznan świadków wynikało, że gdy mężczyzna po raz pierwszy wszedł do budynku, miał przy sobie, oprócz siekiery, także młotek ciesielski. Siekierą zaatakował jednego z ochroniarzy, po czym wyszedł i wrócił, niosąc ze sobą dwa kanistry z benzyną. - W tym czasie wezwano już policję (...) i gdy mężczyzna wracał, obezwładnili go dwaj inni klienci sądu, którzy akurat przypadkowo się tam znaleźli i zorientowali się, co się dzieje - wyjaśniał prezes sądu.

Szymon S. już następnego dnia po tym zdarzeniu usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa i próbę doprowadzenia do eksplozji materiałów łatwopalnych. Mężczyźnie groziło dożywocie, ale prokurator - posiłkując się opinią biegłego - stwierdził, że mężczyzna działał z ograniczeniem poczytalności. To mogło skutkować nadzwyczajnym złagodzeniem kary.