Tech

Ten pomysł to próba wywrócenia stolika na rynku elektryków. Czy niska cena wygra z zasięgiem?

Ten pomysł to próba wywrócenia stolika na rynku elektryków. Czy niska cena wygra z zasięgiem?

Chcemy spopularyzować samochody elektryczne, dlatego zamierzamy obniżyć koszty, by wprowadzić na rynek auta w rozsądnych cenach – twierdzą szefowie Toyoty. Ponieważ nie ma darmowych baterii koncern zamierza sprawić by były jak najtańsze, także ograniczając ich pojemność.

Producenci samochodów elektrycznych uparli się, że ich maszyny muszą jak najszybciej dorównać zasięgiem benzyniakom. I choć jest to technicznie możliwe, bo 500 kilometrów na jednym ładowaniu pokonuje coraz więcej modeli, to taki wyczyn wymaga pojemnego akumulatora. Ten z kolei jest drogi, co winduje cenę samochodu. Efekt? Elektryki mimo 160 proc. wzrostu sprzedaży rok do roku, nadal pozostają zdecydowanie droższe od aut z konwencjonalnym napędem. W niektórych krajach jest to rekompensowane polityką fiskalną, ale wciąż nie jest to regułą.

Wiele jednak wskazuje na to, że Toyota największy producent aut będzie chciał wyjść ze spirali rosnących zasięgów i cen.

Dlatego model bZ4X, pierwszy elektryczny model marki, którego europejską premierę wyznaczono na 2 grudnia, może pozostać demonstratorem możliwości koncernu (moc ponad 200 koni mechanicznych, zasięg ponad 450 kilometrów), ale nie wyznaczyć kierunku dla kolejnych elektrycznych modeli. Te zaś – przynajmniej w najbliższych latach - będą oferowały zasięg o połowę mniejszy. W zamian za to ich cena będzie zdecydowanie bardziej przystępna.

O takiej strategii powiedział na koniec listopada ujawnił w rozmowie z serwisem Green Car Reports, Cooper Ericksen, wiceprezes Toyoty w Ameryce Północnej, odpowiedzialny za planowanie, Uważamy, że dostępność samochodów elektrycznych jest najbardziej istotna dla ich spopularyzowania i sprzedanie odpowiednio dużej liczby elektryków może czynić różnicę – stwierdził, dodając, że sprzedaż wielu, niedrogich aut wpisuje się w model biznesowy firmy. Toyota zamierza w 2030 roku osiągnąć roczną sprzedaż 8 milionów zelektryfikowanych samochodów. Czy klienci nie będą poszukiwali aut o większym zasięgu? Zdaniem kierownictwa Toyoty niekoniecznie. - Zasięg w przypadku elektryków stał się tym, czym przez lata była moc silnika w autach spalinowych. Wszyscy chcieli mieć 300 – 400 konne monstra pod maskami aut, ale gdy przyszło do decyzji zakupowych zadowalali się motorami 120-konnymi – mówi Ericksen.

To nie pierwsza tego typu deklaracja. - Chcemy spopularyzować samochody elektryczne, dlatego zamierzamy obniżyć koszty, by wprowadzić na rynek auta w rozsądnych cenach – mówił zaledwie miesiąc temu dyrektor techniczny Toyoty, Masahiko Maeda, ogłaszając plan zainwestowania przez koncern 13,5 miliard dolarów w rozwój elektromobilności. Inwestycje o których opowiadał mają doprowadzić do obniżenia kosztów produkcji baterii przynajmniej o 30 procent, dzięki nowym technologiom i materiałom. Następnym krokiem będzie 30-procentowe obniżenie zużycia energii podczas jazdy autem elektrycznym. Większa wydajność napędu pozwoli ograniczyć pojemność akumulatora, co przełoży się na kolejne obniżenie o 30 procent kosztów baterii w każdym samochodzie. Firma opracuje nową generację baterii litowo-jonowych oraz nowatorskie baterie ze stałym elektrolitem.

Posłużą one zarówno do popularyzacji napędów elektrycznych i wodorowych, jak i rozwoju hybryd, w których dziś specjalizuje się koncern. Toyota sprzedała do dziś 18,1 miliona hybryd, które pozwoliły dotychczas uniknąć emisji takiej samej ilości CO2 jak 5,5 miliona samochodów elektrycznych (BEV). Jednak do wyprodukowania tych 18,1 miliona hybryd Toyota zużyła tyle baterii, ile wystarczyłoby dla 260 tysięcy aut elektrycznych.

I choć jak wyliczyli naukowcy z Massachusetts Institute of Technology, przy mikście energetycznym zakładającym produkcję energii elektrycznej wyłącznie z węgla lub innych paliw kopalnych, hybrydy są bardziej ekologiczne od elektryków, to rozwój odnawialnych źródeł energii sprawia, że zdaniem ekspertów samochody na baterie konkurencję w kategorii ekologia zdecydowanie częściej wygrywają i wygrywać będą. Dlatego próba wywrócenia stolika na rynku elektryków jest też zdaniem wielu ekspertów próbą przekłucia przez Japończyków opóźnień technologicznych w rynkową przewagę.